17.06.2023, 18:45 ✶
Odwróciliście ten cykl pomyślnie i poczuliście to od razu – zaczęły wracać do was wspomnienia, które nagle wydały wam się tak oczywiste – jak mogliście zapomnieć, że uczyliście się w szkole, jak mogliście zapomnieć o swoich przyjaciołach – a jednak na krótki moment, kiedy te ogniste poświaty was wchłaniały, zatraciliście w tym siebie. Ale im dłużej walczyliście z tym uczuciem, im dłużej próbowaliście odebrać tej energii siebie, tym więcej wracało do was wspomnień, które sprawiały wam wrażenie obcych. Złe domy w Hogwarcie, twarze ludzi, których nie znaliście wcześniej, a nawet wspomnienia was samych widziane z kompletnie obcej perspektywy. Victoria dojrzała w swoim umyśle samą, malusieńką siebie, bujaną w kołysce przez rękę starej kobiety. Jak to możliwe?
Odwracając ten cykl, udało wam się nie zatracić siebie, ale zaczęliście wchłaniać życie tych, którzy przyszli uspokoić was przed spotkaniem z końcem.
Czy złym byłoby czerpanie z tego źródła dalej, w taki sam sposób, w jaki robili to Śmierciożercy? Bo to właśnie musiał robić Voldemort – wchłaniać energię, tak jak wy teraz, żywić się na tym, co pozostało z tych, którzy odeszli. I faktycznie, wyglądał młodziej, wyglądał tak, jakby z każdą sekundą przepełniała go coraz większa moc. Z zadartym podbródkiem powiedział:
- Myśleliście, że możecie coś zmienić?
Kamień wciąż kręcił się wokół ogniska, nie reagując na zaklęcie. Kręcił się i kręcił, coraz szybciej, a wokół was zerwał się płynący od tego małego ogniska wiatr. Nie był to wiatr zdolny do powalenia kogoś, ale mogliście wyczuć, że coś się dzieje. W miejscach, po których przetoczył się kreśląc po piasku wielki okrąg, zaczynało pokazywać się płynące spod ziemi, niebieskie światło. Zdawał się ryć w ziemi jakąś bramę, która prowadziła... dokąd?
- Niech to będzie waszym dowodem, jak wiele czarodzieje potrafią osiągnąć. Nie ma żadnego powodu, abyśmy żyli w ukryciu! – Jego kruczoczarna szata załopotała na wietrze wydobywającym się ze szczeliny. – Kiedy zapytają was, kto był w stanie zatrzeć granicę pomiędzy światem żywych i umarłych, to zapamiętajcie moje imię – jam jest Lord Voldemort!
Niebieska błyskawica uderzyła w pobliżu was, jeszcze szybciej naprowadzając Atreusa na dobrą ścieżkę. Powoli, lecz zbliżałeś się do celu – do tego bałaganu obrazów i myśli, do swoich przyjaciół walczących z błękitnymi widmami, do dwójki Śmierciożerców wpatrujących się w to ognisko jak zaklęci, do... Lorda Voldemorta, przemawiającego do waszej czwórki z obłędem, ale i fascynacją w oczach. Cokolwiek się tutaj działo, nie skończyło się wcale, to wyglądało jak początek przeobrażania się tego wszechświata w ruinę.
- Przyłączcie się do nas, podążajcie z nami ścieżką MOCY.
„Co powiedziała ci moja siostra o dobrych wyjściach z sytuacji, Patricku?”
Szept, który obił się o twoje uszy, brzmiał niesamowicie jak na te okoliczności spokojnie.
Odwracając ten cykl, udało wam się nie zatracić siebie, ale zaczęliście wchłaniać życie tych, którzy przyszli uspokoić was przed spotkaniem z końcem.
Czy złym byłoby czerpanie z tego źródła dalej, w taki sam sposób, w jaki robili to Śmierciożercy? Bo to właśnie musiał robić Voldemort – wchłaniać energię, tak jak wy teraz, żywić się na tym, co pozostało z tych, którzy odeszli. I faktycznie, wyglądał młodziej, wyglądał tak, jakby z każdą sekundą przepełniała go coraz większa moc. Z zadartym podbródkiem powiedział:
- Myśleliście, że możecie coś zmienić?
Kamień wciąż kręcił się wokół ogniska, nie reagując na zaklęcie. Kręcił się i kręcił, coraz szybciej, a wokół was zerwał się płynący od tego małego ogniska wiatr. Nie był to wiatr zdolny do powalenia kogoś, ale mogliście wyczuć, że coś się dzieje. W miejscach, po których przetoczył się kreśląc po piasku wielki okrąg, zaczynało pokazywać się płynące spod ziemi, niebieskie światło. Zdawał się ryć w ziemi jakąś bramę, która prowadziła... dokąd?
- Niech to będzie waszym dowodem, jak wiele czarodzieje potrafią osiągnąć. Nie ma żadnego powodu, abyśmy żyli w ukryciu! – Jego kruczoczarna szata załopotała na wietrze wydobywającym się ze szczeliny. – Kiedy zapytają was, kto był w stanie zatrzeć granicę pomiędzy światem żywych i umarłych, to zapamiętajcie moje imię – jam jest Lord Voldemort!
Niebieska błyskawica uderzyła w pobliżu was, jeszcze szybciej naprowadzając Atreusa na dobrą ścieżkę. Powoli, lecz zbliżałeś się do celu – do tego bałaganu obrazów i myśli, do swoich przyjaciół walczących z błękitnymi widmami, do dwójki Śmierciożerców wpatrujących się w to ognisko jak zaklęci, do... Lorda Voldemorta, przemawiającego do waszej czwórki z obłędem, ale i fascynacją w oczach. Cokolwiek się tutaj działo, nie skończyło się wcale, to wyglądało jak początek przeobrażania się tego wszechświata w ruinę.
- Przyłączcie się do nas, podążajcie z nami ścieżką MOCY.
„Co powiedziała ci moja siostra o dobrych wyjściach z sytuacji, Patricku?”
Szept, który obił się o twoje uszy, brzmiał niesamowicie jak na te okoliczności spokojnie.