Nieprzytomna to i tak było całkiem optymistycznej zakończeniem tego wieczoru. Gdyby mieli spożyć ilość alkoholu, która otworzyłaby go w całości to Pandora mogłaby nie przeżyć do poranka. Ale czego można było się spodziewać po tak wprawionym zawodniku? Chyba tylko jego ojciec był w stanie mu dorównać w tej kwestii, jak nie pokonać. Cały trick z piciem olbrzymich ilości alkoholu polegał tylko na jednej rzeczy - odpowiedzialnym piciu, zajadaniu, popijaniu i przede wszystkim nie schodzeniu procentami w dół. Nie może być przecież aż tak źle... Z tą myślą, która utknęła w jego głowie na dłuższą chwilę, uraczył po raz kolejny tego wieczoru, Pandore uśmiechem. Chociaż jego kącik ust poszedł niebezpiecznie do góry - co najmniej jakby wpadł na coś chytrego i przebiegłego.
Czy to była jego Islandzka skromność? Być może, chociaż raczej chodziło mu o podkreślenie swojej unikalności w skali Europy, jak nie całego świata. Z drugiej strony trudno mu było się z tym nie zgodzić, więc po prostu rozłożył ręce i wzruszył ramionami. Masz mnie... Pokiwał tylko głową na słowa o byciu uroczym. Hjalmar nie był uroczy - był maszyną do zabijania... która zamykała się w sobie przy kobietach - Czy lubię deszcz? Lubię. Jest przyjemny kiedy stoisz w kuźni i spoglądasz w dal, słysząc jak krople atakują dach warsztatu, a od pieca bije przyjemne ciepło... - wystawił dłoń jakby starał się to pokazać Prewettównie. Na krótką chwilę nawet odleciał do swojego świata, wpadając w marzenia - Iście hipnotyzujące zjawisko... - podsumował. Aż przypomniał sobie o swoich rodzinnych stronach, więc musiał zareagować w ten sam sposób - ciężkim westchnięciem.
Dziecinna igraszka? Czy Pandora widziała jego dłonie? Rzucanie rzutkami to nie to samo co nawalanie, niemal na oślep, młotem. Tutaj była potrzebna precyzja, finezyjna czy sprawne dłonie. Siła w niczym tutaj nie pomagała, co wcale nie zadowalało Nordgersima. No bo co to za zawody gdzie nie można skorzystać ze swoich mięśni? Zbyt mocny rzut wcale nie powodował, że były większe szanse na trafienie... A szkoda... - Dobra. Niech tak będzie - zgodził się, nie wiedząc jeszcze, że podpisuje pod sobą wyrok. Zupełnie jakby sam siebie wydał sądowi i oczekiwał na skazanie.
Skąd padł wybór na literkę z jej inicjałem? Nie było w tym większej logiki. Islandczyk nie miał pojęcia co innego mógłby zrobić. Rozważał jeszcze opcje małego osiołka ale to mogłaby odebrać jako coś ofensywnego i mogła by się obrazić, czego bardzo by nie chciał. W najgorszym z przypadków mógł też zrobić kleszcza ale wtedy to mógłby się już nigdy do niej odezwać.
Próbował się bronić, zaprzeczyć jej słowom ale nie potrafił. Rozgryzła go. Hjalmar zrobiłby dokładnie to o czym wspomniała Prewettówna - poszedłby jej szukać i nie spocząłby dopóki by jej nie odnalazł - Tsaaa... - odparł niechętnie, spoglądając na swoją klatkę piersiową w kierunku rzemyka. Czuł w głębi duszy, że ten mały maruda, który podróżował z nim na co dzień, zaczął go e tym momencie oceniać. No i po co mi to robisz? Szybko jednak zmienił obiekt swojego zainteresowania na te całe rzutki.
Liz trochę źle trafiła, wszak Hjalmar też nie należał do najbardziej otwartych osób jakie stały w ich kręgu. Gdyby ktoś miał zrobić jakąś listę to najpewniej on wraz z nowo poznaną koleżanką byłby na samym końcu i to jeszcze pewnie byliby tam ex aequo. Pomruk też był normalnym odruchem, takim samym zresztą jak jego drapanie po karku. Ten typ już tak po prostu miał i raczej nie szło tego zmienić.
