29.06.2023, 03:08 ✶
Przyglądał się jej od momentu, kiedy tylko została naciśnieta klamka do jego pokoju, a ona wślizgnęła się do jego pokoju, niosąc tacę z jedzeniem.
W normalnych warunkach, pewnie przekręcałby się na drugi bok, wciąż uwięziony w objęciach Morfeusza. Ostatnie przeżycia jednak niekoniecznie sprzyjały normalnemu, zdrowemu snowi. Ten, który go nawiedzał, określiłby raczej mianem męczącego. Ciężkiego, w który wpadał i wypadał, często z braku laku, zmuszony uskarżaniem się ciała o odpoczynek.
Wzdrygnął się, widząc jej nagły, nieporęczny ruch w jej stronę, bojąc się że skończy na tym, na co się zanosiło - że wywróci się na niego, razem z całą zawartością naczyń, które właśnie niosła. Na szczęście jednak, w ostatnim momencie udało jej się jakoś z tego wybrnąć, jego zostawiając nieco nerwowo podpartego na łokciach. Tak jakby w ten sposób miał uniknąć niedoszłej katastrofy.
- Nic nie szkodzi - odparł, obdarzając ją lekkim, nieco ironicznym uśmiechem, dla niego jednak bardzo typowym.
Przyglądał jej się z zaciekawieniem, mając wrażenie, że powinien ją skądś kojarzyć. Może widział ją w Kowenie, a może plątała się gdzieś przy stoiskach podczas świąt - w końcu chyba była kapłanką. A może i widział ją jeszcze na korytarzach Hogwartu. Na pierwszy rzut oka wydawała się w podobnym wieku, ale gdyby byli na tym samym roku pamiętałby ją. Podobnie jeśli chodziło o roczniki starsze, bo te zajmowały go o wiele bardziej niż młodsze, w jego mniemaniu wciąż smarkate.
- Nie ma potrzeby być tak formalnym. Wystarczy Atreus - rzucił do niej, zaglądając jej w oczy. Te srebrne, metalowe tęczówki, które wydawały się jeszcze dziwniejsze niż cała reszta jej nietypowej aparycji. Przez moment faktycznie zastanawiał się, czy nie jest wilą, ale złapał się na tym, że porównuje jej działanie do tego, jaki miała na niego chociażby Faye. Nie, panna Macmillan była zwyczajnie dziwaczną dziewczyną.
- Ależ nie, powiem więcej, sprawisz mi wielką przyjemność, dotrzymując mi towarzystwa - wyciągnął rękę, klepiąc w skraj łóżka, by tym samym zachęcić ją by przysiąść się do niego. Musiał jednak przyznać, że pomimo całkiem nietypowej, ale nawet miłej dla oka aparycji, no i troski, posiadała dość wyraźną wadę; tak okropnie denerwował go sposób w jaki mówiła. Ale to nic, może nie będzie aż tak dużo mówić, a on... skoro nie chciał jej słuchać, to przynajmniej sobie popatrzy.
- Mam wrażenie, że jak większość twoich... towarzyszek tutaj. Dlatego tu jesteś? Chcesz, żebym coś opowiedział?
W normalnych warunkach, pewnie przekręcałby się na drugi bok, wciąż uwięziony w objęciach Morfeusza. Ostatnie przeżycia jednak niekoniecznie sprzyjały normalnemu, zdrowemu snowi. Ten, który go nawiedzał, określiłby raczej mianem męczącego. Ciężkiego, w który wpadał i wypadał, często z braku laku, zmuszony uskarżaniem się ciała o odpoczynek.
Wzdrygnął się, widząc jej nagły, nieporęczny ruch w jej stronę, bojąc się że skończy na tym, na co się zanosiło - że wywróci się na niego, razem z całą zawartością naczyń, które właśnie niosła. Na szczęście jednak, w ostatnim momencie udało jej się jakoś z tego wybrnąć, jego zostawiając nieco nerwowo podpartego na łokciach. Tak jakby w ten sposób miał uniknąć niedoszłej katastrofy.
- Nic nie szkodzi - odparł, obdarzając ją lekkim, nieco ironicznym uśmiechem, dla niego jednak bardzo typowym.
Przyglądał jej się z zaciekawieniem, mając wrażenie, że powinien ją skądś kojarzyć. Może widział ją w Kowenie, a może plątała się gdzieś przy stoiskach podczas świąt - w końcu chyba była kapłanką. A może i widział ją jeszcze na korytarzach Hogwartu. Na pierwszy rzut oka wydawała się w podobnym wieku, ale gdyby byli na tym samym roku pamiętałby ją. Podobnie jeśli chodziło o roczniki starsze, bo te zajmowały go o wiele bardziej niż młodsze, w jego mniemaniu wciąż smarkate.
- Nie ma potrzeby być tak formalnym. Wystarczy Atreus - rzucił do niej, zaglądając jej w oczy. Te srebrne, metalowe tęczówki, które wydawały się jeszcze dziwniejsze niż cała reszta jej nietypowej aparycji. Przez moment faktycznie zastanawiał się, czy nie jest wilą, ale złapał się na tym, że porównuje jej działanie do tego, jaki miała na niego chociażby Faye. Nie, panna Macmillan była zwyczajnie dziwaczną dziewczyną.
- Ależ nie, powiem więcej, sprawisz mi wielką przyjemność, dotrzymując mi towarzystwa - wyciągnął rękę, klepiąc w skraj łóżka, by tym samym zachęcić ją by przysiąść się do niego. Musiał jednak przyznać, że pomimo całkiem nietypowej, ale nawet miłej dla oka aparycji, no i troski, posiadała dość wyraźną wadę; tak okropnie denerwował go sposób w jaki mówiła. Ale to nic, może nie będzie aż tak dużo mówić, a on... skoro nie chciał jej słuchać, to przynajmniej sobie popatrzy.
- Mam wrażenie, że jak większość twoich... towarzyszek tutaj. Dlatego tu jesteś? Chcesz, żebym coś opowiedział?