13.06.2023, 09:58 ✶
Nie wydawało się, że nazwisko Macmillan cokolwiek mężczyźnie mówi. Może jeśli był opętany, w jego czasach ród nie był znaczący, a może skupiony na innych sprawach, nie był zainteresowany z tym, kim właściwie ma do czynienia? Brenna zaś nie miała szansy odpowiedzieć na wyliczankę Sebastiana, bo była zbyt zajęta najpierw odbijaniem wazonu, potem transmutowaniem lecącego w ich stronę stolika w pył, a następnie odbijaniem fotela - który Mortimer uniósł mimo wątłej postury, musiał więc być bardzo zdeterminowany - w ścianę. Mebel uderzył w nią z głośnym trzaskiem, strącając przy okazji ślubny portret. Bardzo skupiona na swoim zadaniu ochrony siebie i Sebastiana, nie odpowiedziała nawet na jego słowa odnośnie kultur i Matki Księżyca.
Za to kiedy Macmillan zaczął recytować, Mortimer zawył. Trudno było powiedzieć, czy tak źle reagował na wersety, czy też był tylko niezadowolony, że nie udało się mu ich trafić ani fotelem, ani wazonem, ani stolikiem. I kiedy rzucił się ku regałowi, i zaczął ściągać z niego książki, po kolei miotając nimi w Brennę, ta po rzuceniu kolejnej już tarczy uznała, że nadeszła pora na bardziej zdecydowane działania. Zwłaszcza, że było jasne, że prędzej czy później nie zdąży odbić któregoś z pocisków.
Machnęła różdżką i trafiony drętwotą Jonathan legł na podłogę.
Cóż.
Brenna Longbottom nie była pacyfistką. I lubiła proste rozwiązania. A nikt nie mógł oskarżyć ją o nadmiar przemocy, skoro Jonathan zaatakował pierwszy, a ona użyła tylko zaklęcia oszałamiającego, prawda? A Sebastianowi na pewno będzie pracowało się bardziej komfortowo, jeżeli nic nie będzie akurat rzucane w jego stronę.
- Bardzo przepraszam za drobne niedogodności - powiedziała, odwracając się do Sebastiana z uśmiechem, jakby właśnie nie pozbawiła kogoś przytomności. - Nic cię nie trafiło, mam nadzieję? Czy teraz będziemy mogli sprawdzić bez problemów, czy jest opętany? Tak ponad wszelką wątpliwość? - dopytała jeszcze, po czym ruszyła w stronę Jonathana. Albo Mortimera. Zależy, z której strony do tego podejść.
Brygadzistka przykucnęła i najpierw zbadała oddech mężczyzny, potem upewniła się, czy nie uderzył się w głowę przy upadku, a następnie troskliwie zmieniła jego pozycję tak, aby nie leżał nienaturalnie powyginany. Następnie wstała i machnęła różdżką, raz, drugi, trzeci, a książki po kolei zaczęły wracać na swoje miejsca na półce.
- A jeżeli jest opętany, to pewnie najlepiej byłoby go egzorcyzmować. Mogę w czymś pomóc? - spytała, oglądając się jeszcze, czy pani Rose nie nadciągnie, by znowu próbować ich stąd wyrzucić, ale wyglądało na to, że mimo hałasów z jakichś powodów na razie nie zamierzała wpaść do salonu. Może była na górze i nie usłyszała dźwięków? A przynajmniej Brenna miała taką nadzieję, pomyślała jednak, że chyba pora się za nią rozejrzeć. Zaczęła się niepokoić, czy tej nie stała się jakaś krzywda, skoro jej mąż zachowywał się w ten sposób, a ona odmawiała przyjęcia do wiadomości, że coś jest nie tak...
Za to kiedy Macmillan zaczął recytować, Mortimer zawył. Trudno było powiedzieć, czy tak źle reagował na wersety, czy też był tylko niezadowolony, że nie udało się mu ich trafić ani fotelem, ani wazonem, ani stolikiem. I kiedy rzucił się ku regałowi, i zaczął ściągać z niego książki, po kolei miotając nimi w Brennę, ta po rzuceniu kolejnej już tarczy uznała, że nadeszła pora na bardziej zdecydowane działania. Zwłaszcza, że było jasne, że prędzej czy później nie zdąży odbić któregoś z pocisków.
Machnęła różdżką i trafiony drętwotą Jonathan legł na podłogę.
Cóż.
Brenna Longbottom nie była pacyfistką. I lubiła proste rozwiązania. A nikt nie mógł oskarżyć ją o nadmiar przemocy, skoro Jonathan zaatakował pierwszy, a ona użyła tylko zaklęcia oszałamiającego, prawda? A Sebastianowi na pewno będzie pracowało się bardziej komfortowo, jeżeli nic nie będzie akurat rzucane w jego stronę.
- Bardzo przepraszam za drobne niedogodności - powiedziała, odwracając się do Sebastiana z uśmiechem, jakby właśnie nie pozbawiła kogoś przytomności. - Nic cię nie trafiło, mam nadzieję? Czy teraz będziemy mogli sprawdzić bez problemów, czy jest opętany? Tak ponad wszelką wątpliwość? - dopytała jeszcze, po czym ruszyła w stronę Jonathana. Albo Mortimera. Zależy, z której strony do tego podejść.
Brygadzistka przykucnęła i najpierw zbadała oddech mężczyzny, potem upewniła się, czy nie uderzył się w głowę przy upadku, a następnie troskliwie zmieniła jego pozycję tak, aby nie leżał nienaturalnie powyginany. Następnie wstała i machnęła różdżką, raz, drugi, trzeci, a książki po kolei zaczęły wracać na swoje miejsca na półce.
- A jeżeli jest opętany, to pewnie najlepiej byłoby go egzorcyzmować. Mogę w czymś pomóc? - spytała, oglądając się jeszcze, czy pani Rose nie nadciągnie, by znowu próbować ich stąd wyrzucić, ale wyglądało na to, że mimo hałasów z jakichś powodów na razie nie zamierzała wpaść do salonu. Może była na górze i nie usłyszała dźwięków? A przynajmniej Brenna miała taką nadzieję, pomyślała jednak, że chyba pora się za nią rozejrzeć. Zaczęła się niepokoić, czy tej nie stała się jakaś krzywda, skoro jej mąż zachowywał się w ten sposób, a ona odmawiała przyjęcia do wiadomości, że coś jest nie tak...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.