18.06.2023, 14:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2023, 14:23 przez Brenna Longbottom.)
- Hm… nie jestem pewna. Nigdy nie liczyłam – przyznała Brenna uczciwie. – Poza tym to zależy od okoliczności. Jak na przykład obstawiamy ważny mecz quidditcha, to częstotliwość wynosi jakoś „co piętnaście minut”, a gdy pracuję nad zwykłymi włamaniami i tak dalej, to kilka dni? – stwierdziła z pewnym namysłem. Zadania Brygadzistów były dość zróżnicowane, a Brenna po prostu nie potrafiła się powstrzymać przed chwytaniem wielu srok za ogon na raz, wszystko zależało więc od tego, czym akurat się zajmowała.
- Mam wrażenie, że ten niewinny człowiek będzie bardzo wdzięczny, że został ogłuszony, by odzyskać swoje ciało – skwitowała jeszcze, wzruszając ramionami. Miałaby wyrzuty sumienia, gdyby ogłuszyła przypadkową osobę, w tym przypadku jednak cel w jej oczach uświęcał środki.
A potem…
Potem cóż.
Zaczęło się jedno wielkie zamieszanie.
Krzyk Sebastiana wibrował jej w uszach. Na nawoływania, że musi się podnieść, miała ochotę powiedzieć, że no kurde, sama by na to nie wpadła – ale w takich sytuacjach, jak ta, nie było zbyt wiele czasu na słowa. Wciąż z poziomu podłogi Brenna machnęła różdżką. Nie miała szans wycelować w Emily Rose, gramolącą się powoli z posadzki w przedpokoju, walnęła więc w kanapę, prostym czarem przesuwającym – tak, że mebel przeleciał po podłodze (przy okazji rysując piękny, dębowy parkiet) i zasłonił Macmillana oraz Jonathana.
Dzięki temu kolejny czar, który posłała Emily ku egzorcyście, rozdział kanapę, zasypując ich wszystkich odłamkami, a nie trafił w Macmillana.
- Kurwa – zaklęła Brenna, zbierając się z ziemi, wciąż trochę ogłuszona. Cholerna, opętana Emily Rose. Nikt nie zgłaszał, że pani Rose zachowuje się dziwnie. Mówiła w pełni poprawnym angielskim. Nie wpadała w szał, raczej irytowała się, że ich „nachodzą”. Zachowywała się dość normalnie, zdawała tylko zaniepokojona tym, że skrzywdzą jej męża. A do licha… najwyraźniej niepokoiła się o siebie, że za wiele wyjdzie na jaw. Problem polegał na tym, że nie każdy opętaniec zaczynał zachowywać się dziwnie. Sprawdzić to? Niby jak Brenna miała sprawdzić, czy ktoś jest opętany bez egzorcysty?
Pomijając już to, że podejrzenia wobec pani Rose nie przemknęły przez głowę ani jej, ani nikomu innemu. Jakie były na to szanse?
Najwyraźniej Emily (która właśnie się podniosła) została opętana albo przez dużo „młodszego”, albo przez rozsądniejszego ducha niż Jonathan.
Brenna jeszcze nie zdążyła stanąć na nogach, a już pofrunęło kolejne zaklęcie – machnęła różdżką, odbijając je. Kolejny czar, tym razem z jej strony, miał na celu rozbrojenie Emily – ta jednak schwyciła różdżkę obiema dłońmi i zdołała ją utrzymać.
- Sebastian? Pośpiesz się – poprosiła Brenna, kiedy jej tarcza rozbiła się w pył pod wpływem następnego zaklęcia, a ona sama się zatoczyła, omal nie przewracając. Gdyby nie najlepsza szkoła dziadka Longbottoma, nie zdołałaby się osłonić.
Duch Emily był nie tylko młodszy i/lub rozsądniejszy, ale najwyraźniej był też mistrzem pojedynków.
- Mam wrażenie, że ten niewinny człowiek będzie bardzo wdzięczny, że został ogłuszony, by odzyskać swoje ciało – skwitowała jeszcze, wzruszając ramionami. Miałaby wyrzuty sumienia, gdyby ogłuszyła przypadkową osobę, w tym przypadku jednak cel w jej oczach uświęcał środki.
A potem…
Potem cóż.
Zaczęło się jedno wielkie zamieszanie.
Krzyk Sebastiana wibrował jej w uszach. Na nawoływania, że musi się podnieść, miała ochotę powiedzieć, że no kurde, sama by na to nie wpadła – ale w takich sytuacjach, jak ta, nie było zbyt wiele czasu na słowa. Wciąż z poziomu podłogi Brenna machnęła różdżką. Nie miała szans wycelować w Emily Rose, gramolącą się powoli z posadzki w przedpokoju, walnęła więc w kanapę, prostym czarem przesuwającym – tak, że mebel przeleciał po podłodze (przy okazji rysując piękny, dębowy parkiet) i zasłonił Macmillana oraz Jonathana.
Dzięki temu kolejny czar, który posłała Emily ku egzorcyście, rozdział kanapę, zasypując ich wszystkich odłamkami, a nie trafił w Macmillana.
- Kurwa – zaklęła Brenna, zbierając się z ziemi, wciąż trochę ogłuszona. Cholerna, opętana Emily Rose. Nikt nie zgłaszał, że pani Rose zachowuje się dziwnie. Mówiła w pełni poprawnym angielskim. Nie wpadała w szał, raczej irytowała się, że ich „nachodzą”. Zachowywała się dość normalnie, zdawała tylko zaniepokojona tym, że skrzywdzą jej męża. A do licha… najwyraźniej niepokoiła się o siebie, że za wiele wyjdzie na jaw. Problem polegał na tym, że nie każdy opętaniec zaczynał zachowywać się dziwnie. Sprawdzić to? Niby jak Brenna miała sprawdzić, czy ktoś jest opętany bez egzorcysty?
Pomijając już to, że podejrzenia wobec pani Rose nie przemknęły przez głowę ani jej, ani nikomu innemu. Jakie były na to szanse?
Najwyraźniej Emily (która właśnie się podniosła) została opętana albo przez dużo „młodszego”, albo przez rozsądniejszego ducha niż Jonathan.
Brenna jeszcze nie zdążyła stanąć na nogach, a już pofrunęło kolejne zaklęcie – machnęła różdżką, odbijając je. Kolejny czar, tym razem z jej strony, miał na celu rozbrojenie Emily – ta jednak schwyciła różdżkę obiema dłońmi i zdołała ją utrzymać.
- Sebastian? Pośpiesz się – poprosiła Brenna, kiedy jej tarcza rozbiła się w pył pod wpływem następnego zaklęcia, a ona sama się zatoczyła, omal nie przewracając. Gdyby nie najlepsza szkoła dziadka Longbottoma, nie zdołałaby się osłonić.
Duch Emily był nie tylko młodszy i/lub rozsądniejszy, ale najwyraźniej był też mistrzem pojedynków.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.