21.06.2023, 23:35 ✶
- Próbuję!!! – krzyknęła Brenna, chociaż ciężko było ją zrozumieć, bo zrobiła to w przerwie pomiędzy kolejnym protego, unikiem przed drętwotą i rzuceniem trzech impedimento, posyłanymi jedno po drugim, aż w końcu trzecie sięgnęło celu.
Gdy wreszcie Emily Rose przewróciła się, a dziwna smuga znikła – ruszając do pojemnika Sebastiana – Brenna stała jeszcze przez chwilę, wciąż celując różdżką w kobietę. Jakby spodziewała się, że ta zaraz wstanie i zaatakuje ich znowu. Gdy nic takiego się nie stało, Longbottom po prostu usiadła wprost na podłodze.
Owszem, pracowała w Departamencie Przestrzegania Prawa. I owszem, była w Zakonie Feniksa. Obie te rzeczy oznaczały, że miewała kłopoty, ale mimo wszystko – pojedynki na śmierć i życie, a ten chyba takim był, nie zdarzały się jej codziennie.
- O Merlinie – westchnęła i pokręciła głową. – Sebastian, gdybym o nim wiedziała, byłby tu jeszcze drugi egzorcysta i przynajmniej trzech Brygadzistów – wyznała, bo nie sprowadziła całego oddziału tylko dlatego, że sądziła, że ona i jej partner, obstawiający budynek, wystarczą. Jonathan – czy też Mortimer – nie miał w końcu różdżki. Odebrano mu ją tak na wszelki wypadek. – Zachowywała się normalnie. Mówiła po angielsku, w pełni zrozumiale. Była zirytowana naszą obecnością, ale to normalne, w końcu chciałam aresztować jej męża. Albo zamknąć go na oddziale zamkniętym. Albo egzorcyzmować. Nikt mi nie zgłosił, że coś w niej się zmieniło… cholera, jak tak teraz myślę, mogło to wynikać z tego, że ona chyba nie ma rodziny, poza mężem niekoniecznie ktoś lepiej ją znał… Nie myślałam, że będziemy tu odprawiać egzorcyzmy Emily Rose - wymamrotała i szarpnęła kosmyk włosów, zła na samą siebie.
Zdaniem Erika była czarnowidzem, ale najwyraźniej miała wręcz zbyt małą paranoję! Na podwójne opętanie nie była przygotowana! A skoro opętało Jonathana, powinna chyba pomyśleć, że może nie tylko jego?!
- Spodziewałbyś się drugiego ducha? – spytała retorycznie, chociaż zaraz zamarła w pół ruchu (bo właśnie planowała się podnieść) i spojrzała na Sebastiana z pewną podejrzliwością. Bo może to wcale nie powinno być retoryczne pytanie? – Takie rzeczy często się zdarzają…? – zapytała bardzo powoli, nagle w pamięci próbując przypomnieć sobie wszystkie dziwne zachowania przyjaciół, krewnych, znajomych i oskarżonych.
Bogowie, może opętania wcale nie były tak rzadkie, jak się jej dotąd wydawało?!
- Taaak, wezwę uzdrowiciela – odetchnęła w końcu, wstała i podeszła… do okna. Otworzyła je i pomachała do Brygadzisty, który miał nieszczęście dotąd być jej partnerem. – Hej! Mógłbyś posłać wiadomość do Munga? Przyda się nam uzdrowiciel.
Brenna obróciła się do Jonathana. Machnęła różdżką po raz kolejny, najpierw przywołując do siebie różdżkę Emily – tak na wszelki wypadek - rozpraszając wcześniejsze czary, które rzuciła, po czym podeszła do niego, by ostrożnie zdjąć mu kajdanki. Obserwowała mężczyznę przy tym czujnie, bo jakoś nie była już pewna, czy wierzyć, że to koniec kłopotów…
Gdy wreszcie Emily Rose przewróciła się, a dziwna smuga znikła – ruszając do pojemnika Sebastiana – Brenna stała jeszcze przez chwilę, wciąż celując różdżką w kobietę. Jakby spodziewała się, że ta zaraz wstanie i zaatakuje ich znowu. Gdy nic takiego się nie stało, Longbottom po prostu usiadła wprost na podłodze.
Owszem, pracowała w Departamencie Przestrzegania Prawa. I owszem, była w Zakonie Feniksa. Obie te rzeczy oznaczały, że miewała kłopoty, ale mimo wszystko – pojedynki na śmierć i życie, a ten chyba takim był, nie zdarzały się jej codziennie.
- O Merlinie – westchnęła i pokręciła głową. – Sebastian, gdybym o nim wiedziała, byłby tu jeszcze drugi egzorcysta i przynajmniej trzech Brygadzistów – wyznała, bo nie sprowadziła całego oddziału tylko dlatego, że sądziła, że ona i jej partner, obstawiający budynek, wystarczą. Jonathan – czy też Mortimer – nie miał w końcu różdżki. Odebrano mu ją tak na wszelki wypadek. – Zachowywała się normalnie. Mówiła po angielsku, w pełni zrozumiale. Była zirytowana naszą obecnością, ale to normalne, w końcu chciałam aresztować jej męża. Albo zamknąć go na oddziale zamkniętym. Albo egzorcyzmować. Nikt mi nie zgłosił, że coś w niej się zmieniło… cholera, jak tak teraz myślę, mogło to wynikać z tego, że ona chyba nie ma rodziny, poza mężem niekoniecznie ktoś lepiej ją znał… Nie myślałam, że będziemy tu odprawiać egzorcyzmy Emily Rose - wymamrotała i szarpnęła kosmyk włosów, zła na samą siebie.
Zdaniem Erika była czarnowidzem, ale najwyraźniej miała wręcz zbyt małą paranoję! Na podwójne opętanie nie była przygotowana! A skoro opętało Jonathana, powinna chyba pomyśleć, że może nie tylko jego?!
- Spodziewałbyś się drugiego ducha? – spytała retorycznie, chociaż zaraz zamarła w pół ruchu (bo właśnie planowała się podnieść) i spojrzała na Sebastiana z pewną podejrzliwością. Bo może to wcale nie powinno być retoryczne pytanie? – Takie rzeczy często się zdarzają…? – zapytała bardzo powoli, nagle w pamięci próbując przypomnieć sobie wszystkie dziwne zachowania przyjaciół, krewnych, znajomych i oskarżonych.
Bogowie, może opętania wcale nie były tak rzadkie, jak się jej dotąd wydawało?!
- Taaak, wezwę uzdrowiciela – odetchnęła w końcu, wstała i podeszła… do okna. Otworzyła je i pomachała do Brygadzisty, który miał nieszczęście dotąd być jej partnerem. – Hej! Mógłbyś posłać wiadomość do Munga? Przyda się nam uzdrowiciel.
Brenna obróciła się do Jonathana. Machnęła różdżką po raz kolejny, najpierw przywołując do siebie różdżkę Emily – tak na wszelki wypadek - rozpraszając wcześniejsze czary, które rzuciła, po czym podeszła do niego, by ostrożnie zdjąć mu kajdanki. Obserwowała mężczyznę przy tym czujnie, bo jakoś nie była już pewna, czy wierzyć, że to koniec kłopotów…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.