12.06.2023, 21:04 ✶
Ulysses utkwił w Victorii poważne spojrzenie. Przez chorobę, na którą cierpiał, każde spotkanie, każda kolejna wizyta w świecie mugoli z jednakową dokładnością zapisywała się w jego umyśle. I potem pozostawała już tam na stałe. Zapisana jak na niepsującej się taśmie.
Tylko, że pewne wspomnienia nie były warte by je zapamiętywać. Normalny człowiek wypierał je ze świadomości. A on musiał z nimi żyć.
- …i przywracasz wszystko na właściwe tory – podsumował. Nie były to pewnie najwłaściwsze słowa, które powinien wypowiedzieć w tym momencie, ale młody Rookwood nie był szczególnie dobry we wspieraniu. Niemniej rzeczywiście zdawał sobie sprawę, że ich praca była potrzebna. Okrutnie potrzebna. Tak długo, jak długo świat magii i świat mugoli będą się ze sobą ścierać.
Kiwnął głową, jakby coś, co powiedziała Lestrange o Leachu wyraźnie mu się spodobało. Może dlatego, że dobrze podsumowywało to, co sam myślał? Jej słowa wdarły się do jego pamięci lekko, niemal nie zauważył, że to zrobiły i utrwaliły. Może nawet, w jakiejś przyszłej rozmowie, może nawet z ojcem, powtórzy je jak mantrę swoim bezosobowym głosem: Pochodzi z dwóch światów i wydaje mu się, że jednym może wpływać na drugi. Nie szanuje prawidłowości rządzących żadnym z nich. I tylko w jego uszach będzie wtedy rozbrzmiewał inny głos.
- Nie jestem tego taki pewien. Patrząc na to, że jego poprzednik chciał trzymać dementorów jak rasowe pieski w domach… - Ulysses wzruszył ramionami jakby strącał z ramion wyjątkowo nieprzyjemny, gryzący go szalik. – Z tego co wiem już sam wybór Leacha na Ministra Magii doprowadził do tego, że kilku członków Wizengamotu zrezygnowało z urzędu. Skoro wtedy nie wywołało to żadnych większych reperkusji w czarodziejskim świecie, może Leach doszedł do wniosku, że skoro jest Ministrem Magii może mieszać również tutaj?
To nie tak, że nie zdawał sobie sprawy z faktu, że wielu przeszkadzało już samo to, że Nobby był szlamą. Młody Rookwood nie był głupi. Nawet jego własny ojciec uważał mugolaków za gorszy gatunek a to, że nie wpoił nienawiści synowi wynikało tylko z faktu, że ten miał na nią zbyt analityczny umysł. Wystarczyło zajrzeć do statystyk by pojąć, że więcej charłaków rodziło się w czystokrwistych rodach niż rodach półkrwi.
- Wiem, że zabrzmię teraz jak najbardziej twardogłowy starzec, ale gdyby Leach był inteligentny, mieszałby w świecie mugoli tak, by nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. – Jeśli padałby ofiarą pomówień, znowu był zbyt głupi i dopuścił do tego, by plotki przybrały na sile. – Ale jest głupcem. Jak ojciec jej dziecka – dodał ciszej, jedynie podbródkiem wskazując na wstrząśniętą mugolkę. Wzrokiem starannie omijał jej sylwetkę, starając się za wszelką cenę nie zapamiętywać więcej niż musiał. – Wyjdziemy na dwór? Może… może tam jeszcze zostało coś do zrobienia.
Tylko, że pewne wspomnienia nie były warte by je zapamiętywać. Normalny człowiek wypierał je ze świadomości. A on musiał z nimi żyć.
- …i przywracasz wszystko na właściwe tory – podsumował. Nie były to pewnie najwłaściwsze słowa, które powinien wypowiedzieć w tym momencie, ale młody Rookwood nie był szczególnie dobry we wspieraniu. Niemniej rzeczywiście zdawał sobie sprawę, że ich praca była potrzebna. Okrutnie potrzebna. Tak długo, jak długo świat magii i świat mugoli będą się ze sobą ścierać.
Kiwnął głową, jakby coś, co powiedziała Lestrange o Leachu wyraźnie mu się spodobało. Może dlatego, że dobrze podsumowywało to, co sam myślał? Jej słowa wdarły się do jego pamięci lekko, niemal nie zauważył, że to zrobiły i utrwaliły. Może nawet, w jakiejś przyszłej rozmowie, może nawet z ojcem, powtórzy je jak mantrę swoim bezosobowym głosem: Pochodzi z dwóch światów i wydaje mu się, że jednym może wpływać na drugi. Nie szanuje prawidłowości rządzących żadnym z nich. I tylko w jego uszach będzie wtedy rozbrzmiewał inny głos.
- Nie jestem tego taki pewien. Patrząc na to, że jego poprzednik chciał trzymać dementorów jak rasowe pieski w domach… - Ulysses wzruszył ramionami jakby strącał z ramion wyjątkowo nieprzyjemny, gryzący go szalik. – Z tego co wiem już sam wybór Leacha na Ministra Magii doprowadził do tego, że kilku członków Wizengamotu zrezygnowało z urzędu. Skoro wtedy nie wywołało to żadnych większych reperkusji w czarodziejskim świecie, może Leach doszedł do wniosku, że skoro jest Ministrem Magii może mieszać również tutaj?
To nie tak, że nie zdawał sobie sprawy z faktu, że wielu przeszkadzało już samo to, że Nobby był szlamą. Młody Rookwood nie był głupi. Nawet jego własny ojciec uważał mugolaków za gorszy gatunek a to, że nie wpoił nienawiści synowi wynikało tylko z faktu, że ten miał na nią zbyt analityczny umysł. Wystarczyło zajrzeć do statystyk by pojąć, że więcej charłaków rodziło się w czystokrwistych rodach niż rodach półkrwi.
- Wiem, że zabrzmię teraz jak najbardziej twardogłowy starzec, ale gdyby Leach był inteligentny, mieszałby w świecie mugoli tak, by nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. – Jeśli padałby ofiarą pomówień, znowu był zbyt głupi i dopuścił do tego, by plotki przybrały na sile. – Ale jest głupcem. Jak ojciec jej dziecka – dodał ciszej, jedynie podbródkiem wskazując na wstrząśniętą mugolkę. Wzrokiem starannie omijał jej sylwetkę, starając się za wszelką cenę nie zapamiętywać więcej niż musiał. – Wyjdziemy na dwór? Może… może tam jeszcze zostało coś do zrobienia.