02.11.2022, 11:54 ✶
Miały inne charaktery, inną historię, inne rodziny. Brenna zasadniczo nie próbowała liczyć na innych: za to robiła wszystko, aby ci inni mogli liczyć na nią. Prawdopodobnie taka filozofia nie była zbyt mądra i prędzej czy później miał nadejść dzień, kiedy ugryzie ją to w tyłek. Bardzo boleśnie. I po prawdzie sama Brenna nie była aż tak naiwna, aby nie zdawać sobie z tego sprawy. Mimo to wciąż robiła to, co robiła i nie chciała zmieniać ani jednej rzeczy.
Uniosła lekko brwi, gdy została uszczypnięta w policzek. Nie szarpała się, okazała zdziwienie tylko w ten sposób. Nie zdawała się też szczególnie oburzona: Brenna przywykła do przyjmowania świata takim, jakim był, a to że koleżanka ze szkoły nagle postanowiła złapać ją za twarz nie wydawało się jej jeszcze najdziwniejszym wydarzeniem, jakie mogło się jej przytrafić.
- Muszę przyznać, że ostatnio szczypano mnie po twarzy i nazywano uroczo, kiedy miałam dwanaście lat – stwierdziła. Była to ciotka, a Brenna ją kopnęła, za co potem oberwała karę od ojca. Była na niego obrażona, dopóki nie dowiedziała się, że wygłosił swojej kuzynce pogadankę na temat tego, że dzieci mogą sobie nie życzyć, żeby ktoś klepał je po twarzy.
- Dreszczyk emocji, jak rozumiem. Mnie to dawały pojedynki. Nigdy nie wiesz, czy wygrasz, czy przegrasz. Niestety, obecnie nie mam na nie za wiele czasu – przyznała. Może i nie mogła tego zrozumieć do końca, ale potrafiła przełożyć sobie „na własny język”. W czasach szkolnych naprawdę uwielbiała pojedynkowanie się, a obecnie bardzo żałowała, że nie może należeć do Srebrnych Różdżek. Ot obowiązki wobec Zakonu sprawiały, że przyjacielskie pojedynki zeszły na dalszy plan. Teraz ćwiczyła raczej przetrwanie niż walkę dla zabawy…
Jeśli szło o Malfoyów… to Seraphina nie pomyliła się aż tak bardzo. Brenna już umówiła się z jedną Malfoyówną. Wprawdzie tym rodem rzadko kierowała dobrać serca, ale lubili pokazywać się w towarzystwie.
- Och, pączki – oświadczyła, uśmiechając się szeroko. – Dobrze, to pominęłam. Też bardzo lubię pączki. Znam tę piekarnię, chociaż obecnie w moim sercu pierwsze miejsce na pewno zajmie Nora Nory. To nowa kawiarnia, a jej właścicielka jest absolutnie cudowną czarodziejką w kuchni – zapowiedziała i to całkiem szczerze. Od razu jej myśli uciekły ku pączkom czekoladowym od Nory…
- Nie, raczej nie. Żadna ozdoba nie utrzyma się na moich włosach dłużej niż dziesięć minut – oświadczyła. Może chciała uniknąć rozpoczęcia zabiegów fryzjerskich na jej włosach, a może mówiła prawdę… ewentualnie oba. To było całkiem prawdopodobne, bo Brenna zwykle poruszała się tak szybko i tyle rzeczy próbowała robić na raz, że wszelkie spinki musiały polec w tej walce.
Uniosła lekko brwi, gdy została uszczypnięta w policzek. Nie szarpała się, okazała zdziwienie tylko w ten sposób. Nie zdawała się też szczególnie oburzona: Brenna przywykła do przyjmowania świata takim, jakim był, a to że koleżanka ze szkoły nagle postanowiła złapać ją za twarz nie wydawało się jej jeszcze najdziwniejszym wydarzeniem, jakie mogło się jej przytrafić.
- Muszę przyznać, że ostatnio szczypano mnie po twarzy i nazywano uroczo, kiedy miałam dwanaście lat – stwierdziła. Była to ciotka, a Brenna ją kopnęła, za co potem oberwała karę od ojca. Była na niego obrażona, dopóki nie dowiedziała się, że wygłosił swojej kuzynce pogadankę na temat tego, że dzieci mogą sobie nie życzyć, żeby ktoś klepał je po twarzy.
- Dreszczyk emocji, jak rozumiem. Mnie to dawały pojedynki. Nigdy nie wiesz, czy wygrasz, czy przegrasz. Niestety, obecnie nie mam na nie za wiele czasu – przyznała. Może i nie mogła tego zrozumieć do końca, ale potrafiła przełożyć sobie „na własny język”. W czasach szkolnych naprawdę uwielbiała pojedynkowanie się, a obecnie bardzo żałowała, że nie może należeć do Srebrnych Różdżek. Ot obowiązki wobec Zakonu sprawiały, że przyjacielskie pojedynki zeszły na dalszy plan. Teraz ćwiczyła raczej przetrwanie niż walkę dla zabawy…
Jeśli szło o Malfoyów… to Seraphina nie pomyliła się aż tak bardzo. Brenna już umówiła się z jedną Malfoyówną. Wprawdzie tym rodem rzadko kierowała dobrać serca, ale lubili pokazywać się w towarzystwie.
- Och, pączki – oświadczyła, uśmiechając się szeroko. – Dobrze, to pominęłam. Też bardzo lubię pączki. Znam tę piekarnię, chociaż obecnie w moim sercu pierwsze miejsce na pewno zajmie Nora Nory. To nowa kawiarnia, a jej właścicielka jest absolutnie cudowną czarodziejką w kuchni – zapowiedziała i to całkiem szczerze. Od razu jej myśli uciekły ku pączkom czekoladowym od Nory…
- Nie, raczej nie. Żadna ozdoba nie utrzyma się na moich włosach dłużej niż dziesięć minut – oświadczyła. Może chciała uniknąć rozpoczęcia zabiegów fryzjerskich na jej włosach, a może mówiła prawdę… ewentualnie oba. To było całkiem prawdopodobne, bo Brenna zwykle poruszała się tak szybko i tyle rzeczy próbowała robić na raz, że wszelkie spinki musiały polec w tej walce.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.