12.06.2023, 01:58 ✶
Skała. Trzeba było Voldemortowi jakoś zabrać tę przeklętą skałę… Steward starał się myśleć tylko o tym, co w tej chwili wydawało mu się najistotniejsze. Nie mógł zapomnieć po co właściwie wbiegał w ognisko, pływał w jeziorze, przedzierał się przez chaszcze. Nie chodziło o niego, chodziło o obronę świata, który znał i kochał.
I może dlatego słowa ojca tak bardzo trafiły do Patricka. Nie, nie w pozytywnym znaczeniu. Były jak cios prosto w szczękę. Nie lekki policzek, który miałby go ocucić, ale potężny prawy sierpowy od którego auror aż się zachwiał. Aż zrobiło mu się niedobrze a wściekłość i konsternacja tylko się nasiliły.
- J-jak śmiesz… - zaczął i urwał niespodziewanie. Pokręcił głową. Ta dyskusja nie miała sensu a jednak wypowiedziane przez ducha słowa paliły do żywego. Jak śmiał ich w ogóle porównywać? Jak śmiał zrównywać to, co sam robił z tym, do czego nieświadomie zmusił swojego syna? Tak, obydwaj gotowi byli poświęcić życie, ale… Patrick nie marzył o sławie i potędze. Nie potrzebował władzy nad światem. Nie czuł się lepszy dlatego, że natura obdarzyła go magicznymi zdolnościami. Chciał tylko zmazać z siebie niewidoczne piętno, które swoim życiem wypalili na nim jego rodzice.
Wizja dumnego z niego Grinewalda, może i niosła ukojenie, ale brutalnie uświadamiała czyje wspomnienia oglądał. To nie na niego naprawdę spoglądał czarnoksiężnik, ale na jego ojca. I to znowu było jak cios pięścią. Tym razem nie w twarz, ale w brzuch. Na co dzień Patrick mógł się po cichu oszukiwać, że jego rodzice zbłądzili, że popełnili kilka przypadkowych błędów, że dali się omamić, że może jednak babcia miała rację. Ale teraz widział te utkwione w nim zadowolone spojrzenie, wyciągniętą rękę i całym sobą poczuł, że nie chciał jej przyjąć, nie chciał wstawać z klęczek, nie chciał mieć z nimi więcej wspólnego, niż musiał mieć. Chciał się wyrwać z tych wspomnień. Uciec od nich. Zamknąć przed nimi głowę. Nie były jego i buntował się przed oglądaniem ich, przed poznawaniem szaleństwa, które pochłonęło ojca. Chciał odwrócić cykl. Odzyskać to, co utracił. Pozostanie we wspomnieniach nic nie dawało, tylko go niszczyło.
I może dlatego słowa ojca tak bardzo trafiły do Patricka. Nie, nie w pozytywnym znaczeniu. Były jak cios prosto w szczękę. Nie lekki policzek, który miałby go ocucić, ale potężny prawy sierpowy od którego auror aż się zachwiał. Aż zrobiło mu się niedobrze a wściekłość i konsternacja tylko się nasiliły.
- J-jak śmiesz… - zaczął i urwał niespodziewanie. Pokręcił głową. Ta dyskusja nie miała sensu a jednak wypowiedziane przez ducha słowa paliły do żywego. Jak śmiał ich w ogóle porównywać? Jak śmiał zrównywać to, co sam robił z tym, do czego nieświadomie zmusił swojego syna? Tak, obydwaj gotowi byli poświęcić życie, ale… Patrick nie marzył o sławie i potędze. Nie potrzebował władzy nad światem. Nie czuł się lepszy dlatego, że natura obdarzyła go magicznymi zdolnościami. Chciał tylko zmazać z siebie niewidoczne piętno, które swoim życiem wypalili na nim jego rodzice.
Wizja dumnego z niego Grinewalda, może i niosła ukojenie, ale brutalnie uświadamiała czyje wspomnienia oglądał. To nie na niego naprawdę spoglądał czarnoksiężnik, ale na jego ojca. I to znowu było jak cios pięścią. Tym razem nie w twarz, ale w brzuch. Na co dzień Patrick mógł się po cichu oszukiwać, że jego rodzice zbłądzili, że popełnili kilka przypadkowych błędów, że dali się omamić, że może jednak babcia miała rację. Ale teraz widział te utkwione w nim zadowolone spojrzenie, wyciągniętą rękę i całym sobą poczuł, że nie chciał jej przyjąć, nie chciał wstawać z klęczek, nie chciał mieć z nimi więcej wspólnego, niż musiał mieć. Chciał się wyrwać z tych wspomnień. Uciec od nich. Zamknąć przed nimi głowę. Nie były jego i buntował się przed oglądaniem ich, przed poznawaniem szaleństwa, które pochłonęło ojca. Chciał odwrócić cykl. Odzyskać to, co utracił. Pozostanie we wspomnieniach nic nie dawało, tylko go niszczyło.