06.06.2023, 08:54 ✶
- Spokojnie, skarbie – powiedziała Brenna, wyciągając rękę, by złapać dłoń Nory. Starała się mówić opanowanym tonem i nie dać po sobie poznać własnego zdenerwowania, by niepotrzebnie nie stresować jej jeszcze bardziej. – Chodzi mi o to, że osobie, która go spotkała… lub o nim śniła, bo nie mogę być pewna, że nie był to jakiś dziwny rodzaj fal… nic złego się nie przydarzyło. I nie sądzę, by kogoś zabił, skoro powiedział, że ten ktoś „na jakiś czas” będzie nieszkodliwy.
Znacznie bardziej Brennę niepokoiło co innego. Otwarte okno i czemu ten ktoś „miał dać spokój”. Czy mężczyzna w mugolskim ubraniu był wariatem? Napastnikiem? Czy naprawdę to ktoś inny czaił się… najpierw na nią, a potem, co gorsza, na Norę, a ten go powstrzymał? Nie chciała jednak dzielić się tymi przemyśleniami, bo Nora była wystarczająco zdenerwowano.
– Wiem, i postaram się upewnić, że nie wejdzie znowu – zapewniła, chociaż obawiała się, że żadne zaklęcia nie zdołają go powstrzymać, jeżeli nie udało się to zabezpieczeniom, które otaczały dom Lonbogttomów. – Poproszę osoby mające nocny patrol w okolicy, żeby były czujne. Myślę, że dobrym pomysłem będzie powieszenie w oknie dzwonków, prześlę ci takie, gdyby się znowu otworzyło, ich dźwięk powinien cię obudzić – powiedziała, idąc za Norą do jej niewielkiego mieszkania.
Za progiem Brenna bez słowa zamieniła się w wilczycę. Pod tą postacią zaczęła się kręcić po pomieszczeniu. Obwąchała łóżko, stanęła na tylnych łapach przy parapecie, przez chwilę obracała się, jakby chciała złapać własny ogon, ale wciąż węszyła. Pod postacią zwierzęcą myśli stawały się jakby… mniej skomplikowane, za to nos dostarczał setek bodźców. Po chwili zamieniła się z powrotem i tym razem machnęła w powietrzu różdżką, zataczając duży krąg, a wokół opadł złocisty pył.
Dało się w nim dostrzec ślady stóp Nory, nóg Mabel i łapek Salema.
– Hm – mruknęła Brenna. Nie była pewna, czy to, że nic nie znalazła, to dobra, czy zła oznaka. Może mężczyzna był tu bardzo krótko? Albo tak naprawdę nie wszedł do środka? Albo ona nie umiała wyłapać jego obcego zapachu, bo akurat w samym mieszkaniu Nory bywała za rzadko? – Jeśli ktoś tu był, to chyba bardzo krótko. Nic nie widzę, nic nie czuję. Obiecuję, że zacznę się tym zajmować. Zbagatelizowałam poprzedni wypadek, bo uznałam, że może to jednak był sen… ale postaram się znaleźć tego mężczyznę – obiecała.
Znacznie bardziej Brennę niepokoiło co innego. Otwarte okno i czemu ten ktoś „miał dać spokój”. Czy mężczyzna w mugolskim ubraniu był wariatem? Napastnikiem? Czy naprawdę to ktoś inny czaił się… najpierw na nią, a potem, co gorsza, na Norę, a ten go powstrzymał? Nie chciała jednak dzielić się tymi przemyśleniami, bo Nora była wystarczająco zdenerwowano.
– Wiem, i postaram się upewnić, że nie wejdzie znowu – zapewniła, chociaż obawiała się, że żadne zaklęcia nie zdołają go powstrzymać, jeżeli nie udało się to zabezpieczeniom, które otaczały dom Lonbogttomów. – Poproszę osoby mające nocny patrol w okolicy, żeby były czujne. Myślę, że dobrym pomysłem będzie powieszenie w oknie dzwonków, prześlę ci takie, gdyby się znowu otworzyło, ich dźwięk powinien cię obudzić – powiedziała, idąc za Norą do jej niewielkiego mieszkania.
Za progiem Brenna bez słowa zamieniła się w wilczycę. Pod tą postacią zaczęła się kręcić po pomieszczeniu. Obwąchała łóżko, stanęła na tylnych łapach przy parapecie, przez chwilę obracała się, jakby chciała złapać własny ogon, ale wciąż węszyła. Pod postacią zwierzęcą myśli stawały się jakby… mniej skomplikowane, za to nos dostarczał setek bodźców. Po chwili zamieniła się z powrotem i tym razem machnęła w powietrzu różdżką, zataczając duży krąg, a wokół opadł złocisty pył.
Dało się w nim dostrzec ślady stóp Nory, nóg Mabel i łapek Salema.
– Hm – mruknęła Brenna. Nie była pewna, czy to, że nic nie znalazła, to dobra, czy zła oznaka. Może mężczyzna był tu bardzo krótko? Albo tak naprawdę nie wszedł do środka? Albo ona nie umiała wyłapać jego obcego zapachu, bo akurat w samym mieszkaniu Nory bywała za rzadko? – Jeśli ktoś tu był, to chyba bardzo krótko. Nic nie widzę, nic nie czuję. Obiecuję, że zacznę się tym zajmować. Zbagatelizowałam poprzedni wypadek, bo uznałam, że może to jednak był sen… ale postaram się znaleźć tego mężczyznę – obiecała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.