17.06.2023, 23:23 ✶
Ulysses zmarszczył brwi. Naprawdę myślała o kupnie nowych sukienek, butów i biżuterii? Popatrzył na swoją towarzyszkę z ukosa, przez kilka sekund nie wiedząc, czy żartowała, czy mówiła serio.
I nie, nie uważał by kupno nowych, ładnych przedmiotów było nierozsądne. Megara nie na darmo miała na nazwisko Malfoy. Dbałość o właściwą prezencję było w tej rodzinie czymś całkiem naturalnym (nie tak dawno nawet pomagał – choć to może za duże słowo - jej kuzynce w wyborze nowego domu a Eunice z tej okazji miała na sobie krwistoczerwoną sukienkę i buty na obcasach, co jak wszystko inne zawsze i wszędzie, wbiło mu się do głowy i utkwiło w niej jak kolejny, dziwny i niepotrzebny szczegół na całe życie).
Ulysses odwrócił głowę, zdając sobie sprawę z tego, że mógł najzupełniej błędnie odczytać całą sytuację. Przystanął, otworzył drzwi a potem, z wyuczoną i machinalną grzecznością, przepuścił Megarę w drzwiach.
Niektórym przecież pasowało życie, które wiedli. Może niepotrzebnie…
Znowu zmarszczył brwi, dostrzegając zmianę, która pojawiła się na twarzy jego towarzyszki. Więc jednak mogła pomyśleć o tym samym, co on?
- Myślałaś o jakimś konkretnym kraju? – zapytał takim tonem, jakby kontynuowali najzupełniej zwykłą rozmowę. I może kontynuowali, albo to byłaby zupełnie normalna rozmowa, gdyby Megarze przyszło rozmawiać z kimś, kto nie był obarczony – jak morową zarazą – chorobą Milforda. – Mnie się podoba Egipt.
Rozejrzał się po miejscu, do którego weszli. Przypominało trochę recepcję luksusowego hotelu. Podłogę i ściany wyłożono ciemnym granitem. Przy suficie unosiły się magicznie zaczarowane świece. Przy kontuarze siedział schludnie ubrany goblin z monoklem na oku. Poślinił palec i przewrócił stronę w księdze, którą z uwagą przeglądał.
- Ja też wiem, że dałabyś radę – powiedział niespodziewanie dla siebie samego Ulysses. Mówił trochę ciszej, najwidoczniej nie do końca przekonany, czy powinien w takim miejscu kontynuować rozmowę normalnym tonem, czy też szeptać, bo ktoś tu czytał. Młody Rookwood rzadko dzielił się tym, co chodziło mu po głowie, ale kiedy tak ich zrównał ze sobą, uderzyło w niego, że Megara wydawała się o wiele bardziej sprawcza od niego samego. Już samo to, że potrafiła wypowiedzieć na głos myśli, które i jemu chodziły czasem po głowie… Posłał jej żywsze spojrzenie. – Ale jakbyś chciała zostać to nie uważam by było coś nierozsądnego w nowej sukience, butach czy łańcuszku. – To chyba miało zabrzmieć jak nawiązanie do jej wcześniejszych słów, ale gdy to powiedział, uderzyło w niego, że jednak nie zabrzmiało tak, jak chciał by zabrzmiało. – Goblin czeka – zachęcił jasnowłosą by podeszła do kontuaru i odebrała swoją wygraną.
I nie, nie uważał by kupno nowych, ładnych przedmiotów było nierozsądne. Megara nie na darmo miała na nazwisko Malfoy. Dbałość o właściwą prezencję było w tej rodzinie czymś całkiem naturalnym (nie tak dawno nawet pomagał – choć to może za duże słowo - jej kuzynce w wyborze nowego domu a Eunice z tej okazji miała na sobie krwistoczerwoną sukienkę i buty na obcasach, co jak wszystko inne zawsze i wszędzie, wbiło mu się do głowy i utkwiło w niej jak kolejny, dziwny i niepotrzebny szczegół na całe życie).
Ulysses odwrócił głowę, zdając sobie sprawę z tego, że mógł najzupełniej błędnie odczytać całą sytuację. Przystanął, otworzył drzwi a potem, z wyuczoną i machinalną grzecznością, przepuścił Megarę w drzwiach.
Niektórym przecież pasowało życie, które wiedli. Może niepotrzebnie…
Znowu zmarszczył brwi, dostrzegając zmianę, która pojawiła się na twarzy jego towarzyszki. Więc jednak mogła pomyśleć o tym samym, co on?
- Myślałaś o jakimś konkretnym kraju? – zapytał takim tonem, jakby kontynuowali najzupełniej zwykłą rozmowę. I może kontynuowali, albo to byłaby zupełnie normalna rozmowa, gdyby Megarze przyszło rozmawiać z kimś, kto nie był obarczony – jak morową zarazą – chorobą Milforda. – Mnie się podoba Egipt.
Rozejrzał się po miejscu, do którego weszli. Przypominało trochę recepcję luksusowego hotelu. Podłogę i ściany wyłożono ciemnym granitem. Przy suficie unosiły się magicznie zaczarowane świece. Przy kontuarze siedział schludnie ubrany goblin z monoklem na oku. Poślinił palec i przewrócił stronę w księdze, którą z uwagą przeglądał.
- Ja też wiem, że dałabyś radę – powiedział niespodziewanie dla siebie samego Ulysses. Mówił trochę ciszej, najwidoczniej nie do końca przekonany, czy powinien w takim miejscu kontynuować rozmowę normalnym tonem, czy też szeptać, bo ktoś tu czytał. Młody Rookwood rzadko dzielił się tym, co chodziło mu po głowie, ale kiedy tak ich zrównał ze sobą, uderzyło w niego, że Megara wydawała się o wiele bardziej sprawcza od niego samego. Już samo to, że potrafiła wypowiedzieć na głos myśli, które i jemu chodziły czasem po głowie… Posłał jej żywsze spojrzenie. – Ale jakbyś chciała zostać to nie uważam by było coś nierozsądnego w nowej sukience, butach czy łańcuszku. – To chyba miało zabrzmieć jak nawiązanie do jej wcześniejszych słów, ale gdy to powiedział, uderzyło w niego, że jednak nie zabrzmiało tak, jak chciał by zabrzmiało. – Goblin czeka – zachęcił jasnowłosą by podeszła do kontuaru i odebrała swoją wygraną.