25.06.2023, 03:48 ✶
Cóż, nie każde wypowiadane słowo mogło być prawdą. Inaczej nie istniałoby pojęcie kłamstwa, a niejeden ćwiczył w ten czy inny sposób umiejętność mydlenia oczu na wszelkie możliwe sposoby, byleby tylko zaciemnić obraz rzeczywistości i tym samym osiągnąć założone cele.
Tyle że czasem oszustwo zataczało większe kręgi i sięgało poza obrany cel. Tak jak i teraz, choć też nie do końca można było mieć pewność, iż to właśnie słowa Bones spowodowały, że dzieciaki zareagowały w ten, a nie inny sposób. Zwłaszcza że ulica rządziła się swoimi prawami. Spisane kodeksy nie miały takiego znaczenia; liczyło się za to, kto był silniejszy bądź po prostu szybszy i zwinniejszy. Żyj lub umieraj.
I nawet średnio miała prawo mieć pretensje do dzieciaków, że próbowały uratować swojego brata, mimo że ponownie mocno komplikowała się sytuacja. Bo a nuż może blef by się udał? Wahanie wszak dało się zauważyć pomimo zasłoniętej twarzy. Tym bardziej że na dobrą sprawę to nie było takie nieprawdopodobne, poświęcić dzieciaka bez mrugnięcia okiem.
Mimo munduru.
Ponownie ciśnięcie czaru ot tak nie wchodziło w grę – zbyt wysokie ryzyko, że trafi dzieciaka, nie poszukiwanego. Poszukiwanego, bo wyglądało na to, że gagatek jest aż nazbyt znajomy; nawet jeśli nie osobiście, to nie dało się nie rozpoznać tych rysów, które sama uwieczniła na papierze, żeby ułatwić pochwycenie tegoż właśnie delikwenta.
Nie bardzo miała wybór. On – większy i silniejszy. Dzieciaki – słabsze, ale mające przewagę liczebną. Rozsądzenie, na którą stronę przechylą się szale wagi, nie było takie proste, dlatego nie mogła pozostać bierną. Podbiegła bliżej, z zamiarem… cóż, złapania mężczyzny, za co dało się złapać. Ręka, może ramię. Żadnych dystansowych czarów – zaraz po tym, przystawić różdżkę do jego ciała, wypuszczając przy tym czar paraliżujący.
Tyle że czasem oszustwo zataczało większe kręgi i sięgało poza obrany cel. Tak jak i teraz, choć też nie do końca można było mieć pewność, iż to właśnie słowa Bones spowodowały, że dzieciaki zareagowały w ten, a nie inny sposób. Zwłaszcza że ulica rządziła się swoimi prawami. Spisane kodeksy nie miały takiego znaczenia; liczyło się za to, kto był silniejszy bądź po prostu szybszy i zwinniejszy. Żyj lub umieraj.
I nawet średnio miała prawo mieć pretensje do dzieciaków, że próbowały uratować swojego brata, mimo że ponownie mocno komplikowała się sytuacja. Bo a nuż może blef by się udał? Wahanie wszak dało się zauważyć pomimo zasłoniętej twarzy. Tym bardziej że na dobrą sprawę to nie było takie nieprawdopodobne, poświęcić dzieciaka bez mrugnięcia okiem.
Mimo munduru.
Ponownie ciśnięcie czaru ot tak nie wchodziło w grę – zbyt wysokie ryzyko, że trafi dzieciaka, nie poszukiwanego. Poszukiwanego, bo wyglądało na to, że gagatek jest aż nazbyt znajomy; nawet jeśli nie osobiście, to nie dało się nie rozpoznać tych rysów, które sama uwieczniła na papierze, żeby ułatwić pochwycenie tegoż właśnie delikwenta.
Nie bardzo miała wybór. On – większy i silniejszy. Dzieciaki – słabsze, ale mające przewagę liczebną. Rozsądzenie, na którą stronę przechylą się szale wagi, nie było takie proste, dlatego nie mogła pozostać bierną. Podbiegła bliżej, z zamiarem… cóż, złapania mężczyzny, za co dało się złapać. Ręka, może ramię. Żadnych dystansowych czarów – zaraz po tym, przystawić różdżkę do jego ciała, wypuszczając przy tym czar paraliżujący.