17.06.2023, 20:55 ✶
Dowcipny się znalazł. Ale nie powiedziała tego na głos; mimo wszystko na służbie nie wypadało. Gdyby nie znajdowała się w mundurze, to… może. Ale tak? Nie. Zatem poprzestała jedynie na:
- Dziękuje, obejdzie się bez autografu – wypowiedziane tak bardzo uprzejmym tonem, jak się tylko dało. Takim z gatunku, że gdy ktoś go używał, to gdzieś z tyłu głowy w teorii pojawiał się cichy głosik podpowiadający, iż przed chwilą ktoś tu zaczął przekraczać pewne granice. Choć zapewne Dolohova – jak można by podejrzewać, gdyby się nad tym zastanowiła – nie obchodziło to nic.
Przewróciła w duchu ślepiami, gdy ten się uparł na wróżbę. Ale nie miał wygłosić tego pod jej adresem, jak wnioskowała po pierwszych słowach. Właściwie powinna była natychmiast przerwać tę farsę i wyjść stąd, ciągnąc za sobą Erika, czy tego chciał czy nie. Powinna była, ale koniec końców pozostała i…
… odkryła, że Dolohov miał podejrzanie dużo do powiedzenia. Na tyle dużo, że w pierwszym odruchu rozważała, czy nie powinna go zaaresztować tu i teraz, za groźby, jakie właśnie wygłosił. Bo tak, właśnie tak to teraz odbierała. Miała jednak na tyle przytomności umysłu, żeby tego nie zrobić; zdrowy rozsądek podpowiadał, że wybuchnie z tego afera i w ostatecznym rozrachunku to jej wyjdzie wszystko bokiem, a nie aresztowanemu.
Dlatego nie zrobiła nic.
Ale gdyby spojrzenie mogło zabijać, to zapewne mężczyzna padłby właśnie trupem, dokładnie tak, jak stał.
- Dziękujemy za fascynujący pokaz – stwierdziła; uprzejmym tonem wprawdzie, ale kryło się w tym coś jeszcze: lodowaty wręcz chłód – Oraz za poświęcony czas. Miłego dnia, panie Dolohov – dodała i wraz z Erikiem opuściła gabinet.
- Dziękuje, obejdzie się bez autografu – wypowiedziane tak bardzo uprzejmym tonem, jak się tylko dało. Takim z gatunku, że gdy ktoś go używał, to gdzieś z tyłu głowy w teorii pojawiał się cichy głosik podpowiadający, iż przed chwilą ktoś tu zaczął przekraczać pewne granice. Choć zapewne Dolohova – jak można by podejrzewać, gdyby się nad tym zastanowiła – nie obchodziło to nic.
Przewróciła w duchu ślepiami, gdy ten się uparł na wróżbę. Ale nie miał wygłosić tego pod jej adresem, jak wnioskowała po pierwszych słowach. Właściwie powinna była natychmiast przerwać tę farsę i wyjść stąd, ciągnąc za sobą Erika, czy tego chciał czy nie. Powinna była, ale koniec końców pozostała i…
… odkryła, że Dolohov miał podejrzanie dużo do powiedzenia. Na tyle dużo, że w pierwszym odruchu rozważała, czy nie powinna go zaaresztować tu i teraz, za groźby, jakie właśnie wygłosił. Bo tak, właśnie tak to teraz odbierała. Miała jednak na tyle przytomności umysłu, żeby tego nie zrobić; zdrowy rozsądek podpowiadał, że wybuchnie z tego afera i w ostatecznym rozrachunku to jej wyjdzie wszystko bokiem, a nie aresztowanemu.
Dlatego nie zrobiła nic.
Ale gdyby spojrzenie mogło zabijać, to zapewne mężczyzna padłby właśnie trupem, dokładnie tak, jak stał.
- Dziękujemy za fascynujący pokaz – stwierdziła; uprzejmym tonem wprawdzie, ale kryło się w tym coś jeszcze: lodowaty wręcz chłód – Oraz za poświęcony czas. Miłego dnia, panie Dolohov – dodała i wraz z Erikiem opuściła gabinet.
Koniec sesji