Wychowana na łonie ziębiącego chłodem rodu, wyzbyta z emocji dziecięcych i uczuć sielskich, prawdopodobnie posiadała solidnie zaburzony obraz tego, jak miłość wyglądać powinna i odnajdywała tę w toksycznym bezdechu, w ciskaniu przedmiotami i agresji niezawoalowanej w żaden sposób. Całokształt jej relacji z Leandrem był dotkliwie chory i okrutnie krzywdzący w swoich kryzach – może gdyby była odrobinę bardziej stabilna, odrobinę mniej rozgorączkowana i namiętna w emocjach, może wówczas oswoiłaby go właściwie, nie cielesną powłoką i rozgorączkowanymi spojrzeniami, lecz miłością prawidłową, taką, jaką być powinna od początku. Pierścionek zaręczynowy powędrował gdzieś w tumany popiołu i szkła, którymi wyścielała się podłoga, gwałtownie potraktowana furią Loretty.
I choć go nie kochała, chciała go mieć dla siebie; wyłącznie dla siebie. Jej histeria jednak, nie uwolniła drzemiącego w lędźwiach i płucach diabła – jedynie dobitnie świadczyła o emocjach kobiety zranionej uczuciem najwyższym – bo w swoich domorosłych domysłach, chrzciła go swoją miłością.
Loretta jednak kochać nie umiała.
Pytania stanęły bezdźwięcznie w przestrzeni przerywanej jedynie jej gorzkim szlochem, więzionym o wiele zbyt długo w żebrach.
– Lou, na bogów, czy ja jestem brzydka? Albo niemiła? Albo oba jednocześnie? – zaszlochała żałośnie, w piąstkach dłoni zamykając jego marynarkę, którą znaczyła mokrymi śladami pomieszanymi z czernią tuszu do rzęs.
Odsunęła się od niego po chwili, marszcząc brwi groźnie.
– Zabiję go. Przysięgam, że jak tylko go znajdę, zabiję go. Jak mógł tak igrać z moimi uczuciami? – rzekła, powracając do łamiącego serca lamentu.
Główny problem utkany był z faktu, iż Loretta nie kochała nikogo, poza sobą, a jej uczucie do Leandra stanowiło podszytą fałszem mrzonkę, która miała utwierdzać ją w przekonaniu, że jest zdolna do uczuć wyższych; że nie jest tylko zamaskowanym piękną fasadą demonem, którego nieliczni uświadczyli. Bo dbała o swoją reputację, uśmiechała się chętnie i obarczała kurtuazją każdego, kto zechciał nawinąć się na jej palec.
Była przecież ujmująca.
– N-Nie chcę. Nie chcę już nikogo innego. Zrobię się stara i pomarszczona i samotna. I w ogóle niezdatna. Litości, ja nawet dziecka nikomu nie dam! – krzyknęła, a jej głos odbił się echem od ścian.