25.06.2023, 01:12 ✶
Okolica pozostawała cicha i pochłonięta we śnie. Tak cicha i tak spokojna, w tamtej chwili, że nawet przemiana Brenny z powrotem w człowieka – widowiskowa, o której mugole mogliby wymyślać legendy – bo przecież żaden racjonalnie myślący mugol nie uwierzyłby w istnienie magii, uszła uwadze otoczenia.
Drzwi ustąpiły, gdy brygadzistka splotła zaklęcie otwierające. Same w sobie nie wyglądały na przesadnie solidne a i zamek, który miały wbudowany, musiał być raczej z kategorii tych najtańszych, może nawet dołączany był do nich fabrycznie (razem z metalowym, ciężkim kluczem). Nie wyglądały na zbyt często używane. Miały trochę rdzy przy zawiasach i skrzypiały, gdy Brenna powoli je otwierała. Dźwięk ten nie był głośny, ale przez panujący dookoła niezmącony spokój, słyszała go wyraźnie. A jednak i ten nie wywołał żadnej reakcji w trzech osobach przebywających w środku (według słów informatora). Wejście skrywało schody prowadzące w dół.
W szarudze zbliżającego się świtu, Brenna widziała leżące na nich gałązki, pozwijane w słupki liście i znajdujące się na samym dole schodów kolejne drzwi. Te już wyglądające bardzo normalnie i prowadzące, najprawdopodobniej do faktycznej piwnicy. Przed nimi leżała nawet stara, połamana wycieraczka (znowu wyglądająca na najtańszą, masową, mugolską produkcję). Pozostając w ludzkiej postaci, Longbottom nie czuła już zapachu krwi, ale wciąż uderzająca w nią, unosząca się w powietrzu woń stęchlizny i pleśni.
Drzwi ustąpiły, gdy brygadzistka splotła zaklęcie otwierające. Same w sobie nie wyglądały na przesadnie solidne a i zamek, który miały wbudowany, musiał być raczej z kategorii tych najtańszych, może nawet dołączany był do nich fabrycznie (razem z metalowym, ciężkim kluczem). Nie wyglądały na zbyt często używane. Miały trochę rdzy przy zawiasach i skrzypiały, gdy Brenna powoli je otwierała. Dźwięk ten nie był głośny, ale przez panujący dookoła niezmącony spokój, słyszała go wyraźnie. A jednak i ten nie wywołał żadnej reakcji w trzech osobach przebywających w środku (według słów informatora). Wejście skrywało schody prowadzące w dół.
W szarudze zbliżającego się świtu, Brenna widziała leżące na nich gałązki, pozwijane w słupki liście i znajdujące się na samym dole schodów kolejne drzwi. Te już wyglądające bardzo normalnie i prowadzące, najprawdopodobniej do faktycznej piwnicy. Przed nimi leżała nawet stara, połamana wycieraczka (znowu wyglądająca na najtańszą, masową, mugolską produkcję). Pozostając w ludzkiej postaci, Longbottom nie czuła już zapachu krwi, ale wciąż uderzająca w nią, unosząca się w powietrzu woń stęchlizny i pleśni.