P od pięknej? Też by pasowało ale Hjalmar był zbyt trzeźwy aby cokolwiek w tej kwestii odpowiedzieć czy nawet skomentować. Dantejskie sceny... Co innego miał im powiedzieć? Lata doświadczenia w pilnowaniu sióstr i rozwiązywania ich problemów w końcu mogły się przydać, jednak słowa Akane wywołały na jego twarzy wyraźne zdziwienie. Siostrzyczkami? Kiedy? Gdzie? Dagur mi o czym nie powiedział? Nie do końca rozumiał ich tok rozumowania. Miał 3 siostry i o żadnej innej nie słyszał. Nikt też nie mówił, że kogoś adoptowali albo tym bardziej, że ich rodzina miałaby się powiększyć.
Plan Elizy był sprytny ale przede wszystkim dobry. Nic więc dziwnego, że Hjalmar się zgodził, przytakując głową na jej propozycje. W końcu nie miał zamiaru być ich rozjemcą. To był konflikt na linii Pandora - Akane i to w ich interesie było aby się dogadały. Ktoś musiał się zaopiekować flaszką, która już się ogrzewała. Im dłużej stała tym coraz bardziej nieznośna w smaku się stawała - przecież nikt z ich nie chciał pić ciepłej wódki.
Pociągnięty w stronę kanapy, dał się poprowadzić i zajął miejsce obok Angielki. Pociągnął łyk z butelki, nie bawiąc się w żadne nalewanie do kieliszków czy innego tego typu grzeczności, ponieważ nie miał tego w zwyczaju. Podał następnie butelkę Lizie aby również skosztowała tego pysznego trunku - co by nie mówić to sama była chętna aby to zrobić. Odebrał od niej butelkę, biorąc raz jeszcze łyka, a później z powrotem wylądowała na stoliku.
Przez krótki moment była głucha cisza na linii Islandia - Wielka Brytania, jednak została przerwana kiedy napomknął o polowaniu w jego stronach. Już przecież wiedział, że jego rozmówczyni ma na ten temat jakąś wiedzę, co czyniło z tego tematu bezpieczną możliwość bez szansy na urażenie kogokolwiek - wszak nie każdy był zwolennikiem polowań. Chwilę później butelka, która odstawił, znalazła się ponownie przy nim. Hjalmar oczywiście nie omieszkał się napić z niej po raz kolejny, przenosząc na chwilę wzrok na Pandore, która to wprawiła tę flaszkę w ruch.
- Traktuje je jak siostry? - zdziwił się, unosząc brew do góry. Nordgersim nie wiedząc czy tak rzeczywiście było, zaczął przejeżdżać dłonią po swojej brodzie. Jak siostry? Toczył batalię z samym sobą, nie mając pojęcia czy tak rzeczywiście było. Może to była prawda, której on nie dostrzegał z jakiegoś powodu? Nie wiedział. Nie było mu dane również zbyt długo się nad tym zastanowić, ponieważ ktoś podszedł i zaatakował swoim spojrzeniem, robiąc dokładnie to co zawsze - wbijając brązowe tęczówki.
O ile słowa Lizy wprowadziły go w zainteresowanie i nie pewność, tak słowa Pandory zwiastowały zamęt i porażenie mózgowe. Braciszku? To jakiś nie śmieszny żart, którego właśnie jestem częścią? Niebieskie oczy zaczęły nerwowo biegać po sali zatrzymując się po kolei na Lizie, Akane i Prewettównie. Widząc, że Angielka poszła pomóc Azjatce, nachylił się w kierunku Turczynki - O czym Ty mówisz teraz? - zapytał zaskoczony, łapiąc ją za ramię. Starał się jednak zachować pewnego rodzaju konspiracyjny szept w swoich odpowiedziach - Jaki braciszek? Skąd Ci to w ogóle do głowy przyszło? - dodał. Bardzo był ciekawy skąd w ogóle wziął się taki tok myślowy, a tym bardziej kiedy ktoś powie, że to jest jeden, wielki żart. No bo przecież to musiał być żart, czyż nie?