06.06.2023, 03:00 ✶
Brenna i Mavelle
Mężczyzna nie zmienił wyrazu twarzy. Stał wpatrując się w was pustym spojrzeniem i jeszcze chwilę po waszych pytaniach i słowach nic nie mówił. W ciszy, która zapadła dało się słyszeć jedynie szumienie znajdującego się nieopodal lasu.
– To nie sądzę, aby czegokolwiek tu szukał – odparł, chociaż trudno było dopatrzeć się w tym niegrzeczności. Łysy jegomość był po prostu bardzo szczery i wypowiadał swoje myśli bez, prawdopodobnie jego zdaniem, niepotrzebnej, sztucznej grzeczności.
– Nie ma nikogo w domu. Mogę przekazać wiadomość, jeżeli Panie sobie życzą – nie zamknął im drzwi przed nosem, bo też w jego słowach nie było niczego agresywnego czy spławiającego. Wydawał się albo mówic prawdę, albo być bardzo dobrym kłamcą.
Mavelle, poza poprzednio opisanymi zapachami, nie poczułaś nic więcej.
Patrick
Frank zmarszczył brwi, acz był to wyraz twarzy człowieka zmartwionego. Zupełnie jakby właśnie przypomniał sobie, że zostawił czajnik na gazie.
– Na gacie Merlina, a stary ten członek rodziny? Wiem, że to depresyjny scenariusz, ale jakbyś go jednak nie znalazł, mogę pokazać gdzie jest cmentarz. Wiesz chociaż jak się nazywa? – dopytał.
Wzruszył ramionami w manierze człowieka niezbyt przejętego acz szczerego.
– A bo ja wiem? Barman na pewno zna okolicznych częstych bywalców. To dość małe miasteczko, warto zapytać – podstawowa aura Franka była brązowa. Otaczały ją inne kolory - odrobina szarości, która wpadała w żółć mieszajacą sie z błękitem. Te kolory, które Patrick zauważył na wierzchu brązowej barwy, opisywały aktualne odczucia mężczyzny, z którym rozmawiał.
Frank również wszedł do pubu.
– Taki, coby stary Marvin nie obsikał mi wszystkich Pelargonii u Riddleów z zawziętości, jakbym mu nie oddał. Kupił mi pare kolejek. Nic strasznego, ale potrafi być okropną marudą – zaśmiał się pod nosem i zaprosił Stewarda do swojego stolika.
Pub nie wyróżniał się niczym specjalnym. Mężczyzna, który wcześniej stał na zewnątrz z Frankiem rozmawiał aktualnie z barmanem. Przy stoliku w kącie siedziała grupka mężczyzn, wszyscy w średnim wieku. Grali w karty, co chwila śmiali się głośno. W tle grała muzyka, niespecjalnie dało się powiedzieć skąd właściwie dochodziła.