02.11.2022, 00:07 ✶
Patrick skrzywił się ostentacyjnie, jakby słowa Florence zamieniały się w ostre razy, które właśnie otrzymywał.
- Podobne insynuacje ranią me puchonie serce! – zawołał teatralnie. Teatralnie, bo jego krzyk był tak zmodulowany by nie wydostał się poza ramy pokoiku, w którym się znajdowali. Mógłby to pociągnąć nawet dalej, słowami: któż by chciał być w Slytherinie? Ale dobrze wiedział, że pewnie przynajmniej połowa rodu Bulstrode była w tym domu. Zresztą, przedstawiciele jego własnej rodziny również czasem lądowali w Slytherinie.
Poza tym temat ich rozmowy robił się poważny i osobista cyrkonada Patricka zaczynała się powoli robić nie na miejscu. Sięgnął po filiżankę z herbatą, żeby zająć czymś wolne ręce. Dopił ją jednym, większym haustem. W tym momencie bardzo korciło go, żeby sięgnąć po kartkę i zrobić szybki szkic Florence, ale nawet na szybki rysunek raczej nie mieli teraz czasu. On nie powinien nadużywać jej grzeczności, ona była w pracy (i praca wcześniej czy później musiała się o nią upomnieć).
Pozostawało tylko jedno pytanie: czy ten kto chciał usunięcia Nobby’ego Leacha z urzędu był tym samym czarodziejem, który chciałby zająć miejsce Ministra Magii?
W pierwszej chwili Patrick odpowiedziałby, że tak. W drugiej… w drugiej jakoś nie był wcale tego taki pewien. Może nie chodziło o przejęcie władzy tylko o osłabienie Ministerstwa Magii w ogóle. Tylko czy Nobby samą swoją osobą rzeczywiście je wzmacniał? Smutna prawda wyglądała tak, że wszystkie jego działania podczas kadencji, przysłoniły paskudne plotki.
- Słyszałaś o tym, kto może zastąpić Nobby’ego? – zapytał wreszcie a potem pokręcił głową, najwyraźniej nieszczególnie przekonany, że odejście akurat tego Ministra Magii cokolwiek zmieni w funkcjonowaniu Stanleya. – Obawiam się, że abyś mogła go rzadziej oglądać, musiałby przede wszystkim przestać pić.
- Podobne insynuacje ranią me puchonie serce! – zawołał teatralnie. Teatralnie, bo jego krzyk był tak zmodulowany by nie wydostał się poza ramy pokoiku, w którym się znajdowali. Mógłby to pociągnąć nawet dalej, słowami: któż by chciał być w Slytherinie? Ale dobrze wiedział, że pewnie przynajmniej połowa rodu Bulstrode była w tym domu. Zresztą, przedstawiciele jego własnej rodziny również czasem lądowali w Slytherinie.
Poza tym temat ich rozmowy robił się poważny i osobista cyrkonada Patricka zaczynała się powoli robić nie na miejscu. Sięgnął po filiżankę z herbatą, żeby zająć czymś wolne ręce. Dopił ją jednym, większym haustem. W tym momencie bardzo korciło go, żeby sięgnąć po kartkę i zrobić szybki szkic Florence, ale nawet na szybki rysunek raczej nie mieli teraz czasu. On nie powinien nadużywać jej grzeczności, ona była w pracy (i praca wcześniej czy później musiała się o nią upomnieć).
Pozostawało tylko jedno pytanie: czy ten kto chciał usunięcia Nobby’ego Leacha z urzędu był tym samym czarodziejem, który chciałby zająć miejsce Ministra Magii?
W pierwszej chwili Patrick odpowiedziałby, że tak. W drugiej… w drugiej jakoś nie był wcale tego taki pewien. Może nie chodziło o przejęcie władzy tylko o osłabienie Ministerstwa Magii w ogóle. Tylko czy Nobby samą swoją osobą rzeczywiście je wzmacniał? Smutna prawda wyglądała tak, że wszystkie jego działania podczas kadencji, przysłoniły paskudne plotki.
- Słyszałaś o tym, kto może zastąpić Nobby’ego? – zapytał wreszcie a potem pokręcił głową, najwyraźniej nieszczególnie przekonany, że odejście akurat tego Ministra Magii cokolwiek zmieni w funkcjonowaniu Stanleya. – Obawiam się, że abyś mogła go rzadziej oglądać, musiałby przede wszystkim przestać pić.