01.11.2022, 22:29 ✶
Zagadanie Eden na śmierć było niemożliwe. Dorastała w środowisku, w którym koniecznym było wyrobienie sobie umiejętności odłączenia się od rzeczywistości, by przetrwać. Nie było innego wyjścia podczas rodzinnych obiadów, które głównie składały się z przepychanek rodziców niemających końca. Trzeba było przestać słuchać, wpuszczać jednym uchem, a drugim wypuszczać, bo inaczej szło zwariować. Eden opanowała to do tego stopnia, że choć myślami była zupełnie gdzie indziej, z jej twarzy nie szło tego wyłapać, toteż wszyscy obecni przy stole byli przekonani, że wciąż jest z nimi na pokładzie.
Dlatego Brenny słuchała trzy po trzy, a potem liczyła, że w pominiętych fragmentach jej zawodzenia nie było nic istotnego.
- Nie obchodzi mnie to, Longbottom. Pytałam tylko, czy ich pamiętasz, nie prosiłam o popis umiejętności - wypaliła wprost, uśmiechając się promieniście z pustym wyrazem w oczach, bo wciąż nie mogła posiąść się z podziwu, że ktoś, kto tak bardzo nie rozumie, co się do niego mówi, jakimś cudem przeżył ponad dwadzieścia lat i jeszcze dostał się do BUMu. A w sumie... to drugie to akurat może wyjaśniać. Eden pokręciła głową, zamiatając przy tym włosami splecionymi w ciasny warkocz. Później westchnęła, jakby w rezygnacji oraz cichej modlitwie o cierpliwość. Jeśli siły wyższe dadzą jej siłę, to jeszcze jedno bezcelowe wyznanie Brenny, a Malfoy nadzieje ją na miotłę.
Eden ledwie pamiętałaby fakt, że jej rodzony bliźniak towarzyszył jej przez siedem lat nauki, gdyby nie to, że regularnie uprzykrzał jej życie. Nie interesowali ją nieinteresujący ludzie; miała swoją ciasną grupkę znajomych, z którą swoją drogą trzyma się do dziś, poza nimi wszyscy zdawali się być mało istotnymi stażystami, grającymi postaci z tła fabularnego. Oczywiście zwracała uwagę na wszystko wówczas, lecz jeśli okazywało się nieważne, szybko wyrzucała to z głowy, by mieć miejsce na naprawdę przydatne informacje. Toteż nie raz i nie dwa musiała udawać po latach, że pamięta kogoś ze szkoły, kiedy trafiali na siebie na przyjęciach lub na ulicy, a następnie kłamała, że cieszy się na ich widok. Zwykle potem pytała którąś z przyjaciółek, kto to właściwie był; zazwyczaj okazywało się, że nikt warty uwagi.
- No dobra, jest to jakiś trop - przyznała z bólem serca, bo bądź co bądź Brenna miała rację, jeśli chodziło o rejestrowanie nieogarniętych bąbelków. - Ale czy sądzisz, że ktoś, kto jest świadomy, iż jego imię figuruje w spisie, uczyniłby tak rzadką umiejętność swoim modus operandi? - zapytała ją, o dziwo, o zdanie, wysuwając jednocześnie śmiałą tezę. Osobiście w życiu nie postąpiłaby w ten sposób, ale z drugiej strony nigdy też nie bawiłaby się w seryjne mordowanie kobiet w celach rytualnych. Ciężko było jej wejść w buty psychopaty, bo choć wiele osób podejrzewało Eden o bycie jednym z nich, niestety ośrodek nerwowy oraz uczucia miała sprawne.
Na swoje nieszczęście.
- Nie, tylko do nich naplułam - odparła z kamienną twarzą na temat rzekomo zatrutych ciastek. Powiedziała to bez żadnego zastanowienia, neutralnym tonem, więc Brenna musiała sama zgadnąć, czy Malfoy w tym momencie posługiwała się kłamstwem, czy sarkazmem. W obydwu językach była bowiem biegła.
- Jeśli zagwarantujesz mi, że coś to da, możemy tutaj nawet spędzić dwie godziny. O ile ze mną tyle wytrzymasz - oświadczyła, wyraźnie nagle zmieniając stanowisko. Była sceptyczna wobec darów widzenia poza rzeczywistość, ale prawdę powiedziawszy nie mieli lepszego tropu. Poza tym, z dwojga złego, siedząc tutaj z wędrującą w dymie świec Longbottom, nie musiała siedzieć z pozostałymi kolegami z pracy, których najlepszym pomysłem na rozwiązanie sprawy było gapienie się w znalezione na miejscu zbrodni dowody. To prawie jak wybieranie między występem cyrku a sesją jeden na jeden z klaunem. Chyba wolała to drugie, może jeszcze będzie okazja się pośmiać.
- Chwileczkę, kochana. Ślepnąć? - zapytała, wyrywając się z zamyślenia i wyłapując pozornie istotne słowo. - Metaforycznie czy faktycznie? Mam nadzieję, że nie będę musiała cię eskortować do twojego biurka, bo przesilisz swoją śliczną, acz pustą główkę na tyle, by po fakcie nie widzieć niczego i nie być w stanie trafić w otwarte drzwi? - zmarszczyła brwi w konsternacji, bo nie wiedziała, czy to jakiś żargon widmowidzowski, czy rzeczywiście Brenna po wszystkim będzie absolutnie ślepa. Jeśli miała zostać niewidoma, to Eden wolała opuścić pokój już teraz i nie mieć do czynienia z konsekwencjami.
