06.06.2023, 12:12 ✶
W porównaniu do Delliana miała masę szczęścia. Choćby dlatego, że widziała. Był to jeden z tych drobiazgów, których nie doceniało się na co dzień, i o którym nie myślała nawet teraz. Jej głowę zaprzątała Zoya, uwięziona w lesie, jej paniczna ucieczka, spojrzenie Bowmana i tajemniczy naszyjnik, na który ktoś rzucił okrutną klątwę. Kto? Kiedy? Czy znalezienie klejnotów mogło cokolwiek dać? Skoro twórcy klątwy nie znaleziono tyle lat temu, jakie szanse mieli teraz oni…
Doprowadzało ją to do szału.
- Nie chcę ci tym zawracać głowy. Szanse są nikłe – westchnęła w końcu, chociaż nie oznaczało to, że sama się podda. Miała zamiar znaleźć akta tej sprawy. I spróbować dowiedzieć się, gdzie trafił naszyjnik. Nie wiedziała jeszcze, że nieważne, jak długo będzie błądzić po lesie – a zamierzała tam wrócić – nie natknie się więcej na zaklętą w kamień Zoyę. Że będzie to jedna z tych spraw, które będą dręczyć ją przez długie miesiące, a może i lata.
- Najchętniej zostawiłabym go w spokoju, ale zgłosiłam tę sprawę aurorom – przyznała. – Jeżeli do niego dotrą, mogliby usunąć mu całą pamięć, a jeszcze zrobić problemy tobie – mruknęła i podniosła się wreszcie z krawężnika. Wszelkie ślady dobrego humoru znikły bez śladu. Nie spodziewała się, że natkną się na coś aż tak… smutnego. A może powinna. Przecież zaklęta w posąg dziewczyna musiała mieć jakąś smutną historię, prawda? Brenna chyba po prostu nie liczyła, że czegokolwiek o niej się dowiedzą: raczej miała nadzieję, że Dani i Dellian zdołają ustalić, czy tę klątwę w ogóle można zdjąć…
Dostali odpowiedź na to pytanie. I znacznie więcej.
– Masz rację. Najpierw porozmawiam z Danielle, a potem wybiorę jakiegoś amnestazjotatora.
Takiego, którego znała. Albo który da się przekupić, żeby nieco bardziej się postarać i dokonać tu tylko drobniutkiej modyfikacji, a nie iść na łatwiznę i usuwać wszystkie wspomnienia ciurkiem. Brenna czuła, że przynajmniej to jest winna Zoyi i jej ukochanemu: to, by mogła pozostać w jego pamięci i by wiedział, że nie został porzucony.
– Wracajmy do Dziurawego Kotła – rzuciła jeszcze, czekając na Ollivandera. Potem ruszyła, jeżeli zechciał, biorąc go pod rękę, bo w niemagicznym Londynie niezbyt mógł używać różdżki do wskazywania kierunku.
Doprowadzało ją to do szału.
- Nie chcę ci tym zawracać głowy. Szanse są nikłe – westchnęła w końcu, chociaż nie oznaczało to, że sama się podda. Miała zamiar znaleźć akta tej sprawy. I spróbować dowiedzieć się, gdzie trafił naszyjnik. Nie wiedziała jeszcze, że nieważne, jak długo będzie błądzić po lesie – a zamierzała tam wrócić – nie natknie się więcej na zaklętą w kamień Zoyę. Że będzie to jedna z tych spraw, które będą dręczyć ją przez długie miesiące, a może i lata.
- Najchętniej zostawiłabym go w spokoju, ale zgłosiłam tę sprawę aurorom – przyznała. – Jeżeli do niego dotrą, mogliby usunąć mu całą pamięć, a jeszcze zrobić problemy tobie – mruknęła i podniosła się wreszcie z krawężnika. Wszelkie ślady dobrego humoru znikły bez śladu. Nie spodziewała się, że natkną się na coś aż tak… smutnego. A może powinna. Przecież zaklęta w posąg dziewczyna musiała mieć jakąś smutną historię, prawda? Brenna chyba po prostu nie liczyła, że czegokolwiek o niej się dowiedzą: raczej miała nadzieję, że Dani i Dellian zdołają ustalić, czy tę klątwę w ogóle można zdjąć…
Dostali odpowiedź na to pytanie. I znacznie więcej.
– Masz rację. Najpierw porozmawiam z Danielle, a potem wybiorę jakiegoś amnestazjotatora.
Takiego, którego znała. Albo który da się przekupić, żeby nieco bardziej się postarać i dokonać tu tylko drobniutkiej modyfikacji, a nie iść na łatwiznę i usuwać wszystkie wspomnienia ciurkiem. Brenna czuła, że przynajmniej to jest winna Zoyi i jej ukochanemu: to, by mogła pozostać w jego pamięci i by wiedział, że nie został porzucony.
– Wracajmy do Dziurawego Kotła – rzuciła jeszcze, czekając na Ollivandera. Potem ruszyła, jeżeli zechciał, biorąc go pod rękę, bo w niemagicznym Londynie niezbyt mógł używać różdżki do wskazywania kierunku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.