20.06.2023, 15:37 ✶
Atreus zmarszczył brwi, słysząc tak nerwową odpowiedź ze strony Mavelle. Bardziej chyba nie zwrócił uwagi na ton, co na sam fakt, że wreszcie udało mu się do niej dodzwonić dobić. A więc tak to działało, dobrze wiedzieć.
Uderzenie pioruna sprawiło, że tylko przyśpieszył kroku, kierując się właśnie w jego stronę. Prosto w stronę całego tego bałaganu, który otaczał trójkę pracowników ministerstwa i, jakżeby inaczej, Voldemorta z towarzyszącymi mu sługusami.
W słowach Voldemorta było coś, co pasowało Bulstrodowi. Moc była przecież przyjemna, a posiadanie jej utożsamiało się w głowie aurora z pozycją i autorytetem. Nie potrzebował jej jednak okazywać wobec słabych i bezwartościowych mugoli - oni już i tak stali pod czarodziejami. Jakaś część niego sprzeniewierzała sie tak jawnemu sprzeciwianiu się prawom natury, czy też zwykłemu pogwałceniu jej. To, co działo się na górze, wydawało się odzwierciedleniem tego, jak bardzo podejmowane przez Voldemorta działania burzyły odwieczny porządek. Porządek, który nie został ustalony przez czarodziejów czy nawet zwykłych ludzi.
Machnął różdżką jednak nie dlatego, że to wszystko wydawało mu się niewporządku. Nie, chciał rzucić zaklęcie dlatego, że nie mógł znieść myśli, że czarnoksiężnik, który nie potrafił wymyślić sobie wystarczająco dobrego motywu do działania, miał mu zagrażać.
Widząc co robią Mavelle i Patric, zdecydował się na to samo co Victoria, na rzucenie zaklęcia rozpraszającego, gdyby albo Voldemort, albo śmierciożercy próbowali im przeszkodzić lub zwyczajnie zrobić krzywdę.
rozproszenie an wszelki wypadek
Uderzenie pioruna sprawiło, że tylko przyśpieszył kroku, kierując się właśnie w jego stronę. Prosto w stronę całego tego bałaganu, który otaczał trójkę pracowników ministerstwa i, jakżeby inaczej, Voldemorta z towarzyszącymi mu sługusami.
W słowach Voldemorta było coś, co pasowało Bulstrodowi. Moc była przecież przyjemna, a posiadanie jej utożsamiało się w głowie aurora z pozycją i autorytetem. Nie potrzebował jej jednak okazywać wobec słabych i bezwartościowych mugoli - oni już i tak stali pod czarodziejami. Jakaś część niego sprzeniewierzała sie tak jawnemu sprzeciwianiu się prawom natury, czy też zwykłemu pogwałceniu jej. To, co działo się na górze, wydawało się odzwierciedleniem tego, jak bardzo podejmowane przez Voldemorta działania burzyły odwieczny porządek. Porządek, który nie został ustalony przez czarodziejów czy nawet zwykłych ludzi.
Machnął różdżką jednak nie dlatego, że to wszystko wydawało mu się niewporządku. Nie, chciał rzucić zaklęcie dlatego, że nie mógł znieść myśli, że czarnoksiężnik, który nie potrafił wymyślić sobie wystarczająco dobrego motywu do działania, miał mu zagrażać.
Widząc co robią Mavelle i Patric, zdecydował się na to samo co Victoria, na rzucenie zaklęcia rozpraszającego, gdyby albo Voldemort, albo śmierciożercy próbowali im przeszkodzić lub zwyczajnie zrobić krzywdę.
rozproszenie an wszelki wypadek
Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...
Slaby sukces...