12.06.2023, 14:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2023, 14:59 przez Megara Malfoy.)
Megara siedziała w mało wygodnym fotelu, który na dodatek była tak wielki, że jej drobna postać niemal się w nim gubiła. Zewsząd otaczała ją sztuka, na którą sama nawet nie zwracała uwagę. Mała kawiarnia znajdująca się niemal na samym końcu ulicy Pokątnej miała być mekką dla wszelkiego typu artystów. Mieli szukać tu nie tylko inspiracji, ale i paru groszy, gdy zdesperowani przychodzili do właściciela, a ten z dobroci serca kupował ich prace, by przyozdobić nimi jedną ze ścian. Dla niej nie miało to znaczenia, choć miała w sobie geny wielkich twórców to te wydawały jeszcze uśpione. Megara był świadoma braku artystycznego zacięcia, wybrała to miejsce tylko dlatego, że mogło się ono podobać Stelli. Kilkadziesiąt minut temu opuściła gmach Ministerstwa, co powodowało, że jej strój wydawał się nieco zbyt formalny na tak prozaiczną okoliczność, jak wypicie herbaty w czyimś towarzystwie. Na domiar złego Megara miała tendencje do tego, by ubierać się zdecydowanie zbyt elegancko i zbyt dobrze jak na zwykłego urzędnika, nie mówiąc już o byciu młodą kobietą. Jednak nawet jeśli ktoś zwracał na to uwagę i poświęcił choć jedną myśl na analizę kontrastu, jakie stanowiło to miejsce i osoba młodej Malfoyówny to ją nawet by to nie obeszło. Błękitne spojrzenie wpatrzone było w srebrną łyżeczkę znajdującą się na stoliku obok filiżanki z gorącym napojem. Przez umysł blondynki przelatywało w tym momencie tysiące myśli dotyczące niemal każdego aspektu jej życia. Od pracy począwszy poprzez rozterki moralne aż na sprawach rodzinnych kończąc. Proces ten zazwyczaj oznaczał niemal całkowite odcięcie się od rzeczywistości. Był również powodem niepokoju i licznych rozważań czy przypadkiem nie był to objaw odziedziczonego po ojcu szaleństwa. Trzeba jednak było przyznać, że zarówno ona, jak i jej brat byli skrajnymi wręcz pragmatykami. Za takich przynajmniej chcieli być uważani, miał to być dowód dla świata, że nie nosili w swoich żyłach choroby, która praktycznie zabrała im ostatniego opiekuna. Na bladej twarzy pojawił się cień ironicznego uśmiechu. Czy naprawdę to był moment, by się nad tym zastanawiać? Megara chwyciła w dłoń łyżeczkę, której poświeciła tak wiele uwagi i nałożywszy na nią odrobinę cukru włożyła do filiżanki. Mimo pozornego ożywienia wzrok Megary wciąż pozostawał nieobecny. Ocknęła się, dopiero gdy do jej uszu dobiegł dźwięk dziecięcego płaczu. W sam raz, by dostrzec jak jej droga kuzynka wchodzi do lokalu. Megara szybko podniosła się z miejsca, by móc się z nią należycie przywitać. Udało jej się nawet uśmiechnąć i to w sposób tak szczery i wesoły jak nie miało to miejsca już od dłuższego czasu.