22.06.2023, 11:30 ✶
W ludzkiej postaci była zdenerwowana, nawet jeżeli tego po sobie nie pokazywała. Bała się: przede wszystkim tego, że zrobi coś źle, że przez to Steward wpadnie w kłopoty albo, co gorsza, że ucierpi chłopiec. Samo starcie z czarnoksiężnikami też wzbudzało pewną nerwowość. W wilczej postaci te emocje były przytłumione – zastąpione jedynie ogólnym uczuciem niepokoju.
Brenna pociągnęła wilczym nosem i… nie wyczuła niczego. Najlepsza oznaka, że na dom rzucono jakieś zaklęcia. Wyciszające? Wygłaszające?
Obiegła dom, na razie niczego nie dotykając. Przez chwilę węszyła przy zejściu do piwnicy i oglądała pnącza winogron, chcąc się przekonać, czy nie wyczuje zapachów ludzi – nie tyleż w samym domu, ale w jego okolicach - którzy niedawno tędy przechodzili – czy dało się dostać do środka nie uszkadzając pnączy, czy wyglądały na ruszane? Było to miejsce używane przez obecnych mieszkańców, czy może porzucone? Pod jasnym oknem przystanęła na dłuższą chwilę, wsłuchując się w dźwięki.
Szum.
Powstrzymała narastające w gardle warknięcie i zbliżyła się do jednej ze ścian. Nie w pobliżu wejścia do piwnicy, nie przy salonie. Drapnęła ją łapą, ot chcąc przekonać się, czy nastąpi jakaś reakcja. Uruchomi się alarm, zadziała magia, cokolwiek i poczekała kolejną chwilę na jakąś reakcję.
A jeśli ta nie nastąpiła?
Wciąż w wilczej postaci pobiegła do wejścia do piwnicy. Na razie zamierzając wciąż w zwierzęcej postaci sprawdzić, czy coś się stanie, jeśli przedrze się przez zeschnięte pnącza. Nie, nie było to bezpieczne, ale włamania do domów niewinnych czarodziejów/niebezpiecznych morderców i porywaczy nigdy takimi nie były. Ta pierwsza opcja mogła zniszczyć karierę zawodową, ta druga - zagrozić życiu...
Brenna pociągnęła wilczym nosem i… nie wyczuła niczego. Najlepsza oznaka, że na dom rzucono jakieś zaklęcia. Wyciszające? Wygłaszające?
Obiegła dom, na razie niczego nie dotykając. Przez chwilę węszyła przy zejściu do piwnicy i oglądała pnącza winogron, chcąc się przekonać, czy nie wyczuje zapachów ludzi – nie tyleż w samym domu, ale w jego okolicach - którzy niedawno tędy przechodzili – czy dało się dostać do środka nie uszkadzając pnączy, czy wyglądały na ruszane? Było to miejsce używane przez obecnych mieszkańców, czy może porzucone? Pod jasnym oknem przystanęła na dłuższą chwilę, wsłuchując się w dźwięki.
Szum.
Powstrzymała narastające w gardle warknięcie i zbliżyła się do jednej ze ścian. Nie w pobliżu wejścia do piwnicy, nie przy salonie. Drapnęła ją łapą, ot chcąc przekonać się, czy nastąpi jakaś reakcja. Uruchomi się alarm, zadziała magia, cokolwiek i poczekała kolejną chwilę na jakąś reakcję.
A jeśli ta nie nastąpiła?
Wciąż w wilczej postaci pobiegła do wejścia do piwnicy. Na razie zamierzając wciąż w zwierzęcej postaci sprawdzić, czy coś się stanie, jeśli przedrze się przez zeschnięte pnącza. Nie, nie było to bezpieczne, ale włamania do domów niewinnych czarodziejów/niebezpiecznych morderców i porywaczy nigdy takimi nie były. Ta pierwsza opcja mogła zniszczyć karierę zawodową, ta druga - zagrozić życiu...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.