16.06.2023, 23:12 ✶
Ulysses spojrzał na zegarek by sprawdzić która była godzina. Zmarszczył brwi, ale była to właściwie jedyna reakcja, na którą sobie pozwolił. Stał wyprostowany, czekając na pojawienie się Megary. Wyglądał nienagannie, ale on zawsze wyglądał nienagannie. W ciemnym garniturze, białej koszuli, z idealnie zawiązanym krawatem i wypastowanymi butami, prezentował się jak wzorowy pracownik Ministerstwa Magii (albo jak mugolski prawnik).
Być może, z uwagi na spóźniającą się pannę Malfoy, powinien wstąpić do znajdującej się tuż obok kawiarni, by kupić sobie kawę (lub herbatę) na wynos, ale zdobycie się na taką ekstrawagancję zbyt mocno nie leżało w jego pedantycznej i nieelastycznej naturze. Umówił się o tej konkretnej godzinie na spotkanie i czekał na spotkanie.
A więc stał. Stał cierpliwie, trochę jak słup soli, zbyt nieruchomo by nie wzbudzać przelotnych spojrzeń przechodniów i jednocześnie w ten szczególny sposób, który jednoznacznie oznajmiał mijającym, że nie życzył sobie przypadkowych znajomości. Nie robił tego celowo, raczej nieświadomie sprawiał bardziej odpychające wrażenie niż sam chciałby.
W rzeczywistości, podobnie do Megary, był nawet odrobinę podekscytowany myślą, że ktoś z jego otoczenia wygrał na loterii. Nie, nie dlatego, żeby nagle zaczął rozpaczliwie potrzebować pieniędzy i liczył na to, że wygrywająca podzieli się z nim wygraną. Chodziło raczej o to, że Ulysses jak mało kto zdawał sobie sprawę z tego, jak funkcjonowały czystokrwiste rody i jakie panowały w nich zasady. Nagły przypływ gotówki dawał Megarze szereg nieznanych jej dotąd możliwości a młody Rookwood był szczerze zaciekawiony tym, czy (i z których) właściwie skorzysta.
Patrzył na Megarę przenikliwie, gdy zbliżała się do niego, gdzieś w trakcie zdając sobie sprawę, że być może wyglądał trochę zbyt formalnie na to – bądź co bądź – nieformalne spotkanie.
- Nie. W żadnym razie – zaprzeczył odruchowo. I jak sam był punktualnie (a czasem, w niektórych szczególnych przypadkach pojawiał się nawet wcześniej), tak zdążył się już nauczyć, że większość nie przywiązywała podobnej uwagi do pojawiania się na czas. – Nie – odpowiedział na drugie pytanie. Zmarszczył brwi, jakby dotarło do niego jak sucho i jak krótko zabrzmiało to zdanie, bo dodał, starając się zabrzmieć łagodniej – Nie musisz mi dziękować. Nie robię nic szczególnego. – Tylko towarzyszę ci w odbieraniu nagrody, dodał w myślach.
Ulysses często unikał kolekcjonowania nowych wspomnień wychodząc z założenia, że większość nie była wcale warta zapamiętywania. Ale nie to. Całkiem możliwe, że nigdy już nie będzie miał szans na to, by stanąć obok kogoś odbierającego wysoką nagrodę w loterii.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, powinniśmy pójść tam – wskazał ręką w stronę wysokiego budynku z czerwonej cegły. – Zastanawiałaś się już nad tym, co właściwie zrobisz z wygraną? – zaciekawił się.
Być może, z uwagi na spóźniającą się pannę Malfoy, powinien wstąpić do znajdującej się tuż obok kawiarni, by kupić sobie kawę (lub herbatę) na wynos, ale zdobycie się na taką ekstrawagancję zbyt mocno nie leżało w jego pedantycznej i nieelastycznej naturze. Umówił się o tej konkretnej godzinie na spotkanie i czekał na spotkanie.
A więc stał. Stał cierpliwie, trochę jak słup soli, zbyt nieruchomo by nie wzbudzać przelotnych spojrzeń przechodniów i jednocześnie w ten szczególny sposób, który jednoznacznie oznajmiał mijającym, że nie życzył sobie przypadkowych znajomości. Nie robił tego celowo, raczej nieświadomie sprawiał bardziej odpychające wrażenie niż sam chciałby.
W rzeczywistości, podobnie do Megary, był nawet odrobinę podekscytowany myślą, że ktoś z jego otoczenia wygrał na loterii. Nie, nie dlatego, żeby nagle zaczął rozpaczliwie potrzebować pieniędzy i liczył na to, że wygrywająca podzieli się z nim wygraną. Chodziło raczej o to, że Ulysses jak mało kto zdawał sobie sprawę z tego, jak funkcjonowały czystokrwiste rody i jakie panowały w nich zasady. Nagły przypływ gotówki dawał Megarze szereg nieznanych jej dotąd możliwości a młody Rookwood był szczerze zaciekawiony tym, czy (i z których) właściwie skorzysta.
Patrzył na Megarę przenikliwie, gdy zbliżała się do niego, gdzieś w trakcie zdając sobie sprawę, że być może wyglądał trochę zbyt formalnie na to – bądź co bądź – nieformalne spotkanie.
- Nie. W żadnym razie – zaprzeczył odruchowo. I jak sam był punktualnie (a czasem, w niektórych szczególnych przypadkach pojawiał się nawet wcześniej), tak zdążył się już nauczyć, że większość nie przywiązywała podobnej uwagi do pojawiania się na czas. – Nie – odpowiedział na drugie pytanie. Zmarszczył brwi, jakby dotarło do niego jak sucho i jak krótko zabrzmiało to zdanie, bo dodał, starając się zabrzmieć łagodniej – Nie musisz mi dziękować. Nie robię nic szczególnego. – Tylko towarzyszę ci w odbieraniu nagrody, dodał w myślach.
Ulysses często unikał kolekcjonowania nowych wspomnień wychodząc z założenia, że większość nie była wcale warta zapamiętywania. Ale nie to. Całkiem możliwe, że nigdy już nie będzie miał szans na to, by stanąć obok kogoś odbierającego wysoką nagrodę w loterii.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, powinniśmy pójść tam – wskazał ręką w stronę wysokiego budynku z czerwonej cegły. – Zastanawiałaś się już nad tym, co właściwie zrobisz z wygraną? – zaciekawił się.