01.11.2022, 00:41 ✶
Choć to właściwie mogło nie mieć żadnego znaczenia dla Nory, Patrick wolałby nie być tym, który potwierdził jej najgorsze obawy. Czuł się w tej roli nieodpowiednio, zdając sobie sprawę, że niespecjalnie wiedział co właściwie powinien jej powiedzieć. Nie chodziło o prawdę, ale o sposób jej przekazania. A poza tym to jakoś tak niedobrze było już zawsze kojarzyć się ze złymi wiadomościami.
Pokręcił głową.
- O ile wiem, wciąż przyłączają się do niego nowi – powiedział powoli, znowu świetnie zdając sobie sprawę z tego, jak fatalistyczny ton miały jego słowa. Przelotnie pomyślał o tym, że siedząca naprzeciwko niego młoda kobieta powinna toczyć tę rozmowę z kimś bliskim, z kimś kto mógłby ją zawczasu pocieszyć i uśmierzyć te z jej lęków, o których istnieniu Steward nawet nie wiedział.
To, że zechciała się z miejsca przyłączyć do Zakonu Feniksa było zaskakująco otrzeźwiające. I znowu Patrick zrozumiał, że najwyraźniej Dumbledore jak zwykle miał rację. Nie wszyscy czarodzieje ulegali sile tego, który nazywał się Lordem Voldemortem. Być może jego idee popierało wielu czystokrwistych (lub półkrwi) czarodziei, ale w równie wielu jego działania wzbudziły słuszny gniew. I chęć do walki.
Patrick uśmiechnął się samymi kącikami ust.
- Co właściwie umiesz robić? – zainteresował się. Już nawet nie próbował ukrywać przed siedzącą naprzeciwko niego, że rzeczywiście należy do tych, którzy walczą ze Śmierciożercami i przewodzącym im Voldemortem. Może był w tej chwili zbyt pobłażliwy, zbyt mało uważny, może powinien bardziej się kryć i mniej ufać własnym obserwacjom, ale jego rozmówczyni zdążyła już wyciągnąć własne wnioski. Jeśliby potrzebowała pomocy, Patrick nie mógł jej odmówić. Jeśli oferowała wsparcie, nie miał prawa go odrzucać, bo nie oferowała go jemu, ale całemu Zakonowi Feniksa. - I jak masz na imię? To pytanie chyba powinienem zadać ci na początku...
Pokręcił głową.
- O ile wiem, wciąż przyłączają się do niego nowi – powiedział powoli, znowu świetnie zdając sobie sprawę z tego, jak fatalistyczny ton miały jego słowa. Przelotnie pomyślał o tym, że siedząca naprzeciwko niego młoda kobieta powinna toczyć tę rozmowę z kimś bliskim, z kimś kto mógłby ją zawczasu pocieszyć i uśmierzyć te z jej lęków, o których istnieniu Steward nawet nie wiedział.
To, że zechciała się z miejsca przyłączyć do Zakonu Feniksa było zaskakująco otrzeźwiające. I znowu Patrick zrozumiał, że najwyraźniej Dumbledore jak zwykle miał rację. Nie wszyscy czarodzieje ulegali sile tego, który nazywał się Lordem Voldemortem. Być może jego idee popierało wielu czystokrwistych (lub półkrwi) czarodziei, ale w równie wielu jego działania wzbudziły słuszny gniew. I chęć do walki.
Patrick uśmiechnął się samymi kącikami ust.
- Co właściwie umiesz robić? – zainteresował się. Już nawet nie próbował ukrywać przed siedzącą naprzeciwko niego, że rzeczywiście należy do tych, którzy walczą ze Śmierciożercami i przewodzącym im Voldemortem. Może był w tej chwili zbyt pobłażliwy, zbyt mało uważny, może powinien bardziej się kryć i mniej ufać własnym obserwacjom, ale jego rozmówczyni zdążyła już wyciągnąć własne wnioski. Jeśliby potrzebowała pomocy, Patrick nie mógł jej odmówić. Jeśli oferowała wsparcie, nie miał prawa go odrzucać, bo nie oferowała go jemu, ale całemu Zakonowi Feniksa. - I jak masz na imię? To pytanie chyba powinienem zadać ci na początku...