20.06.2023, 01:38 ✶
W ciemnych oczach Patricka odmalowała się konsternacja, gdy Brenna wspomniała o obroży. W innych okolicznościach, gdyby Steward miał właśnie mniej napięte mięśnie całego ciała i razem z Longbottom nie próbował wedrzeć się nad ranem do wynajmowanego przez trójkę szaleńców domu, przewróciłby oczami i pokręcił ostentacyjnie głową. Teraz mógłby się zdobyć tylko na histeryczny śmiech, który może i nie zwróciłby uwagi nikogo na ulicy (bo i poza nimi nikogo w tej chwili nie było), ale z pewnością mógłby pobudzić śpiących i zaalarmować tamtych.
- Dobra – zgodził się z nią sucho. Poczuł jak po plecach spłynęła mu właśnie nieprzyjemna stróżka potu.
Nie ingerował, gdy Brenna zamieniała się w wilka. Stał ze wzrokiem wbitym w biały domek. Jak dobrze pójdzie, nie będzie musiał napisać w raporcie, że wysłał na zwiady brygadzistkę z obrożą na szyi.
- Jeśli zauważę jakiekolwiek poruszenie przybiegnę ci na pomoc – obiecał jeszcze.
Tymczasem zmysły Longbottom wyostrzyły się wraz z przemianą w wilka. W nozdrza uderzył ją mocny zapach spalin i znajdującej się nieopodal studzienki kanalizacyjnej. Mugolskie osiedle śmierdziało. Zwłaszcza na chodniku i jezdni, cuchnęło benzyną, dymem, uryną, zgniłą trawą i ściekami. Listopadowy mróz nie zniszczył tych woni, ale nieco je przytępił. Węsząc, Brenna czuła też zapach mieszkającego gdzieś w pobliżu kota i słabą woń kobiecych perfum, jakby jakaś przechodziła tu całkiem niedawno.
Trawa uginała się z trzaskiem pod jej łapami, gdy przecinała trawnik i kierowała się ku białemu domowi. Im bliżej niego się znajdowała, tym mocniej wyczuwała, że w środku korzystano z magii. Nie, nie słyszała słów. Nie widziała też splatanych zaklęć. Z daleka dom tonął w śpiącej ciszy, ale w jego pobliżu brakowało zapachów. Był jak biała kartka wrzucona między zapisane strony. Wyglądał normalnie, nawet bardzo normalnie, ale jakoś tak… głucho. Okrążając go nie dostrzegała śladów butów nawet na kamienistej ścieżce prowadzącej do frontowych drzwi, a okoliczne zwierzęta (nawet te na wpół dzikie koty, wiewiórki i szczury) nie zbliżały się w jego pobliże. Nikt ze środka też nie zainteresował się biegającym po podwórku wilkiem.
Brenna dostrzegła za to ukryte za pnączami zeschłych winogron zejście do piwnicy (albo do schronu?) a gdy przemykała obok jaśniejszego okna, usłyszała dobiegający ze środka nieprzyjemny szum.
- Dobra – zgodził się z nią sucho. Poczuł jak po plecach spłynęła mu właśnie nieprzyjemna stróżka potu.
Nie ingerował, gdy Brenna zamieniała się w wilka. Stał ze wzrokiem wbitym w biały domek. Jak dobrze pójdzie, nie będzie musiał napisać w raporcie, że wysłał na zwiady brygadzistkę z obrożą na szyi.
- Jeśli zauważę jakiekolwiek poruszenie przybiegnę ci na pomoc – obiecał jeszcze.
Tymczasem zmysły Longbottom wyostrzyły się wraz z przemianą w wilka. W nozdrza uderzył ją mocny zapach spalin i znajdującej się nieopodal studzienki kanalizacyjnej. Mugolskie osiedle śmierdziało. Zwłaszcza na chodniku i jezdni, cuchnęło benzyną, dymem, uryną, zgniłą trawą i ściekami. Listopadowy mróz nie zniszczył tych woni, ale nieco je przytępił. Węsząc, Brenna czuła też zapach mieszkającego gdzieś w pobliżu kota i słabą woń kobiecych perfum, jakby jakaś przechodziła tu całkiem niedawno.
Trawa uginała się z trzaskiem pod jej łapami, gdy przecinała trawnik i kierowała się ku białemu domowi. Im bliżej niego się znajdowała, tym mocniej wyczuwała, że w środku korzystano z magii. Nie, nie słyszała słów. Nie widziała też splatanych zaklęć. Z daleka dom tonął w śpiącej ciszy, ale w jego pobliżu brakowało zapachów. Był jak biała kartka wrzucona między zapisane strony. Wyglądał normalnie, nawet bardzo normalnie, ale jakoś tak… głucho. Okrążając go nie dostrzegała śladów butów nawet na kamienistej ścieżce prowadzącej do frontowych drzwi, a okoliczne zwierzęta (nawet te na wpół dzikie koty, wiewiórki i szczury) nie zbliżały się w jego pobliże. Nikt ze środka też nie zainteresował się biegającym po podwórku wilkiem.
Brenna dostrzegła za to ukryte za pnączami zeschłych winogron zejście do piwnicy (albo do schronu?) a gdy przemykała obok jaśniejszego okna, usłyszała dobiegający ze środka nieprzyjemny szum.