21.06.2023, 17:31 ✶
Mężczyzna spoglądał na nią, skonsternowany.
Fakt, że Brygadzistka ot tak położy kreskę na dziecku, mógł być trudny do uwierzenia. W końcu była na służbie, a to był mały czarodziej. Ale... chłopak pochodził z Nokturnu: nawet tutejsze męty miewały dzieci, równie pogardzane - i równie bezużyteczne dla społeczeństwa - jak ich rodzice. Zazwyczaj nie były też czystej krwi, a człowiek nie wiedział, czy stojąca przed nim kobieta nie jest czystokrwistą.
Czy on sam uznałby życie tego chłopaka za istotne?
Nie.
Mundur nie oznaczał przecież, że ten, kto go nosi, jest dobrą osobą.
Zamarł na chwilę i...
...Mavelle nie miała się dowiedzieć, czy ostatecznie po prostu oddałby się w jej ręce.
Rodzeństwo pochwyconego chłopca postanowiło bowiem wkroczyć do akcji. Być może oni uwierzyli w słowa Bones, a może tylko po otrząśnięciu się z pierwszej konsternacji postąpili tak, jak uczono ich na Nokturnie: uciekaj albo walcz. W tym przypadku najwyraźniej nie chcieli zostawić brata.
Chłopiec, na oko około sześcioletni, rzucił się na mężczyznę i zaczął okładać drobnymi piąstkami bok mężczyzny. Jego siostra, nieco starsza, z rozpędu wskoczyła mu na plecy, wydając z siebie głośny, bojowy okrzyk. Pochwycony dzieciak, i tak wijący się już jak piskorz, teraz wbił zęby w jego dłoń. Człowiek zawył z bólu. Spróbował rzucić zaklęcie, ale to poszybowało tylko w bok alejki. Mavelle miała teraz przed sobą ruchomą plątaninę rąk i nóg, gdy mężczyzna starał się strząsnąć z siebie dwójkę dzieci, a przy tym – może w głupim odruchu – nie wpadł na to, by po prostu puścić to trzecie. Gdyby teraz Brygadzistka rzuciła jakieś zaklęcie, istniałaby duża szansa na to, że trafi nie mężczyznę, a któreś z dziko walczących dzieci. Przy okazji z twarzy człowieka zsunął się materiał, który dotąd zasłaniał jej część.
Co ciekawe, wydawał się... jakby znajomy. Mavelle sama nie tak dawno sporządzała jego portret pamięciowy: jako podejrzanego w sprawie pewnego pobicia czarodzieja mugolskiego pochodzenia...
Fakt, że Brygadzistka ot tak położy kreskę na dziecku, mógł być trudny do uwierzenia. W końcu była na służbie, a to był mały czarodziej. Ale... chłopak pochodził z Nokturnu: nawet tutejsze męty miewały dzieci, równie pogardzane - i równie bezużyteczne dla społeczeństwa - jak ich rodzice. Zazwyczaj nie były też czystej krwi, a człowiek nie wiedział, czy stojąca przed nim kobieta nie jest czystokrwistą.
Czy on sam uznałby życie tego chłopaka za istotne?
Nie.
Mundur nie oznaczał przecież, że ten, kto go nosi, jest dobrą osobą.
Zamarł na chwilę i...
...Mavelle nie miała się dowiedzieć, czy ostatecznie po prostu oddałby się w jej ręce.
Rodzeństwo pochwyconego chłopca postanowiło bowiem wkroczyć do akcji. Być może oni uwierzyli w słowa Bones, a może tylko po otrząśnięciu się z pierwszej konsternacji postąpili tak, jak uczono ich na Nokturnie: uciekaj albo walcz. W tym przypadku najwyraźniej nie chcieli zostawić brata.
Chłopiec, na oko około sześcioletni, rzucił się na mężczyznę i zaczął okładać drobnymi piąstkami bok mężczyzny. Jego siostra, nieco starsza, z rozpędu wskoczyła mu na plecy, wydając z siebie głośny, bojowy okrzyk. Pochwycony dzieciak, i tak wijący się już jak piskorz, teraz wbił zęby w jego dłoń. Człowiek zawył z bólu. Spróbował rzucić zaklęcie, ale to poszybowało tylko w bok alejki. Mavelle miała teraz przed sobą ruchomą plątaninę rąk i nóg, gdy mężczyzna starał się strząsnąć z siebie dwójkę dzieci, a przy tym – może w głupim odruchu – nie wpadł na to, by po prostu puścić to trzecie. Gdyby teraz Brygadzistka rzuciła jakieś zaklęcie, istniałaby duża szansa na to, że trafi nie mężczyznę, a któreś z dziko walczących dzieci. Przy okazji z twarzy człowieka zsunął się materiał, który dotąd zasłaniał jej część.
Co ciekawe, wydawał się... jakby znajomy. Mavelle sama nie tak dawno sporządzała jego portret pamięciowy: jako podejrzanego w sprawie pewnego pobicia czarodzieja mugolskiego pochodzenia...