- T-aak - Zająknęła się, bo naprawdę ogromną trudność sprawiało jej mówienie o tym na głos. Jo jeszcze zmuszał ją do tego, aby powiedziała to drugi raz. Okropnie się dzisiaj nad nia pastwił. Nie miała pojęcia dlaczego. Wiedziała, że Jonathan był zdecydowanie mniej delikatny od Giovanniego, no ale bez przesady.
Traktował ją, jakby zrobiła mu krzywdę, a przecież nie zrobiła nic złego. Miała prawo w końcu kogoś pokochać, chyba? Może nie? Nie wiedziała, co się tutaj dzieje i dlaczego zaczęło towarzyszyć jej poczucie winy.
Odetchnęła z ulgą, kiedy Jonathan postanowił wrócić do salonu. Przynajmniej nie wyjdzie z tego żaden kwas - to było dla niej ważne w tym momencie. Ruszyła więc za nim. Usiadła tuż obok niego na kanapie. Wsadziła sobie w usta papierosa i odpaliła go, głęboko zaciągnęła się dymem. Zrobiło jej się trochę lepiej, nieco ją ta cała dziwna sytuacja zaczęła stresować, a nic nie uspokajało jej bardziej od dawki nikotyny, którą traktowała płuca. - Nie wiem, czy znasz. Trochę nie było go w kraju, niedawno wrócił, chociaż może, może spotkaliście się gdzieś w Hogwarcie. - Miała wrażenie, że są podobnego wieku. Póki co jednak jeszcze nie zdradziła personaliów swojego aktualnego partnera, właściwie mogła go już chyba tak nazwać. Nie do końca ogarniała, czy było to oficjalne, jednak Jo mogła powiedzieć o wszystkim, przynajmniej jak do tej pory. Teraz jednak trochę się wahała, bo wstąpiło w niego coś dziwnego.
Nie do końca zrozumiała, czym spowodowana jest irytacja Jonathana. Próbowała jakoś połączyć fakty. Miała świadomość, że mało osób wiedziało o jego istnieniu, a na pewno niewielu osobom przyszło się z nim zaprzyjaźnić. Ona kochała i jego i Gio, traktowała ich jak braci. Wiedziała, że bardzo się różnią, jednak każdy z nich był jej bliski w inny sposób, naprawdę ceniła sobie ich towarzystwo, mogli porozmawiać ze sobą o wszystkim co ich trapiło. Wiele razy ratował ją podczas tych spędów czystokrwistych, chowali się z dala od tłumów, sączyli whisky i rozmawiali o wszystkim i niczym. Był jedną z najbliższych osób w jej życiu, ale poczuła, że przez Beltane coś się zmieniło. Nie umiała jednak stwiedzić co, przynajmniej jak na razie.
Zauważyła, że zaczęły drżeć mu ręce, spojrzała na Jonathana z ogromnym niepokojem, bo nie miała pojęcia, co się dzieje. - Jo, wszystko w porządku? - Zapytała jeszcze, chociaż zdawała sobie sprawę, że nic nie było w porządku.