23.06.2023, 00:11 ✶
Pazury zaorały białe drewno. Ale poza cienkim rysami, które zdobiły teraz ścianę (jak jakieś malutkie oznaczenie wilczej watahy oznaczającej dom), nie wydarzyło się nic więcej. Jeśli cokolwiek zostało tu rzucone, nie zareagowało na fizyczny dotyk, tak jak nie zareagowałoby na mugolską piłkę, która przyleciałaby z sąsiedniego podwórka i uderzyła przypadkiem w budynek. Albo też, co być może byłoby jeszcze bardziej niepokojące, nie było tu żadnych zaklęć ochronnych.
Wracając ku wejściu do piwnicy, w cieniu latarni dostrzegła stojącego nieruchomo Stewarda. Jego sylwetka wydawała się mała na tle magazynu. Z daleka obserwował jej działania, ale póki co nie miał powodu by biec Brennie na ratunek.
Zeschnięte pnącza zakuły ją w nos, gdy je się ich pozbywała. I znowu, choć oczyściła je na tyle by lepiej zobaczyć metalowy właz do piwnicy (otwierany do góry i skrywający prowadzące w dół schody), nie wyczuła by swoimi działaniami aktywowała jakąś tkwiącą w środku magię. Nie słyszała również kroków – ani ze środka domu, ani z piwnicy. Z tej ostatniej zaś do jej czulszego, wilczego nosa docierał nieprzyjemny zapach stęchlizny, pleśni i… krwi.
Wracając ku wejściu do piwnicy, w cieniu latarni dostrzegła stojącego nieruchomo Stewarda. Jego sylwetka wydawała się mała na tle magazynu. Z daleka obserwował jej działania, ale póki co nie miał powodu by biec Brennie na ratunek.
Zeschnięte pnącza zakuły ją w nos, gdy je się ich pozbywała. I znowu, choć oczyściła je na tyle by lepiej zobaczyć metalowy właz do piwnicy (otwierany do góry i skrywający prowadzące w dół schody), nie wyczuła by swoimi działaniami aktywowała jakąś tkwiącą w środku magię. Nie słyszała również kroków – ani ze środka domu, ani z piwnicy. Z tej ostatniej zaś do jej czulszego, wilczego nosa docierał nieprzyjemny zapach stęchlizny, pleśni i… krwi.