Wiosenna pogoda przynosiła ukojenie dusz; ożywanie, jak te przebiśniegi, łagodnie wychylające swoje główki znad topniejących zasp śnieżnych, poprzysięgały wieczyste powracanie do zieleni liści i słoty, która nadchodziła wielkimi krokami, mając opaść całunem na Londyn już w czerwcu. Nawet brukowa kostka, którą wyścielone były chodniki, zdawała się błyszczeć jakoś bardziej; trel ptaków budził o poranku, a języki słońca przebijały się przez gęste kotary. Był to dzień uniwersalny na wygraną; pieniężna suma nie stanowiła dla niej wartości autotelicznej – liczył się sam fakt, iż los zechciał obdarzyć ją jednym z tych piękniejszych uśmiechów.
Planowała wykorzystać sumę na odrestaurowanie galerii sztuki, która tymczasowo pozostawała zamknięta, a prezencją budziła grozę – wybite szyby, szron ze szkła sponiewierany po podłodze, porozrzucane obrazy – swoista spuścizna pamiętnego dnia, gdy dowiedziała się od Leandra, że ją opuszcza; gdy Louvain zamykał jej histeryczną osobę w swoich ramionach.
A ona zastanawiała się, co z nią jest nie tak.
Poprawiła dłonią rondo kapelusza, który rzucał cień na bladą, piegowatą twarz.
– To dopiero ciekawe – odparła. – Czym się pan zajmuje w ministerstwie? – zabrzmiała zainteresowaniem; zupełnie jakby ich nagle skrzyżowane drogi zaistniały paroksyzmem konieczności wzajemnego poznania się.
– Jestem artystką, kojarzy pan zapewne galerię LL? To moje dzieło – rzekła, a kąciki jej ust poszybowały natychmiastowo ku górze.
Lubiła w końcu być rozpoznawalną.
Kolejka posunęła się do przodu z zaskakującym tempem i choć istotnie, wygrana nie stanowiła dlań wartości niechybnie najważniejszej, pieniądze zawsze były miłym faktorem istnienia. Szeroko otworzyła oczy, gdy krępy mężczyzna siedzący w budce oznajmił jej nowemu koledze, iż los jest przeterminowany. Zmarszczywszy brwi, podeszła z własnym losem.
Podskórnie spodziewała się tego.
– Los jest przeterminowany – rzekł znużonym głosem sprzedający.
– Ach, mój także? – zabrzmiała retoryką. – Najwyraźniej oboje dzisiejszego dnia byliśmy skazani na porażkę – zagaiła Samuela.