Oczywiście, że nie tak łatwo było się przyzwyczaić do nowego porządku. Niezaprzeczalne jest to, że czystokrwistym na pewno było wygodnie mając za minstra przez tyle lat jednego ze swoich. Nie musieli się bać o swoje ciepłe posadki, na wiele spraw przymykano oko - wybaczano im pomyłki. Zmieniło się to zapewne, gdy Nobby Leach objął swój urząd. Gerry uważała, że było to naprawdę świetne utarcie nosa tym wszystkim, którzy uważali się za lepszych od innych tylko przez to, że od pokoleń należeli do czarodziejskiego świata. Nie uważała, żeby mugolacy odstawiali od nich w jakikolwiek sposób. W końcu magia jednych i drugich działała tak samo, jaka więc była różnica? Tradycja i zadzieranie nosa, traktowanie mugolaków z wyższością tylko dlatego, że było im dane doznać tego, jak działa magia. Nie sądziła, że jest to słuszne, wręcz przeciwnie.
Miała świadomość, że brat oczywiście będzie miał odmienne zdanie - nie byłby sobą, gdyby było inaczej. - Dlaczego ważne jest pochodzenie? Bo jakieś dwadzieścia osiem rodzin uważa się lepszych od innych? Dobre sobie. Czym się właściwie różnią nasze umięjętności od ich? Potrafimy czarować w ten sam sposób, tylko w dupach się nam poprzewracało i uważamy się za lepszych. Bardzo dobrze się stało, że chociaż na moment ktoś inny zajął to stanowisko. Ludzie dzięki temu dowiedzieli się, że nie mamy władzy, że każdy może zostać ministrem magii. Czystokrwiści może trochę zmienią swoje zachowanie. Może nareszcie przestaną się liczyć układy, a zaczną kompetencje. - Nieco uniosła ton głosu, widać było, że mocno zaangażowała się w przekazanie bratu swoich myśli. Tak już miała, dosyć ognistym temperamentem się charakteryzowała, czego nie dało się ukryć.