02.11.2022, 03:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2022, 03:12 przez William Lestrange.)
Przyglądał się bardzo uważnie temu jak Florence suszyła książkę. Zapewne zrobiłby to potem sam, jeżeli akurat by nie zapomniał... a jeżeli by zapomniał to na pewno ktoś w bibliotece zrobiłby to za niego, ale to nie było teraz istotne. Zamrugał pare razy, aby wrócić myślami do chwili obecnej, bo ich gonitwa przeszkadzała mu w skupieniu, rozmowie i jej podtrzymaniu.
- Słyszałem, ale tam ludzie odsuwają krzesła, czasami rozmawiają między sobą i ogólnie przychodzą. Tu jest względnie spokojnie, a też przez renomę samej łazienki ludzie raczej ją omijają. - zastanowił się nad kolejną częścią uwagi koleżanki z domu - Nie pomyślałem o tym, tak właściwie. Niezbyt często w ogóle mi się zdarza myśleć o takich rzeczach, w sumie byłbym z książką, więc czemu miałbym się bardziej skupiać na czekaniu na grupę jakichś nieznajomych dziewczyn niż na niej samej... - powiedział ostatnie słowa bardziej do siebie, myśląc na głos, niż do Florence, ale zorientował się za chwilę, że palnął to bezsensownie, zbyt szybko i kompletnie nie filtrując swojej gonitwy słów, jak zwykle. Westchnął głęboko, chciał jeszcze coś dodać, aby się usprawiedliwić, ale pojawienie się Marty i jej zawodzenie mu w tym przeszkodziło.
- Wybrać? czemu wybrać, to ja tu przyszedłem, przecież nie powiem duchowi żeby sobie poszedł, to niegrzeczne. - nie rozumiał czemu miałby woleć towarzystwo Szarej Damy. Jęczącą Marta, poza tym, że wypowiadała niektóre słowa stosunkowo za głośno i zbyt piskliwie była dla Lestrenge'a tylko tłem, gdy skupiał się na tym, co akurat czytał lub pisał.
Włosy zjeżyły mu się na karku, gdy zjawa wykrzyczała kolejne dwa pytania, uniósł aż brwi i spojrzał na nią w ten sposób jakby ta była klientem w sklepie, w którym sprzedawał rowery, a ona próbowała kupić mleko owocowe.
- Czemu nagle cię to interesuje?! Skoro inne duchy są takie mądre i lepsze ode mnie to niech one ci odpowiedzą!! - Marta nie wydawała się zadowolona pytaniami Florence, a William zatkał aż uszy czując jak zaczyna pękać mu głowa od podbijającego się echem od ścian łazienki piskliwego krzyku. Skrzywił się mimowolnie.
- Marto, nie chcieliśmy cię zdenerwować, to nie tak, że inne duchy są lepsze niż ty... a Florence zadała bardzo sensowne pytanie, czemu właściwie jesteś w łazience? Zamek jest spory. - chłopak spojrzał na Bulstrode przepraszająco. Cała ta sytuacja nie była jego winą, ale czuł jakby wcale jej nie polepszał. Zjawa założyła ręce na piersi, wciąż wyglądała na okropnie urażoną, przymknęła oczy i odwróciła głowę w drugą stronę, aby nie patrzeć na dwójkę uczniów, ale przynajmniej już nie krzyczała.
- Jeżeli tak bardzo potrzebujecie wiedzieć to tutaj umarłam. - odrzekła lakonicznie, wciąż urażona.
William poprawił kołnierzyk od koszuli, który non stop mu się podnosił i łaskotał w szczękę. Samo ubranie było bardzo wygniecione, więc Krukon nakładał na nie szary sweter z granatowymi akcentami.
