01.11.2022, 01:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2023, 00:31 przez Brenna Longbottom.)
- Na pewno ułatwia planowanie - przyznała Brenna. Przy kimś innym z pewnością nie ograniczyłaby się do tak lakonicznego stwierdzenia, a plotła trzy po trzy. Przy Eunice trochę hamowała swoje gadulstwo, entuzjazm wobec świata i typowe, mało dyplomatyczne zachowywania. Nauczenie się tego przyszło Longbottom z pewną trudnością, ale opanowała to mniej więcej po ukończeniu Hogwartu i teraz, dekadę później, prawie już umiała się zachować w towarzystwie.
Prawie.
I tak właściwie starała się nie mówić nazbyt wiele tylko ze względu na okoliczności. Zapewne gdyby spotkały się w innym miejscu i czasie, i spotkanie nie byłoby związane z inicjatywą rodzinną, Brenna nie zdołałaby się powstrzymać przed zarzuceniem Eunice całym mnóstwem niepotrzebnych informacji.
- Mogę przesłać jego zdjęcie, jeśli życzyłabyś sobie spojrzeć na niego wcześniej - podsunęła jeszcze Brenna przebiegle. Oczywiście, istniała szansa, że Eunice starci wtedy zainteresowanie, ale pewnie jeśli miałby się jej nie spodoba, i tak by go nie licytowała. A przecież mogła też przywiązać się do wizji posiadania zegara na własność i później być gotowa dać więcej gotówki, byleby nie musieć godzić się z wizją utraty przedmiotu, który sobie upatrzyła. Longbottom może na to nie wyglądała, ale w takich sprawach umiała być całkiem sprytna.
Brenna upiła jeszcze łyk wody, nim odstawiła szklankę.
- Tak, mogę też przysłać kogoś po niego jutro, wraz z niezbędną dokumentacją, oczywiście - zapewniła. Pod tym względem Brenna była paranoiczką. Pilnowała wszystkiego wręcz obsesyjnie, pełna obaw, by ktoś nie zechciał wykorzystać przeciwko nim jakiegoś niedopatrzenia. Nawet nie ze względu na jakąś wojnę, ot zwykłe, prywatne albo rodzinne animozje. Dlatego każdy ofiarodawca otrzymywał papiery do podpisania i na własny użytek, wszystko w dwóch egzemplarzach. Pokwitowanie, potwierdzenie przekazania fantu na licytację, oficjalne podziękowanie i tak dalej... - W takim wypadku będę czekała na list - oświadczyła kobieta w odpowiedzi na słowa o konsultacji z mężem. Nie przyjęła tego stwierdzenia jako czegoś niezwykłego. Żyły w konkretnych czasach, w dodatku w społeczeństwie czarodziejów, bardziej konserwatywnym pod pewnymi względami niż mugole. I w dodatku Eunice wywodziła się z tych rodzin najbardziej konserwatywnych ze wszystkich. Perseus był starszy niż Eunice, kto wie, może to on rządził w tym małżeństwie. Brenna podejrzewała jednak, że nie będzie miał nic przeciwko publicznej liście: ta zawsze oznaczała nieco chwały.
Oczywiście, nie miała pojęcia, kto podarował Eunice wazon. Chociaż planowała go sprawdzić... Ot standardowa procedura, stosowana wobec wszystkich przedmiotów. (A w przypadku niektórych, co bardziej podejrzanych, uruchamiała procedur niestandardowy: czyli sprawdzanie w rejestrach BUM, u klątwołamacza oraz w ramach widmowidzenia. W tym przypadku podejrzewała, że aż to nie będzie konieczne, ale to dopiero miało się okazać.)
- Bardzo się staram, aby nic takiego się nie wydarzyło. I jeszcze raz dziękuję za dzisiejsze spotkanie oraz chęć wsparcia naszej inicjatywy.
Jeżeli Eunice nie miała nic więcej do dodania ani nie chciała już o nic pytać, Brenna była gotowa wstać, pożegnać się uprzejmie z panią domu, a następnie opuścić dom państwa Black, by później aportować się z powrotem do Doliny Godryka. W końcu czekało ją jeszcze sporo pracy.
Prawie.
I tak właściwie starała się nie mówić nazbyt wiele tylko ze względu na okoliczności. Zapewne gdyby spotkały się w innym miejscu i czasie, i spotkanie nie byłoby związane z inicjatywą rodzinną, Brenna nie zdołałaby się powstrzymać przed zarzuceniem Eunice całym mnóstwem niepotrzebnych informacji.
- Mogę przesłać jego zdjęcie, jeśli życzyłabyś sobie spojrzeć na niego wcześniej - podsunęła jeszcze Brenna przebiegle. Oczywiście, istniała szansa, że Eunice starci wtedy zainteresowanie, ale pewnie jeśli miałby się jej nie spodoba, i tak by go nie licytowała. A przecież mogła też przywiązać się do wizji posiadania zegara na własność i później być gotowa dać więcej gotówki, byleby nie musieć godzić się z wizją utraty przedmiotu, który sobie upatrzyła. Longbottom może na to nie wyglądała, ale w takich sprawach umiała być całkiem sprytna.
Brenna upiła jeszcze łyk wody, nim odstawiła szklankę.
- Tak, mogę też przysłać kogoś po niego jutro, wraz z niezbędną dokumentacją, oczywiście - zapewniła. Pod tym względem Brenna była paranoiczką. Pilnowała wszystkiego wręcz obsesyjnie, pełna obaw, by ktoś nie zechciał wykorzystać przeciwko nim jakiegoś niedopatrzenia. Nawet nie ze względu na jakąś wojnę, ot zwykłe, prywatne albo rodzinne animozje. Dlatego każdy ofiarodawca otrzymywał papiery do podpisania i na własny użytek, wszystko w dwóch egzemplarzach. Pokwitowanie, potwierdzenie przekazania fantu na licytację, oficjalne podziękowanie i tak dalej... - W takim wypadku będę czekała na list - oświadczyła kobieta w odpowiedzi na słowa o konsultacji z mężem. Nie przyjęła tego stwierdzenia jako czegoś niezwykłego. Żyły w konkretnych czasach, w dodatku w społeczeństwie czarodziejów, bardziej konserwatywnym pod pewnymi względami niż mugole. I w dodatku Eunice wywodziła się z tych rodzin najbardziej konserwatywnych ze wszystkich. Perseus był starszy niż Eunice, kto wie, może to on rządził w tym małżeństwie. Brenna podejrzewała jednak, że nie będzie miał nic przeciwko publicznej liście: ta zawsze oznaczała nieco chwały.
Oczywiście, nie miała pojęcia, kto podarował Eunice wazon. Chociaż planowała go sprawdzić... Ot standardowa procedura, stosowana wobec wszystkich przedmiotów. (A w przypadku niektórych, co bardziej podejrzanych, uruchamiała procedur niestandardowy: czyli sprawdzanie w rejestrach BUM, u klątwołamacza oraz w ramach widmowidzenia. W tym przypadku podejrzewała, że aż to nie będzie konieczne, ale to dopiero miało się okazać.)
- Bardzo się staram, aby nic takiego się nie wydarzyło. I jeszcze raz dziękuję za dzisiejsze spotkanie oraz chęć wsparcia naszej inicjatywy.
Jeżeli Eunice nie miała nic więcej do dodania ani nie chciała już o nic pytać, Brenna była gotowa wstać, pożegnać się uprzejmie z panią domu, a następnie opuścić dom państwa Black, by później aportować się z powrotem do Doliny Godryka. W końcu czekało ją jeszcze sporo pracy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.