Zdziwiło go stwierdzenie Cynthii. Jeszcze nikt nie powiedział nic miłego o konwersacjach z nim, wręcz przeciwnie. Uznawany był za mrukliwego, nietowarzyskiego, mądrzącego się gbura i trzeba było go ciągnąć za język, aby się czegokolwiek dowiedzieć.
— To nieoczekiwany komplement — odparł.
Edward w pewnym momencie wyparował nawet z ich rozmowy. Nie było to zaskakujące. Wręcz oczekiwane. Tym on był — tematem na pięć minut.
Rozmowa z panną Flint stanowiła wyzwanie dla Martina. Potrafiła zainteresować go tematem, zadawać celne pytania, zmusić do refleksji. Poświęcił chwilę na myślenie o Kordelii. Z jednej strony szczęśliwie trafiła na kogoś tak spokojnego jak Martin. Z drugiej — to wciąż stanowiło jej koniec, bez względu na niego. Wiele razy zastanawiał się, czy być może dziewczyna miała jakiegoś ukochanego i z tego powodu aranżowane małżeństwo popchnęło ją do opuszczenia świata. Chodziła mu po głowie opcja, że to on bezpośrednio był przyczyną. Ale nie potrafił jeszcze dopuścić tego do przemyślenia.
— Nie zdążyłem nawet jej dobrze poznać. A do stanu małżeńskiego przez dwa tygodnie nie da się przyzwyczaić. Nie tęsknię więc...
Ale żałuję utraconej szansy na, być może, normalne życie — dokończył w myślach. Bo na to liczył. że z biegiem czasu pozna się lepiej z Kordelią i pojawi się między nimi więź. Zdecydowanie była kobietą, z którą znalazłby wspólny język. Ale obydwoje potrzebowali czasu, by się otworzyć i zbliżyć do siebie. A może jego osąd był bardzo daleki od prawdy biorąc pod uwagę zakończenie tej przygody?
Zainteresowanie szkaradną twarzą sugerowało, że być może była uzdrowicielem. To uspokoiło Martina. Cynthia nie chciała znać historii dla współczucia, lecz genezy blizn dla poszerzenia wiedzy. Dla umysłu, nie emocji. Cóż za powiew świeżości.
— Czarna magia i zaklęte ostrze. Pełna kuracja nie była niemożliwa... — Nie wiedział, jak powinien wyjaśnić swój wybór. Spojrzał gdzieś w dal i wzruszył ramionami. — Tak wyszło.
Nie wyjaśnił jak zła magia znalazła się na jego twarzy i z czyjej ręki. Uznał, że to nie miało tu znaczenia. Chyba, że źle ocenił kobietę i nie była uzdrowicielem, a brygadzistą. Chociaż w tej roli jej nie widział.