Obiekty przemijają, ludzie przemijają, my też przemijamy... Czy jest więc sens skupiać się na czymkolwiek? Dłoń Lysandra próbuje mnie pocieszyć, co mnie tylko jeszcze bardziej stresuje. Ale doceniam ten gest, więc dopiero po znaczącej chwili odsuwam dłoń. Starając się nie ukazać, jak niezręczne to dla mnie było. Ale jakże miłe, że skory jest do tak miłych gestów. Zapewne mieszkanie z nim będzie ciepłym doświadczeniem.
— Myślodsiewnia... Hm... Brzmi też ciekawie, ale no tak, to nie jest to, o czym myślałam.
Niektóre wspomnienia na pewno miło byłoby przeżywać ponownie. Na tą chwilę nie potrafiłam pomyśleć o żadnym takim. Wszystko wiązało się z nieistniejącą już farmą.
Ożywiłam się słysząc o tak bogatym zapleczu artystycznym. Babcia dobrze wiedziała, gdzie mnie wysłać!
— To cudownie! Bardzo chętnie pożyczę twoje przybory dopóki sama czegoś nie uzbieram...
Uzbierać. No tak. Będę musiała podpytać Lysandra o możliwości zawodowe w okolicy. Babcia obiecała, że rozejrzy się w Londynie, ale tu w okolicy być może też czekają na mnie jakieś przygody.
— Hm... Macie tu jakieś wydarzenia dla artystów w okolicy? Babci właściwie nigdy o to nie podpytałam... Byłyśmy na różnych wernisażach, ale to były prace takich bardzo profesjonalnych artystów. Może macie tu jakiś... dom kultury? Jakieś możliwości wystawienia się lokalnych artystów-amatorów?
Nie wiedziałam wtedy, że domy kultury to wynalazek komunistyczny, ale podobne instytucje z pewnością istniały też w innych krajach. Nie wiedziałam też wszystkiego o brytyjskich festiwalach, w tym tego, czy mają jakieś stragany i co można na nich sprzedawać.