02.11.2022, 12:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2023, 15:22 przez Brenna Longbottom.)
Przyglądając się mężczyźnie mogła stwierdzić, że coś jej chyba świta - w szkole zasadniczo zapamiętywała twarze i umiała bezbłędnie wyrecytować nie tylko wszystkich ze swojego roku, ale też tych dwa lata wyżej i niżej, a także większość, od których dzieliły ją trzy roczniku. Tu na przeszkodzie przypomnienia sobie, kim był, stało nie tyleż to, że nie mieli nigdy ze sobą irytacji, a raczej to, że na pewno nie widzieli się od jakichś kilkunastu lat, a w dodatku przybyło mu blizn. Nie przypominał tej twarzy, którą mogła dostrzec czasem w Wielkiej Sali czy na korytarzu - i zapamiętać tylko dlatego, że zwracała uwagę na ludzi.
Trzeba było jednak przyznać, że zasadniczo przyjął dość dobrą strategię działania, bo dowolny mugol dałby się pewnie przekonać, że zrobiono z niego idiotę.
Chyba że Martin trafiłby na jakiegoś bardzo, bardzo upartego. I dlatego Brenna nie do końca uważała, że rzucanie zaklęć w księgarni, by uniknąć awantury o popiół, było najmądrzejszym posunięciem.
Brenna ruszyła pomiędzy półki, ostatnie odkładając Le Guin ponownie na regał. Postanowiła, że najpierw sprawdzi w jednej księgarni czy nie ma poprzedniego tomu, bo inaczej na pewno przeczyta najpierw ten i być może popsuje zabawę - tu niewiele zrozumie, a czytając poprzedni, będzie przez to wiedzieć, co się w nim wydarzy.
Nie ruszyła jednak od razu do wyjścia. Gdy księgi posypały się, podeszła znów do Croucha, pochyliła się ku nim i zaczęła je zbierać: raz, bo po prostu szkoda jej było książek, za bardzo je lubiła, aby pozwolić im leżeć na podłodze, dwa, że w przypadku Brenny ruszenie z pomocą w takich sytuacjach, nawet obcym osobom, było odruchem wręcz bezwarunkowym. Po prostu nie byłaby sobą, gdyby przeszła obojętnie.
- Bardzo proszę więcej nie czarować w mugolskich lokacjach, bo następnym razem będę musiała wlepić panu mandat za coś takiego - poinformowała Brenna dość cicho, korzystając z tego, że oboje są pochyleni i właściciel nie ma szans podsłuchać, co takiego wyszeptała. Po czym kobieta wyprostowała się, posłała Martinowi Crouchowi uśmiech i odłożyła ostatnią książkę na ekspozycję. Potem zaś Brenna skierowała się do wyjścia, już nie czekając na odpowiedź: nie zamierzała w końcu dawać mu mandatu teraz - ostatecznie Martin nie popełnił specjalnej zbrodni, i nawet nie czarował na oczach mugola, wszak była czarodziejką - ani męczyć biedaka dalej, gdy chciał wyraźnie uciec przed jakimkolwiek towarzystwem. Brenna bywała natarczywa wobec krewnych i znajomych, ale z wiekiem nauczyła się wycofywać, kiedy ktoś w jej oczach pragnął zostać sam.
Wyszła więc prosto na londyńską ulicę, by przejść nią i następnie skręcić w pierwszy lepszy zaułek. Nawet jeżeli miała chęć powłóczyć się jeszcze po mugolskim Londynie, rozsądek ostatecznie zwyciężył. Brenna skryła się gdzieś za kubłami na śmieci, rozejrzała, czy żaden mugol nie dostrzeże jej w panującej w zaułku ciemności, a potem aportowała z cichym pyknięciem - prosto do Doliny Godryka.
Trzeba było jednak przyznać, że zasadniczo przyjął dość dobrą strategię działania, bo dowolny mugol dałby się pewnie przekonać, że zrobiono z niego idiotę.
Chyba że Martin trafiłby na jakiegoś bardzo, bardzo upartego. I dlatego Brenna nie do końca uważała, że rzucanie zaklęć w księgarni, by uniknąć awantury o popiół, było najmądrzejszym posunięciem.
Brenna ruszyła pomiędzy półki, ostatnie odkładając Le Guin ponownie na regał. Postanowiła, że najpierw sprawdzi w jednej księgarni czy nie ma poprzedniego tomu, bo inaczej na pewno przeczyta najpierw ten i być może popsuje zabawę - tu niewiele zrozumie, a czytając poprzedni, będzie przez to wiedzieć, co się w nim wydarzy.
Nie ruszyła jednak od razu do wyjścia. Gdy księgi posypały się, podeszła znów do Croucha, pochyliła się ku nim i zaczęła je zbierać: raz, bo po prostu szkoda jej było książek, za bardzo je lubiła, aby pozwolić im leżeć na podłodze, dwa, że w przypadku Brenny ruszenie z pomocą w takich sytuacjach, nawet obcym osobom, było odruchem wręcz bezwarunkowym. Po prostu nie byłaby sobą, gdyby przeszła obojętnie.
- Bardzo proszę więcej nie czarować w mugolskich lokacjach, bo następnym razem będę musiała wlepić panu mandat za coś takiego - poinformowała Brenna dość cicho, korzystając z tego, że oboje są pochyleni i właściciel nie ma szans podsłuchać, co takiego wyszeptała. Po czym kobieta wyprostowała się, posłała Martinowi Crouchowi uśmiech i odłożyła ostatnią książkę na ekspozycję. Potem zaś Brenna skierowała się do wyjścia, już nie czekając na odpowiedź: nie zamierzała w końcu dawać mu mandatu teraz - ostatecznie Martin nie popełnił specjalnej zbrodni, i nawet nie czarował na oczach mugola, wszak była czarodziejką - ani męczyć biedaka dalej, gdy chciał wyraźnie uciec przed jakimkolwiek towarzystwem. Brenna bywała natarczywa wobec krewnych i znajomych, ale z wiekiem nauczyła się wycofywać, kiedy ktoś w jej oczach pragnął zostać sam.
Wyszła więc prosto na londyńską ulicę, by przejść nią i następnie skręcić w pierwszy lepszy zaułek. Nawet jeżeli miała chęć powłóczyć się jeszcze po mugolskim Londynie, rozsądek ostatecznie zwyciężył. Brenna skryła się gdzieś za kubłami na śmieci, rozejrzała, czy żaden mugol nie dostrzeże jej w panującej w zaułku ciemności, a potem aportowała z cichym pyknięciem - prosto do Doliny Godryka.
Postać opuszcza sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.