19.06.2023, 12:12 ✶
Sprawa z teleportacją nie było znowu aż taka prosta. W tłumie mogli być przecież nieletni i przede wszystkim charłacy, nie mogący się teleportować. Z kolei osoby, które nawet opanowały tę sztuczkę, jeżeli nie były w niej najlepsze, ryzykowałyby w takich warunkach niepowodzenie albo rozszczepienie. Zresztą, wymagało to wyciągnięcia różdżki, a kiedy wokół napierał tłum…
Skręcenie gdzieś w obecnych warunkach, by skrócić sobie drogę, byłoby trudne. Mavelle niezbyt mogła wrócić na Pokątną, zapakowaną tłumem, a choć mogłaby spróbować skręcić w boczną alejkę i przeskoczyć po kubłach na śmieci ścianę na jej końcu, nie była pewna, czy uciekający szaleniec pobiegnie w lewo czy w prawo.
Czar świsnął tuż nad jej głową. Następny wybił jedno z okien w którymś z mieszkań. Kolejny – trafił jedną z osób, usiłujących uciekać z marszu, na całe szczęście, był to tylko oszałamiacz, a mężczyzna padł już w bocznej uliczce, w pobliżu wejścia do kamienicy, nie groziło mu więc raczej zatratowanie.
Mavelle zaś biegnąc za nim przecięła najpierw jedną, potem drugą uliczkę. Odgłosy marszu stawały się coraz dalsze. Wokół siebie widziała już niewielu ludzi – głównie osoby, które tu umknęły i teraz z zagubieniem uświadamiały sobie, że dotarły na obrzeża Nokturna oraz kilku pojedynczych bywalców i mieszkańców. Trójka dzieci – sądząc po ubraniach raczej „tutejszych” niż zagubionych – siedziała w jednej z bram, obserwując ich z ciekawością. Jakaś czarownica okutana w ciemne chusty czym prędzej się wycofała na ich widok. Młody mężczyzna, bez wątpienia jeden z członków niedawnego Marszu, rozglądał się, jakby niepewny, co zrobić.
Biegała jednak szybciej niż uciekinier. Zmniejszyła dystans między nimi, a on wyraźnie się męczył. Przestał rzucać zaklęcia, choć wciąż miał w ręku różdżkę. Zwolnił… zatrzymał się zadyszany, obejrzał…
…i dostrzegł za sobą kobietę w mundurze Brygadzistki.
Był zziajany, zmęczony i może ostatecznie – odważny tylko w tłumie. Teraz bowiem ani myślał podjąć uczciwą walkę. Doskoczył do dzieciaków w bramie i chwycił jednego z nich, ciągnąc ku sobie, nie zważając na piski i protesty.
- Wynoś się albo ukręcę mu łeb!!! – wrzasnął, celując różdżką w głowę chłopca.
Skręcenie gdzieś w obecnych warunkach, by skrócić sobie drogę, byłoby trudne. Mavelle niezbyt mogła wrócić na Pokątną, zapakowaną tłumem, a choć mogłaby spróbować skręcić w boczną alejkę i przeskoczyć po kubłach na śmieci ścianę na jej końcu, nie była pewna, czy uciekający szaleniec pobiegnie w lewo czy w prawo.
Czar świsnął tuż nad jej głową. Następny wybił jedno z okien w którymś z mieszkań. Kolejny – trafił jedną z osób, usiłujących uciekać z marszu, na całe szczęście, był to tylko oszałamiacz, a mężczyzna padł już w bocznej uliczce, w pobliżu wejścia do kamienicy, nie groziło mu więc raczej zatratowanie.
Mavelle zaś biegnąc za nim przecięła najpierw jedną, potem drugą uliczkę. Odgłosy marszu stawały się coraz dalsze. Wokół siebie widziała już niewielu ludzi – głównie osoby, które tu umknęły i teraz z zagubieniem uświadamiały sobie, że dotarły na obrzeża Nokturna oraz kilku pojedynczych bywalców i mieszkańców. Trójka dzieci – sądząc po ubraniach raczej „tutejszych” niż zagubionych – siedziała w jednej z bram, obserwując ich z ciekawością. Jakaś czarownica okutana w ciemne chusty czym prędzej się wycofała na ich widok. Młody mężczyzna, bez wątpienia jeden z członków niedawnego Marszu, rozglądał się, jakby niepewny, co zrobić.
Biegała jednak szybciej niż uciekinier. Zmniejszyła dystans między nimi, a on wyraźnie się męczył. Przestał rzucać zaklęcia, choć wciąż miał w ręku różdżkę. Zwolnił… zatrzymał się zadyszany, obejrzał…
…i dostrzegł za sobą kobietę w mundurze Brygadzistki.
Był zziajany, zmęczony i może ostatecznie – odważny tylko w tłumie. Teraz bowiem ani myślał podjąć uczciwą walkę. Doskoczył do dzieciaków w bramie i chwycił jednego z nich, ciągnąc ku sobie, nie zważając na piski i protesty.
- Wynoś się albo ukręcę mu łeb!!! – wrzasnął, celując różdżką w głowę chłopca.