Pewne kroki, rozbijające się echem po przestrzeni wyściełanej jedynie obrazami maści wszelkiej, kierowały ich wzdłuż jednej ze ścian; widniejące nań dzieła sztuki, skłaniały odbiorcę ku emocjom skrajnym i buńczucznym – łowiły akwen strachu, jak i niejasnej fascynacji. Uwielbiała oddziaływać westchnięciami na adresatów obrazów, prawdopodobnie dlatego zaklinała w nich ukryte, niezawoalowane uczucia, które mimowolnie wywoływały. Uśmiech niepewnie zatańczył na jej ustach, unosząc kąciki barwionych karminem warg ku górze, gdy zatrzymały się przy jednym z tych, z których była szczególnie dumna. Przedstawiał rozszarpaną elegię człowieczą, rozrywające się na wpół ciała, łączące się jedynie cienkimi nitkami Mojr. Budził fascynację, lęk, emocje atawistyczne w swojej krasie. Kątem oka spojrzała na swoją towarzyszkę, aby już po chwili zanurzyć się w ocean jej słów.
– Zatem nie traćmy czasu na kolejne banalne spotkania – na następne zapraszam cię do mojego atelier, ugoszczę cię ognistą i świeżymi plotkami błąkającymi się po śmietance towarzyskiej – rzekła, ujmując tę ponownie pod ramię.
Znajdywały się o wiele za blisko; mogła czuć ciężki, piżmowy zapach jej perfum, moszczący się gdzieś w zgięciu łabędziej szyi – nie przeszkadzało jej to jednak w żadnej mierze, gdy zamykała smukłe palce na jej odzieniu.
Ich podobieństwo skupiało się na drobnych gestach, zbliżonej fizjonomii i takowych reakcjach na poszczególne epopeje życiowe. Rozumiały się na poziomie, na którym rozumieć mogłyby się bliskie sobie kobiety, wirujące pośród kuluarów, niewyzbyte z kurtuazji salonowej, a jednak o brutalnym wnętrzu, przeklętym i zaklętym jednocześnie.
– Czyżbyś planowała morderstwo? – spytała konspiracyjnym szeptem, brak powagi tańczył jednak na jej wargach bezmyślnie. – Jestem absolutnie gotowa pomóc – dodała jeszcze, wybuchając perlistym śmiechem.
Istotnie, duszny klimat galerii sztuki nie sprzyjał zwierzeniom i podszytym tajemnicą szeptom. Uniosła więc nieznacznie brwi; tak, jakby odczytała z jej oblicza to, co pozostawało niepowiedziane.
– Chodźmy zatem – rzekła, odkładając na wirującą tacę kieliszek po czerwonym winie. – I opowiesz mi wszystko.