28.06.2023, 18:27 ✶
Tim uśmiechnął się lekko, jakoś dziwnie zadowolony z faktu, że Shafiq przyznał, że liczy na jego udział odnośnie mechanizmów. Było w tym coś pokrzepiającego, że swoim konikiem tez będzie mógł się zając. Nie wspominając już o tym, że podobnie jak Cathalowi, po głowie Fletchera przewijało się, że nigdy nie wadziło być w tej kwestii ostrożnym. Im więcej głów, które miały się zastanawiać nad danym problemem, tym większe prawdopodobieństwo, że skutecznie zostanie on rozwiązany.
- Prewettówna? - zainteresował się, spoglądając na twarz rozmówcy nieco bardziej ciekawsko. - Jak ma na imię? - dodał jeszcze. Czasem świat wydawał się zaskakująco mały i mimo że Tim zdawał sobie sprawę z tego, jak małe istnieje prawdopodobieństwo, że faktycznie kojarzyłby wspomnianą dziewczynę, szanse wciąż były jakieś.
Pamiętał co wydarzyło się w Irlandii, ale nie chciał kończyć tego tematu. Sam zwykłym fartem uniknął losu, który podzieliły cztery osoby, które już nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Było w tym coś, co przynosiło ulgę, ale jednocześnie ścinało odrobinę krew w żyłach i sprawiało, że włoski na karku unosiły się nieco.
Słysząc o zostawieniu kontaktu, przestąpił z nogi na nogę. Co, miał zostawić wizytówkę? O ile się orientował, to Will nie posiadał takich rzeczy. Z resztą... spróbowałby tylko. Tim polegał na nim w wielu kwestiach, czasem myślał, że aż zbyt wielu i niezbyt widziało mu się, żeby jego młodszy brat przyjmował na boku jakieś konkretne roboty. To nie tak, że nie chciał, żeby młody się rozwijał, ale zawsze lepiej było mieć pod ręką kogoś, kto nie miał nic lepszego do roboty.
- Jeśli będzie potrzebny, to można się z nim kontaktować przez mnie. To chyba nawet będzie bardziej efektowne - rzucił enigmatycznie, nie do końca będąc też skorym, by tak zwyczajnie powiedzieć, że chodziło o jego młodszego brata.
Odebrał do Cathala podane mu wersje umów, przelotnie je przeglądając. Chociaż jego przelotnie, nie znaczyło nieostrożnie, bo Fletcher już dawno opanował umiejętność znajdowania odpowiednich kwestii w tego typu papierach i wyłapywania wszelkich ewentualnych 'ale'. Ktoś, kto nie pracował w pół podejrzanym sklepie zdziwiłby się, ile ludzi próbowało coś z nim podpisywać i liczyć na to, że akurat kiedy podsuwają mu kartkę pod nos to oślepnie.
- Raczej nie trzeba - wzruszył ramionami, wyciągając pióro by złożyć podpis na papierze przeznaczonym dla stałych współpracowników. Skoro miał już wybierać, to po co się rozdrabniać. Po złożeniu autografu, oddał papiery Shafiqowi, spoglądając na niego z pewnego rodzaju wyczekiwaniem. Bo jeśli to już wszystko, to nie pozostało mu nic innego, jak zabrać stąd siebie i swój przeklęty neseser.
- Prewettówna? - zainteresował się, spoglądając na twarz rozmówcy nieco bardziej ciekawsko. - Jak ma na imię? - dodał jeszcze. Czasem świat wydawał się zaskakująco mały i mimo że Tim zdawał sobie sprawę z tego, jak małe istnieje prawdopodobieństwo, że faktycznie kojarzyłby wspomnianą dziewczynę, szanse wciąż były jakieś.
Pamiętał co wydarzyło się w Irlandii, ale nie chciał kończyć tego tematu. Sam zwykłym fartem uniknął losu, który podzieliły cztery osoby, które już nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Było w tym coś, co przynosiło ulgę, ale jednocześnie ścinało odrobinę krew w żyłach i sprawiało, że włoski na karku unosiły się nieco.
Słysząc o zostawieniu kontaktu, przestąpił z nogi na nogę. Co, miał zostawić wizytówkę? O ile się orientował, to Will nie posiadał takich rzeczy. Z resztą... spróbowałby tylko. Tim polegał na nim w wielu kwestiach, czasem myślał, że aż zbyt wielu i niezbyt widziało mu się, żeby jego młodszy brat przyjmował na boku jakieś konkretne roboty. To nie tak, że nie chciał, żeby młody się rozwijał, ale zawsze lepiej było mieć pod ręką kogoś, kto nie miał nic lepszego do roboty.
- Jeśli będzie potrzebny, to można się z nim kontaktować przez mnie. To chyba nawet będzie bardziej efektowne - rzucił enigmatycznie, nie do końca będąc też skorym, by tak zwyczajnie powiedzieć, że chodziło o jego młodszego brata.
Odebrał do Cathala podane mu wersje umów, przelotnie je przeglądając. Chociaż jego przelotnie, nie znaczyło nieostrożnie, bo Fletcher już dawno opanował umiejętność znajdowania odpowiednich kwestii w tego typu papierach i wyłapywania wszelkich ewentualnych 'ale'. Ktoś, kto nie pracował w pół podejrzanym sklepie zdziwiłby się, ile ludzi próbowało coś z nim podpisywać i liczyć na to, że akurat kiedy podsuwają mu kartkę pod nos to oślepnie.
- Raczej nie trzeba - wzruszył ramionami, wyciągając pióro by złożyć podpis na papierze przeznaczonym dla stałych współpracowników. Skoro miał już wybierać, to po co się rozdrabniać. Po złożeniu autografu, oddał papiery Shafiqowi, spoglądając na niego z pewnego rodzaju wyczekiwaniem. Bo jeśli to już wszystko, to nie pozostało mu nic innego, jak zabrać stąd siebie i swój przeklęty neseser.