Dłoń na ramieniu. Delikatna i silna. W zależności od sytuacji. W tej chwili — niczym chmurka, promieniująca ciepłem aż po koniuszki palców u stóp. Ale były też momenty, na przykład, gdy potknął się podczas przechadzki w górach, gdy jej silna ręka potrafiła uchronić go przed upadkiem. Co tu dużo mówić, po prostu kończyna idealna.
— Dobrze, nie spiesz się, nie mam żadnych planów na dzisiaj — skłamał z uśmiechem. Nieczęsto to robił, ale w tym wypadku to nawet nie była nieprawda. Po prostu jeszcze oficjalnie nie nałożył poprawek na dzisiejszy plan dnia.
— Uhm... Ja będę czekać na dole w salonie, dobrze? — Zaproponował. Odwlekał niezręczność ujawnienia bliskiego sąsiedztwa jak najbardziej się dało.
Gdy już zniknęła za zamkniętymi drzwiami, pognał do swojego gabinetu. Na szczęście miał zaplanowane na dzisiaj głównie aktywności indywidualne, które mógł powciskać w inne dni, ale należało też wykonać jeden list.
W pięć minut załatwił sobie dzień wolny. Następnie dostrzegł, że być może taka koszula nie jest dobrym ubiorem na ewentualną serię rozszczepień. Przyzwał więc skrzata i poprosił go o jedną z tych "roboczych". Albo nie. Tą nową lnianą w kolorze ciepłego brązu. Albo nie. Może tą w paski i kropki, którą przywiózł z Maroko? Zdecydował się w końcu na tą. Po otrzymaniu odzienia, przebrał się szybko w łazience.
Miał kilka minut do wykorzystania, nim Kim pojawiła się w salonie.
— Płaszcz? Myślisz, że jest aż tak... — Zerknął w okno. Drzewa wyginały się na silnym wietrze. — No tak. Masz rację.
Znów przyzwał skrzata i poprosił o sweter.
— No to zacznijmy — oznajmił podekscytowany, gdy okrył się ciepłą wełną i wyszli na zewnątrz.
Dopiero po chwili zaczął zdawać sobie sprawę, że koszula Kim wydawała się jakaś taka... za mała?Czyżby czarownica w końcu pamiętała o posiłkach podczas wypraw? Sam dobrze zdawał sobie sprawę, że nawet jeśli wycieczki są męczące, to czasem człowiek zapomina o jedzeniu. Nie mógł jednak poruszyć tego tematu, był dżentelmenem. Postanowił więc przestać spoglądać na jej biust.