Gerry sięgnęła na stół po paczkę papierosów, które się tam znajdowały. Wsadziła sobie jednego do ust, powoli odpaliła swoją srebrną, mugolską zapalniczką. Zaciągneła się głęboko dymem. Przeniosła spojrzenie na brata, który został jej jedynym towarzyszem tego wieczora. Zawsze mogła siedzieć sama, z butelką wina u siebie w pokoju... także jakiekolwiek towarzystwo nie było złą opcją. Do tego mieli szansę porozmawiać o wszystkim i niczym, tym, co działo się ostatnio w świecie czarodziejów. Temat mugolskiego ministra był ostatnio wałkowany niemalże wszędzie, zainteresowało ją, co jej brat o nim myśli.
Nie, żeby spodziewała się, że ją zaskoczy. Był przewidywalny, jak zawsze w podobnych sprawach. Zaślepiony, jak cała jej rodzina. Nic nowego. Powinna się do tego przyzwyczaić, że mieli klapki na oczach i ślepo podążali za tradycją. Upiła łyk wina, po czym odezwała się zachrypniętym głosem. - Szkoda, w końcu był zupełnie inny niż cała reszta, mógł spojrzeć na wszystkie sprawy zupełnie inaczej. - Nie można mu było zarzucić koneksji z jakimkolwiek rodem - co było dosyć interesujące, pewne swojej pozycji rodziny zostały zaskoczone takim obrotem spraw. Świeże spojrzenie wydawało jej się być potrzebne, mogło nieco zamieszać. Gerry widziała w tym same pozytywy i wcale nie zamierzała się z tym kryć przed bratem, bo co jej zrobi? Przecież jej za to nie zabije.
- Nie ubliżając ojcu, ale był już stary i przyszedł jego czas. Lepsze to niż siedzieć na stołku i się ośmieszać. - Przygasiła ćmika o popielniczkę, która znajdowała się przy stole, przy okazji dolała sobie wina do kieliszka. - Wydaje mi się, że minister wcale nie był winny temu, co o nim opowiadano. Raczej komuś bardzo zależało na tym, żeby wyszedł na niekompetentnego. Plotki bardzo łatwo mogą zniszyć reputację. - Jaką mieli pewność, że te opowieści były prawdziwe? Ano żadną. Nie uważała, żeby te wszystkie skandale związane z Leachem miały miejsce. Nikt nie był przecież tak głupi, żeby takie informacje dotarły do całej społeczności.