09.06.2023, 21:29 ✶
Nic z tego – utwierdziła się tylko w przekonaniu, że tu raczej nie było czego szukać. Ewentualnie naprawdę był kłamcą doskonałym i skrywał wiedzę, do której chciały się dobrać, niczym niedźwiedź do miodu.
- Dziękujemy – powtórzyła za Brenną i wycofała się razem z kuzynką – dłuższe zawracanie głowy naprawdę mijało się z celem.
- Podobno – wymruczała cicho. Cóż, gdyby ta rozmowa odbywała się jakiś tydzień później, Rookwood zapewne skupiłby na sobie o wiele większą uwagę Bones. I, jak mogła strzelać, Brenny zapewne też – Ich chyba faktycznie bym na razie zostawiła, ewentualnie na sam koniec? Może by się jakiś ze wskazówką trafił, gdzie szukać – nie brzmiała jednak na szczególnie przekonaną. Jednocześnie rozglądała się po okolicy w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby przykuć jej uwagę na tyle, by skłoniło do „hej, sprawdźmy koniecznie to miejsce!”.
- Zmiana w psa i buszowanie po ogródkach liczy się jako pomysł? – spytała pół żartem, pół serio. W końcu bardzo możliwe, że nawet jeśli trafią na kogoś, kto zna gagatka, to niekoniecznie będzie chciał się dzielić wiedzą… a ogródek czy po prostu tyły posiadłości, o, w teorii można tam rzeczy wyniuchać i to pozostając względnie poza podejrzeniami.
- W każdym razie Flitwickowie nie brzmią źle – podsumowała, zgadzając się z propozycją kuzynki. Spacerek, połączony z rozglądaniem się i analizowaniem zapachów, zaczepianiem przechodniów, by zasięgnąć języka…
… brzmiało tak prosto, prawda?
- Dziękujemy – powtórzyła za Brenną i wycofała się razem z kuzynką – dłuższe zawracanie głowy naprawdę mijało się z celem.
- Podobno – wymruczała cicho. Cóż, gdyby ta rozmowa odbywała się jakiś tydzień później, Rookwood zapewne skupiłby na sobie o wiele większą uwagę Bones. I, jak mogła strzelać, Brenny zapewne też – Ich chyba faktycznie bym na razie zostawiła, ewentualnie na sam koniec? Może by się jakiś ze wskazówką trafił, gdzie szukać – nie brzmiała jednak na szczególnie przekonaną. Jednocześnie rozglądała się po okolicy w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby przykuć jej uwagę na tyle, by skłoniło do „hej, sprawdźmy koniecznie to miejsce!”.
- Zmiana w psa i buszowanie po ogródkach liczy się jako pomysł? – spytała pół żartem, pół serio. W końcu bardzo możliwe, że nawet jeśli trafią na kogoś, kto zna gagatka, to niekoniecznie będzie chciał się dzielić wiedzą… a ogródek czy po prostu tyły posiadłości, o, w teorii można tam rzeczy wyniuchać i to pozostając względnie poza podejrzeniami.
- W każdym razie Flitwickowie nie brzmią źle – podsumowała, zgadzając się z propozycją kuzynki. Spacerek, połączony z rozglądaniem się i analizowaniem zapachów, zaczepianiem przechodniów, by zasięgnąć języka…
… brzmiało tak prosto, prawda?