17.06.2023, 01:28 ✶
Patrick utkwił w ciężkie spojrzenie w Brennie. W pracy aurora, często zachowywał się tak, jakby działał bez planu, bez ładu, ciągle improwizując i chętnie powierzając dowodzenie i działanie innym, ale prawda wyglądała tak, że niemal zawsze miał jakiś plan. Często nawet nie jeden, ale kilka. Ten, który chciał realizować, ten który musiał i kilka zastępczych, tak na wszelki wypadek, jakby wszystko poszło nie tak. Rzadko jednak przyznawał się do tego, że coś chodziło mu po głowie.
Pokręcił głową.
- Pojawiłem się tutaj jakieś dwadzieścia minut przed tobą – tylko częściowo minął się z prawdą. – Do tej pory nic się tam nie działo. Nikt nie wychodził. Nikt nie wchodził. Ciągle pali się światło, chyba w salonie? O ile ten dom ma podobny układ do domu Emilly – opisał cichym głosem, znowu spoglądając w stronę budynku.
Co sprawiało, że albo zapomnieli wyłączyć światło w salonie (mało prawdopodobne), albo ktoś usnął podczas oglądania mugolskiej kablówki (bardziej prawdopodobne). Patrick odsunął się od ściany. Skrzywił się, jakby nieszczególnie podobała mu się wizja wejścia do budynku.
- Zastanawiam się, czy jeśli się tam zbliżymy, nie włączymy jakiegoś alarmu – dopowiedział, znowu marszcząc czoło. – Ale może przesadzam? Dookoła nich mieszkają mugole. Koło domu nie ma płotu. Z pewnością od czasu do czasu przez ogródek musi przelecieć im jakaś piłka lub przebiec pies lub kot… Musiałby się regularnie włączać – zauważył.
Ale jeśli to byli ci właściwi ludzie, a Steward wiedział, że to byli akurat oni, wcześniej niż później, ale musieli się spodziewać odwiedzin kogoś z Ministerstwa Magii. On na ich miejscu obwarowałby się taką ilością magicznych pułapek, jaką tylko dałby radę skombinować. Zwłaszcza, że nie porwali dziecka dla okupu, tylko w jakimś innym celu.
- A może animagia? – zaproponował. Szkoda tylko, że Brenna zamieniała się w wilka a nie w dalmatyńczyka lub w owczarka niemieckiego. – Zawsze mogę przybiec po chwili z informacją, że mój wilkoń tylko co mi uciekł, bo pogonił za kotem. Jeśli jest tam jakaś piwnica, możesz spróbować się do niej wedrzeć.
Co dałoby Stewardowi możliwość wejścia do środka. Przynajmniej w teorii.
- Możemy też się rozdzielić. Obejdziemy dom. Spróbujemy rozproszyć magię. Jeśli coś tu jest ciśnięte i, o ile to jeszcze ich nie zaalarmuje, spróbuję podejść do tego… salonu – o ile to był salon – i zajrzeć do środka.
Patrick popatrzył na Brennę, najwyraźniej czekając na decyzję, którą podejmie.
Pokręcił głową.
- Pojawiłem się tutaj jakieś dwadzieścia minut przed tobą – tylko częściowo minął się z prawdą. – Do tej pory nic się tam nie działo. Nikt nie wychodził. Nikt nie wchodził. Ciągle pali się światło, chyba w salonie? O ile ten dom ma podobny układ do domu Emilly – opisał cichym głosem, znowu spoglądając w stronę budynku.
Co sprawiało, że albo zapomnieli wyłączyć światło w salonie (mało prawdopodobne), albo ktoś usnął podczas oglądania mugolskiej kablówki (bardziej prawdopodobne). Patrick odsunął się od ściany. Skrzywił się, jakby nieszczególnie podobała mu się wizja wejścia do budynku.
- Zastanawiam się, czy jeśli się tam zbliżymy, nie włączymy jakiegoś alarmu – dopowiedział, znowu marszcząc czoło. – Ale może przesadzam? Dookoła nich mieszkają mugole. Koło domu nie ma płotu. Z pewnością od czasu do czasu przez ogródek musi przelecieć im jakaś piłka lub przebiec pies lub kot… Musiałby się regularnie włączać – zauważył.
Ale jeśli to byli ci właściwi ludzie, a Steward wiedział, że to byli akurat oni, wcześniej niż później, ale musieli się spodziewać odwiedzin kogoś z Ministerstwa Magii. On na ich miejscu obwarowałby się taką ilością magicznych pułapek, jaką tylko dałby radę skombinować. Zwłaszcza, że nie porwali dziecka dla okupu, tylko w jakimś innym celu.
- A może animagia? – zaproponował. Szkoda tylko, że Brenna zamieniała się w wilka a nie w dalmatyńczyka lub w owczarka niemieckiego. – Zawsze mogę przybiec po chwili z informacją, że mój wilkoń tylko co mi uciekł, bo pogonił za kotem. Jeśli jest tam jakaś piwnica, możesz spróbować się do niej wedrzeć.
Co dałoby Stewardowi możliwość wejścia do środka. Przynajmniej w teorii.
- Możemy też się rozdzielić. Obejdziemy dom. Spróbujemy rozproszyć magię. Jeśli coś tu jest ciśnięte i, o ile to jeszcze ich nie zaalarmuje, spróbuję podejść do tego… salonu – o ile to był salon – i zajrzeć do środka.
Patrick popatrzył na Brennę, najwyraźniej czekając na decyzję, którą podejmie.