Dlatego Brenny słuchała trzy po trzy, a potem liczyła, że w pominiętych fragmentach jej zawodzenia nie było nic istotnego.
- Nie obchodzi mnie to, Longbottom. Pytałam tylko, czy ich pamiętasz, nie prosiłam o popis umiejętności - wypaliła wprost, uśmiechając się promieniście z pustym wyrazem w oczach, bo wciąż nie mogła posiąść się z podziwu, że ktoś, kto tak bardzo nie rozumie, co się do niego mówi, jakimś cudem przeżył ponad dwadzieścia lat i jeszcze dostał się do BUMu. A w sumie... to drugie to akurat może wyjaśniać. Eden pokręciła głową, zamiatając przy tym włosami splecionymi w ciasny warkocz. Później westchnęła, jakby w rezygnacji oraz cichej modlitwie o cierpliwość. Jeśli siły wyższe dadzą jej siłę, to jeszcze jedno bezcelowe wyznanie Brenny, a Malfoy nadzieje ją na miotłę.
Eden ledwie pamiętałaby fakt, że jej rodzony bliźniak towarzyszył jej przez siedem lat nauki, gdyby nie to, że regularnie uprzykrzał jej życie. Nie interesowali ją nieinteresujący ludzie; miała swoją ciasną grupkę znajomych, z którą swoją drogą trzyma się do dziś, poza nimi wszyscy zdawali się być mało istotnymi stażystami, grającymi postaci z tła fabularnego. Oczywiście zwracała uwagę na wszystko wówczas, lecz jeśli okazywało się nieważne, szybko wyrzucała to z głowy, by mieć miejsce na naprawdę przydatne informacje. Toteż nie raz i nie dwa musiała udawać po latach, że pamięta kogoś ze szkoły, kiedy trafiali na siebie na przyjęciach lub na ulicy, a następnie kłamała, że cieszy się na ich widok. Zwykle potem pytała którąś z przyjaciółek, kto to właściwie był; zazwyczaj okazywało się, że nikt warty uwagi.
- No dobra, jest to jakiś trop - przyznała z bólem serca, bo bądź co bądź Brenna miała rację, jeśli chodziło o rejestrowanie nieogarniętych bąbelków. - Ale czy sądzisz, że ktoś, kto jest świadomy, iż jego imię figuruje w spisie, uczyniłby tak rzadką umiejętność swoim modus operandi? - zapytała ją, o dziwo, o zdanie, wysuwając jednocześnie śmiałą tezę. Osobiście w życiu nie postąpiłaby w ten sposób, ale z drugiej strony nigdy też nie bawiłaby się w seryjne mordowanie kobiet w celach rytualnych. Ciężko było jej wejść w buty psychopaty, bo choć wiele osób podejrzewało Eden o bycie jednym z nich, niestety ośrodek nerwowy oraz uczucia miała sprawne.
Na swoje nieszczęście.
- Nie, tylko do nich naplułam - odparła z kamienną twarzą na temat rzekomo zatrutych ciastek. Powiedziała to bez żadnego zastanowienia, neutralnym tonem, więc Brenna musiała sama zgadnąć, czy Malfoy w tym momencie posługiwała się kłamstwem, czy sarkazmem. W obydwu językach była bowiem biegła.
- Jeśli zagwarantujesz mi, że coś to da, możemy tutaj nawet spędzić dwie godziny. O ile ze mną tyle wytrzymasz - oświadczyła, wyraźnie nagle zmieniając stanowisko. Była sceptyczna wobec darów widzenia poza rzeczywistość, ale prawdę powiedziawszy nie mieli lepszego tropu. Poza tym, z dwojga złego, siedząc tutaj z wędrującą w dymie świec Longbottom, nie musiała siedzieć z pozostałymi kolegami z pracy, których najlepszym pomysłem na rozwiązanie sprawy było gapienie się w znalezione na miejscu zbrodni dowody. To prawie jak wybieranie między występem cyrku a sesją jeden na jeden z klaunem. Chyba wolała to drugie, może jeszcze będzie okazja się pośmiać.
- Chwileczkę, kochana. Ślepnąć? - zapytała, wyrywając się z zamyślenia i wyłapując pozornie istotne słowo. - Metaforycznie czy faktycznie? Mam nadzieję, że nie będę musiała cię eskortować do twojego biurka, bo przesilisz swoją śliczną, acz pustą główkę na tyle, by po fakcie nie widzieć niczego i nie być w stanie trafić w otwarte drzwi? - zmarszczyła brwi w konsternacji, bo nie wiedziała, czy to jakiś żargon widmowidzowski, czy rzeczywiście Brenna po wszystkim będzie absolutnie ślepa. Jeśli miała zostać niewidoma, to Eden wolała opuścić pokój już teraz i nie mieć do czynienia z konsekwencjami.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~