Zdusił w sobie głębokie westchnienie. Po tylu latach pracy w departamencie zdążył się już przyzwyczaić, że ich nazwisko kojarzyło się dosyć... specyficznie. Nie dość, że Longbottomowie od pokoleń mieli dosyć ścisłe powiązania z siłami bezpieczeństwa, to jeszcze trafiło się, że całkiem sporo roczników w rodzie postanowiło kontynuować rodzinną tradycję. Reputacja sama się budowała.
— To zależy, jak bardzo się dzielisz z naszymi znajomymi z pracy podwyższoną czujnością przez ostatnie... zdarzenia na scenie społeczno-politycznej — odparł lekkim tonem, odwołując się oczywiście do nabierającego na sile konfliktu ze zwolennikami Czarnego Pana. — Gdybyś przyjęła tego chłopaka spod Kotła do domu bez sprawdzenia, to dałabyś sygnał, że... zmiękłaś. A teraz nawet my zastanawiamy się nad niektórymi decyzjami po kilka razy.
To nie tak, że zmienili się o sto osiemdziesiąt stopni i chęć zawarcia przyjaźni z całym światem gwałtownie zmalała tudzież zmieniła się w czystą nienawiść do każdego, kto miał inne zdanie od nich. Przynajmniej jeszcze nie. Ciężko było jednak nie zmienić swojego podejścia, zwłaszcza gdy oboje byli w szeregach aż dwóch organizacji starających się zwalczać wpływy Śmierciożerców w Wielkiej Brytanii.
— A kto nie marzy o psie, gdy masz magię na podorędziu? — Wzruszył ramionami. Gdyby nie magiczne zdolności pewne aspekty opieki nad czworonożnym podopiecznym byłyby dużo bardziej uciążliwe, a tak łatwo było je wyeliminować z codziennego życia. — Jeszcze kilka wizyt, to zostaniemy honorowymi sponsorami tamtego przytułku. Szanuję, że próbujesz rozszerzyć naszą działalność charytatywną.
Uśmiechnął się przepraszająco do Danielle, gdy jego wtargnięcie ją rozbudziło. Na szczęście paplanina Brenny dosyć sprawnie zatarła ślady zażenowania detektywa. Przycupnął na krawędzi łóżka, co by mieć obie kobiety w polu widzenia.
— Znaleźliśmy podczas spaceru w Szkocji — wytłumaczył zdawkowo, domyślając się, że zapewne siostra będzie chciała przedstawić o wiele bardziej szczegółową wersję historii. Ze wszystkimi dramatycznymi fragmentami.
Uśmiechnął się uspokajająco do psiaka, jednak nie rzucił się od razu do tego, aby go podrapać za uchem. Wolał, żeby zwierzak przywykł do obecności kilku osób w pokoju o tak małym metrażu. Zwłaszcza dosłownie chwilę po przebudzeniu. Biedak pewnie dalej był nieźle zestresowany po ostatnich przeżyciach.
— Coś w tym jest, Dani — wtrącił się do rozmowy, stając po stronie kuzynki. — Może są trochę wygodnickie, ale mieszkają w posiadłości. Wszyscy jesteśmy tu trochę rozpuszczeni. A jak dobrze wiadomo, zwierzęta upodabniają się do swoich właścicieli. Tak samo, jak z dziećmi. — Zmarszczył brwi. — Tylko wtedy to odnosi się rodziców, a nie właścicieli. Tak dla jasności.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