- W ... łazience? Jak to się stało? Chyba się nie potknęłaś i nie uderzyłaś o coś głową? Czy wtedy wróciłabyś w ogóle jako duch? To nie miałoby sensu. - wypalił bez pomyślunku - Nie, że uważam, że mogłabyś to zrobić! Ja bym pewnie mógł tak umrzeć, często chodzę z rozwiązanymi sznurówkami. - uśmiechnął się skrępowany i spojrzał w panice na Florence.
- Słyszałem, ale tam ludzie odsuwają krzesła, czasami rozmawiają między sobą i ogólnie przychodzą. Tu jest względnie spokojnie, a też przez renomę samej łazienki ludzie raczej ją omijają. - zastanowił się nad kolejną częścią uwagi koleżanki z domu - Nie pomyślałem o tym, tak właściwie. Niezbyt często w ogóle mi się zdarza myśleć o takich rzeczach, w sumie byłbym z książką, więc czemu miałbym się bardziej skupiać na czekaniu na grupę jakichś nieznajomych dziewczyn niż na niej samej... - powiedział ostatnie słowa bardziej do siebie, myśląc na głos, niż do Florence, ale zorientował się za chwilę, że palnął to bezsensownie, zbyt szybko i kompletnie nie filtrując swojej gonitwy słów, jak zwykle. Westchnął głęboko, chciał jeszcze coś dodać, aby się usprawiedliwić, ale pojawienie się Marty i jej zawodzenie mu w tym przeszkodziło.
- Wybrać? czemu wybrać, to ja tu przyszedłem, przecież nie powiem duchowi żeby sobie poszedł, to niegrzeczne. - nie rozumiał czemu miałby woleć towarzystwo Szarej Damy. Jęczącą Marta, poza tym, że wypowiadała niektóre słowa stosunkowo za głośno i zbyt piskliwie była dla Lestrenge'a tylko tłem, gdy skupiał się na tym, co akurat czytał lub pisał.
Włosy zjeżyły mu się na karku, gdy zjawa wykrzyczała kolejne dwa pytania, uniósł aż brwi i spojrzał na nią w ten sposób jakby ta była klientem w sklepie, w którym sprzedawał rowery, a ona próbowała kupić mleko owocowe.
- Czemu nagle cię to interesuje?! Skoro inne duchy są takie mądre i lepsze ode mnie to niech one ci odpowiedzą!! - Marta nie wydawała się zadowolona pytaniami Florence, a William zatkał aż uszy czując jak zaczyna pękać mu głowa od podbijającego się echem od ścian łazienki piskliwego krzyku. Skrzywił się mimowolnie.
- Marto, nie chcieliśmy cię zdenerwować, to nie tak, że inne duchy są lepsze niż ty... a Florence zadała bardzo sensowne pytanie, czemu właściwie jesteś w łazience? Zamek jest spory. - chłopak spojrzał na Bulstrode przepraszająco. Cała ta sytuacja nie była jego winą, ale czuł jakby wcale jej nie polepszał. Zjawa założyła ręce na piersi, wciąż wyglądała na okropnie urażoną, przymknęła oczy i odwróciła głowę w drugą stronę, aby nie patrzeć na dwójkę uczniów, ale przynajmniej już nie krzyczała.
- Jeżeli tak bardzo potrzebujecie wiedzieć to tutaj umarłam. - odrzekła lakonicznie, wciąż urażona.
William poprawił kołnierzyk od koszuli, który non stop mu się podnosił i łaskotał w szczękę. Samo ubranie było bardzo wygniecione, więc Krukon nakładał na nie szary sweter z granatowymi akcentami.
- W ... łazience? Jak to się stało? Chyba się nie potknęłaś i nie uderzyłaś o coś głową? Czy wtedy wróciłabyś w ogóle jako duch? To nie miałoby sensu. - wypalił bez pomyślunku - Nie, że uważam, że mogłabyś to zrobić! Ja bym pewnie mógł tak umrzeć, często chodzę z rozwiązanymi sznurówkami. - uśmiechnął się skrępowany i spojrzał w panice na Florence.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated