29.06.2023, 09:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2023, 18:17 przez Brenna Longbottom.)
Brenna przystanęła na moment i spojrzała na brata, uśmiechając się półgębkiem. Zarówno z powodu jego uwagi odnośnie tego, że „zmiękła”, jak i tego, jak ładnie to wszystko ujął: zdarzenia na scenie społeczno – politycznej.
- Jak myślisz? Przyjęłabym go? - spytała tylko, nie dzieląc się żadnym ze swoich przemyśleń o wynajmowaniu pokoju i sprawdzaniu wszystkich krewnych żywych i martwych, jakby była naprawdę ciekawa, jak odpowie na to Erik. Choć prawda była taka, że wciąż nie umiała odmówić pomocy, to przy jej udzielaniu była dużo ostrożniejsze teraz niż jeszcze pięć lat temu. A przed dekadą? Wtedy otworzyłaby chyba drzwi domu absolutnie przed każdym i nawet nie pomyślała o tym, aby zadawać jakiekolwiek pytania... – I wiesz co? Ty się dziwisz, że mówię, że powinieneś aspirować na Ministra Magii… - dodała jeszcze z tonem rozbawienia w głosie. Sam sposób, w jaki się wyrażał jej zdaniem idealnie pasował do świata polityki.
Z drugiej strony Erik był trochę za dobry na polityka.
Jeśli któreś z nich zmiękło, a raczej nie utwardziło się dostatecznie, to Brenna obawiała się, że on. Erik miał dobre serce i to nawet w tych ciężkich czasach nie obrosło jeszcze lodem. A politycy musieli być bezlitośni, aby utrzymać się na stanowisku i faktycznie wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Zwłaszcza w ich świecie.
- To było przeznaczenie, tak chyba mogę to ująć – uzupełniła opowieść brata, kiedy już wtargnęli do pokoju do Danielle. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok kuzynki oraz zwierzaka. – Można powiedzieć, że… za jego sprawą skończył w ramionach Erika.
Oraz za sprawą jej różdżki.
Brenna też nie rzuciła się do psiaka, za to podeszła do najbliższego stolika, żeby zacząć układać tam te wszystkie przyniesione dla niego rzeczy. Zamarła jednak, kiedy Danielle wspomniała o pchłach. Pchłach!!!
- Pchły? – powtórzyła z naciskiem, podchodząc do psa. Dość powoli, tylko dlatego, żeby go nie przestraszyć, choć miała chęć rzucić się do niego biegiem. Pochyliła się, jakby oczekiwała, że od razu dostrzeże te paskudne insekty gdzieś pośród sierści. – Przecież kąpałam go natychmiast, gdy przyszliśmy… słodki Merlinie, trzeba natychmiast zabrać go na zewnątrz i zafundować mu kolejną kąpiel. I nie wymawiaj tego słowa... na "pch" znaczy się... kiedy mama jest w domu. Jeśli ona zorientuje się, że wpuściliśmy do domu psa z… pchłami… - tu zniżyła głos niemalże do szeptu, jakby w obawie, że pani Longbottom stoi pod drzwiami i podsłuchuje, gotowa wpaść tu z płonącym mieczem. - … to wywali mnie razem z tym psem. Na szczęście dokupiłam szamponu…
Tu wskazała na stolik, gdzie stała świeża buteleczka. Ostatnio już się kończył po kąpielach wszystkich innych psiaków, może więc użyła go za mało?
– Erik, wypluj to – oświadczyła stanowczym tonem, zwracając spojrzenie na brata, kiedy wspomniał o upodobnianiu się do swoich właścicieli. – Jeśli te psy upodobnią się do nas, to za dwa tygodnie Łatek przyniesie szczeniaka w zębach, za miesiąc Ponurak stanie na progu z jakimś wychudzonym kolegą, a za dwa miesiące Gałgan postanowi zagonić nam do domu jakąś kotkę. Ciężarną. Która urodzi ze trzy młode. To znaczy, nie tak, że miałabym coś przeciwko, ale mama mogłaby trochę ciężko to znieść, a nie wiem, czy zdołam ich wszystkich wtedy ukryć w swoim pokoju…
- Jak myślisz? Przyjęłabym go? - spytała tylko, nie dzieląc się żadnym ze swoich przemyśleń o wynajmowaniu pokoju i sprawdzaniu wszystkich krewnych żywych i martwych, jakby była naprawdę ciekawa, jak odpowie na to Erik. Choć prawda była taka, że wciąż nie umiała odmówić pomocy, to przy jej udzielaniu była dużo ostrożniejsze teraz niż jeszcze pięć lat temu. A przed dekadą? Wtedy otworzyłaby chyba drzwi domu absolutnie przed każdym i nawet nie pomyślała o tym, aby zadawać jakiekolwiek pytania... – I wiesz co? Ty się dziwisz, że mówię, że powinieneś aspirować na Ministra Magii… - dodała jeszcze z tonem rozbawienia w głosie. Sam sposób, w jaki się wyrażał jej zdaniem idealnie pasował do świata polityki.
Z drugiej strony Erik był trochę za dobry na polityka.
Jeśli któreś z nich zmiękło, a raczej nie utwardziło się dostatecznie, to Brenna obawiała się, że on. Erik miał dobre serce i to nawet w tych ciężkich czasach nie obrosło jeszcze lodem. A politycy musieli być bezlitośni, aby utrzymać się na stanowisku i faktycznie wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Zwłaszcza w ich świecie.
- To było przeznaczenie, tak chyba mogę to ująć – uzupełniła opowieść brata, kiedy już wtargnęli do pokoju do Danielle. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok kuzynki oraz zwierzaka. – Można powiedzieć, że… za jego sprawą skończył w ramionach Erika.
Oraz za sprawą jej różdżki.
Brenna też nie rzuciła się do psiaka, za to podeszła do najbliższego stolika, żeby zacząć układać tam te wszystkie przyniesione dla niego rzeczy. Zamarła jednak, kiedy Danielle wspomniała o pchłach. Pchłach!!!
- Pchły? – powtórzyła z naciskiem, podchodząc do psa. Dość powoli, tylko dlatego, żeby go nie przestraszyć, choć miała chęć rzucić się do niego biegiem. Pochyliła się, jakby oczekiwała, że od razu dostrzeże te paskudne insekty gdzieś pośród sierści. – Przecież kąpałam go natychmiast, gdy przyszliśmy… słodki Merlinie, trzeba natychmiast zabrać go na zewnątrz i zafundować mu kolejną kąpiel. I nie wymawiaj tego słowa... na "pch" znaczy się... kiedy mama jest w domu. Jeśli ona zorientuje się, że wpuściliśmy do domu psa z… pchłami… - tu zniżyła głos niemalże do szeptu, jakby w obawie, że pani Longbottom stoi pod drzwiami i podsłuchuje, gotowa wpaść tu z płonącym mieczem. - … to wywali mnie razem z tym psem. Na szczęście dokupiłam szamponu…
Tu wskazała na stolik, gdzie stała świeża buteleczka. Ostatnio już się kończył po kąpielach wszystkich innych psiaków, może więc użyła go za mało?
– Erik, wypluj to – oświadczyła stanowczym tonem, zwracając spojrzenie na brata, kiedy wspomniał o upodobnianiu się do swoich właścicieli. – Jeśli te psy upodobnią się do nas, to za dwa tygodnie Łatek przyniesie szczeniaka w zębach, za miesiąc Ponurak stanie na progu z jakimś wychudzonym kolegą, a za dwa miesiące Gałgan postanowi zagonić nam do domu jakąś kotkę. Ciężarną. Która urodzi ze trzy młode. To znaczy, nie tak, że miałabym coś przeciwko, ale mama mogłaby trochę ciężko to znieść, a nie wiem, czy zdołam ich wszystkich wtedy ukryć w swoim pokoju…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.