01.11.2022, 22:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 23:59 przez Morgana le Fay.)
Mavelle musiała pojawić się na otwarciu kawiarni Nory. Nawet nie miała wiele do powiedzenia w tej kwestii, będąc holowaną przez Brennę – chociaż to trzeba jej oddać, że nawet nie stawiała zbytnio oporu w tej kwestii.
Samą Norę tak czy siak kojarzyła, bowiem w Dolinie Godryka pojawiała się od dawna, a teraz… teraz miała się tu całkiem zadomowić, choć pod dużym znakiem zapytania stało, jak długo. W końcu głupio siedzieć kuzynostwu na karku w nieskończoność, kiedy miało się na karku blisko 30 lat (och, no naprawdę, kiedy to się stało? Dopiero co kończyła Hogwart, a tu kolejna dekada minęła i ani chłopa, ani dzieci, jak niektóre cioteczki jazgotały na rodzinnych spotkaniach, od których nie dało się wykręcić) i generalnie powinno się być na swoim. Jak to jednak z życiem bywa, czasem plany po prostu nie wypalały, a nawet wybuchały prosto w twarz, czego efektem było chociażby rejterowanie z dotychczasowego mieszkania, żeby spróbować odnaleźć choćby odrobinę spokoju.
- Kogoś innego bym spytała, czy wie, co robi, ale tobie to chyba nawet będzie jeszcze mało – zauważyła, nie próbując nawet kryć rozbawienia. Właściwie to nigdy nie mogła się Brennie nadziwić, jak ona to robiła – że mogła tyle jeść, nadal być głodną i nie przytyć ani pół kilograma. Działa się tu jakaś podejrzana magia, ot co.
- Czyli mówisz, że pączki z czekoladą mogą być najlepszym, co ma? – spytała, zerkając na kuzynkę z namysłem. Nie miała tak przepastnego żołądka, toteż musiała – niestety! - się ograniczyć do zapewne dwóch, może trzech specjałów, w zależności od porcji. Kwestii kalorii nie zaszczyciła ani jedną myślą; praca i konieczność utrzymania ciała w dobrej kondycji doskonale rozwiązywały ten problem.
- Cześć Nora – wyszczerzyła się do Figgówny, gdy w końcu znalazły się w środku, po czym z zaciekawieniem rozejrzała się po wnętrzu. I…
O.
Ooooo…
- Erik?! Ty… czekaj, ten strój, czyj to w ogóle był pomysł? – spytała podejrzliwie, przenosząc spojrzenie pomiędzy kuzynem a Norą. Tego się naprawdę nie spodziewała.
Samą Norę tak czy siak kojarzyła, bowiem w Dolinie Godryka pojawiała się od dawna, a teraz… teraz miała się tu całkiem zadomowić, choć pod dużym znakiem zapytania stało, jak długo. W końcu głupio siedzieć kuzynostwu na karku w nieskończoność, kiedy miało się na karku blisko 30 lat (och, no naprawdę, kiedy to się stało? Dopiero co kończyła Hogwart, a tu kolejna dekada minęła i ani chłopa, ani dzieci, jak niektóre cioteczki jazgotały na rodzinnych spotkaniach, od których nie dało się wykręcić) i generalnie powinno się być na swoim. Jak to jednak z życiem bywa, czasem plany po prostu nie wypalały, a nawet wybuchały prosto w twarz, czego efektem było chociażby rejterowanie z dotychczasowego mieszkania, żeby spróbować odnaleźć choćby odrobinę spokoju.
- Kogoś innego bym spytała, czy wie, co robi, ale tobie to chyba nawet będzie jeszcze mało – zauważyła, nie próbując nawet kryć rozbawienia. Właściwie to nigdy nie mogła się Brennie nadziwić, jak ona to robiła – że mogła tyle jeść, nadal być głodną i nie przytyć ani pół kilograma. Działa się tu jakaś podejrzana magia, ot co.
- Czyli mówisz, że pączki z czekoladą mogą być najlepszym, co ma? – spytała, zerkając na kuzynkę z namysłem. Nie miała tak przepastnego żołądka, toteż musiała – niestety! - się ograniczyć do zapewne dwóch, może trzech specjałów, w zależności od porcji. Kwestii kalorii nie zaszczyciła ani jedną myślą; praca i konieczność utrzymania ciała w dobrej kondycji doskonale rozwiązywały ten problem.
- Cześć Nora – wyszczerzyła się do Figgówny, gdy w końcu znalazły się w środku, po czym z zaciekawieniem rozejrzała się po wnętrzu. I…
O.
Ooooo…
- Erik?! Ty… czekaj, ten strój, czyj to w ogóle był pomysł? – spytała podejrzliwie, przenosząc spojrzenie pomiędzy kuzynem a Norą. Tego się naprawdę nie spodziewała.
319