02.11.2022, 12:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2022, 12:05 przez Florence Bulstrode.)
- Wilgoć nie służy książkom – oświadczyła Florence lakonicznie na słowa Williama. Czy zaskakiwało ją, że najwyraźniej zupełnie nie zrozumiał, o co jej chodziło? Ani trochę. Nie chodziło o to, że miała Lestrange’a za głupiego. Raczej odwrotnie. Zdawało się, że pewne codzienne sprawy, jasne dla zwykłych śmiertelników, dla niego, pochłoniętego wyższymi rozważaniami, są nieco zbyt… przyziemne.
Może nawet pokusiłaby się o wyjaśnienia, zarówno kwestii wchodzących do łazienki dziewczyn, jak i tego, co miała na myśli odnośnie ducha, gdyby nie towarzystwo Marty. Lekki grymas na ułamek sekundy wykrzywił twarz Florence, nim ta wróciła do poprzedniego, beznamiętnego wyrazu. Przez głowę przeszło jej, że jeśli ktoś ogłosiłby zawody na najgłośniejszego ducha w zamku, w finale z pewnością rywalizowaliby Marta oraz Irytek, a ta walka byłaby bardzo zacięta i nie brano by w niej jeńców.
- Inne duchy nie nawiedzają łazienek – poinformowała Florence, zupełnie nie pojmując słów Marty. I ona podobno była Krukonką? Przecież to logiczne, że Bulstrode nie mogła zapytać żadnego innego ducha, dlaczego nawiedza łazienkę, skoro tego nie robił. – Wieże, lochy, krużganki… Żadnych łazienek.
Przepraszające spojrzenie Williama zbyła lekkim wzruszeniem ramion. W końcu to nie była jego wina, że łazienkę nawiedzał szalony duch. A ona mogła stąd sobie po prostu pójść: była pewna, że Dorothy już znikła z korytarza i popędziła oglądać trening. Słowa o śmierci w łazience zatrzymały ją jednak na miejscu. Florence znała kilka historii hogwarckich duchów i wiedziała, że większość z nich wcale tu nie umarła. A tu… śmierć w Hogwarcie? W dodatku w łazience?
Jak można zabić się w łazience? Czy Marta popełniła samobójstwo? Albo na coś chorowała i tutaj zemdlała?
- Potwierdzam. Jestem całkowicie pewna, że nadejdzie dzień, gdy William potknie się na progu jakiejś łazienki i rozbije sobie głowę – oświadczyła bez zmrużenia powieki, kiedy on popatrzył na nią w panice, a twarz Marty już wykrzywiła się, jakby martwa dziewczyna już, zaraz, teraz, miała uderzyć w kolejny atak histerii. Florence może i nie była tą najbardziej empatyczną istotą na świecie, ale jeżeli się uparła, to potrafiła podejść ludzi…
Pora sprawdzić, czy zadziała to na duchy.
- Jestem pewna, że ty nie umarłaś w tak głupi sposób, prawda? Krukońskie dziewczyny nie rozbijają sobie głów o umywalki – podpuściła ją. – To na pewno fascynująca historia. Jestem pewna, że William bardzo chciałby ją usłyszeć – dodała perfidnie, bo zdążyła już wyłapać, że Marta zdawała się bardzo niechętna wobec niej, za to zachowywała względnie przyjaźnie wobec Williama. Może po prostu polubiła chłopca?
Duch uniósł się, a potem znów opadł. Na twarzy Marty pojawił się namysł, gdy wodziła spojrzeniem pomiędzy Krukonem i Krukonką.
- Uciekłam do łazienki, bo Olivia wyśmiewała moje okulary – pożaliła się.
Może nawet pokusiłaby się o wyjaśnienia, zarówno kwestii wchodzących do łazienki dziewczyn, jak i tego, co miała na myśli odnośnie ducha, gdyby nie towarzystwo Marty. Lekki grymas na ułamek sekundy wykrzywił twarz Florence, nim ta wróciła do poprzedniego, beznamiętnego wyrazu. Przez głowę przeszło jej, że jeśli ktoś ogłosiłby zawody na najgłośniejszego ducha w zamku, w finale z pewnością rywalizowaliby Marta oraz Irytek, a ta walka byłaby bardzo zacięta i nie brano by w niej jeńców.
- Inne duchy nie nawiedzają łazienek – poinformowała Florence, zupełnie nie pojmując słów Marty. I ona podobno była Krukonką? Przecież to logiczne, że Bulstrode nie mogła zapytać żadnego innego ducha, dlaczego nawiedza łazienkę, skoro tego nie robił. – Wieże, lochy, krużganki… Żadnych łazienek.
Przepraszające spojrzenie Williama zbyła lekkim wzruszeniem ramion. W końcu to nie była jego wina, że łazienkę nawiedzał szalony duch. A ona mogła stąd sobie po prostu pójść: była pewna, że Dorothy już znikła z korytarza i popędziła oglądać trening. Słowa o śmierci w łazience zatrzymały ją jednak na miejscu. Florence znała kilka historii hogwarckich duchów i wiedziała, że większość z nich wcale tu nie umarła. A tu… śmierć w Hogwarcie? W dodatku w łazience?
Jak można zabić się w łazience? Czy Marta popełniła samobójstwo? Albo na coś chorowała i tutaj zemdlała?
- Potwierdzam. Jestem całkowicie pewna, że nadejdzie dzień, gdy William potknie się na progu jakiejś łazienki i rozbije sobie głowę – oświadczyła bez zmrużenia powieki, kiedy on popatrzył na nią w panice, a twarz Marty już wykrzywiła się, jakby martwa dziewczyna już, zaraz, teraz, miała uderzyć w kolejny atak histerii. Florence może i nie była tą najbardziej empatyczną istotą na świecie, ale jeżeli się uparła, to potrafiła podejść ludzi…
Pora sprawdzić, czy zadziała to na duchy.
- Jestem pewna, że ty nie umarłaś w tak głupi sposób, prawda? Krukońskie dziewczyny nie rozbijają sobie głów o umywalki – podpuściła ją. – To na pewno fascynująca historia. Jestem pewna, że William bardzo chciałby ją usłyszeć – dodała perfidnie, bo zdążyła już wyłapać, że Marta zdawała się bardzo niechętna wobec niej, za to zachowywała względnie przyjaźnie wobec Williama. Może po prostu polubiła chłopca?
Duch uniósł się, a potem znów opadł. Na twarzy Marty pojawił się namysł, gdy wodziła spojrzeniem pomiędzy Krukonem i Krukonką.
- Uciekłam do łazienki, bo Olivia wyśmiewała moje okulary – pożaliła się.