29.06.2023, 11:03 ✶
Szelest.
Brenna poderwała różdżkę instynktownie, natychmiast celując nią pomiędzy drzewa. I nie opuściła jej także wtedy, gdy okazało się, że to nie żaden potwór, nie śmierciożerca, a człowiek.
Nie miała rentgena w oczach. Nie wiedziała, że to mugol, chociaż jego ubiór ją zdziwił. I nie mogła być pewna, że nie był to jeden z tych, którzy wczoraj w maskach na nich napadli – oni zapewne też nie wszyscy zdołali uciec bezpiecznie. Omiotła człowieka uważnym spojrzeniem, ale nie dostrzegła żadnych obrażeń.
- Brenna Longbottom, Brygada Uderzeniowa – powiedziała, wciąż celując w mężczyznę. Ten na ich widok zatrzymał się dość gwałtownie, w pierwszej chwili chyba ucieszył, potem spojrzał z obawą na różdżkę… a potem zdał raczej skonfundowany. – Szukamy ocalałych po wichurze. Pańskie nazwisko proszę.
- Michaelson… - odparł powoli, trochę niewyraźnie. Musiał być wczorajszego wieczora pijany, bo chociaż trochę wytrzeźwiał do tej pory, w nozdrza Brenny po chwili uderzył zapach alkoholu. – Kim… kim wy jesteście? Co to za Brygada Uderzeniowa? Gdzie my jesteśmy? I czym ty we mnie celujesz?
Nieprzyjemne podejrzenie wkradło się do głowy Brenny. Pamiętał nazwisko, nie rozpoznawał różdżki. Miał na sobie mugolskie ubranie, jakiego żaden rozsądny czarodziej nie założyłby na Polanę. Bardzo powoli opuściła nieco różdżkę, chociaż dalej jej nie schowała.
– Brygada to… oddział policji – powiedziała, obserwując jego twarz. Zdawało się jej, że w jego spojrzenie wkradła się ulga, ale wciąż nie podchodził do nich, wyraźnie nieufny. – Wczoraj doszło do… ataku terrorystycznego. Szukamy ocalałych…
– To… to nie był sen? – spytał, najwyraźniej nie dając wiary Brennie tak od razu. Omiótł spojrzeniem jej ubranie, a potem skupił wzrok na Samuelu. Był skonfundowany, przestraszony. – Nie był, prawda? – dodał zaraz, jakby bardzo chciał, aby wszystko okazało się snem, ale wiedział już, że nie jest rzeczywiste.
– Jak pan się tutaj znalazł, panie Michaelson?
– Ja… poszedłem do pubu. Z ulotką. A potem ta ulotka… pomyślicie, że jestem szalony. Ta ulotka mnie porwała. Wylądowałem na tej polanie, a tam działy się straszne rzeczy. Jestem szalony? A może wy…
Cofnął się nagle, ulga została zastąpiona zaniepokojeniem.
– Spokojnie, panie Michaleson. Prawdopodobnie ktoś dolał panu czegoś do piwa. Jesteśmy całkiem blisko przejścia do Doliny Godryka. To wioska, tam zajmą się panem uzdro… lekarze i wszystko panu wyjaśnią.
Mugol nie wyglądał na przekonanego. Spojrzał na Samuela, jakby spodziewał się, że on doda coś od siebie.
– Chcę wrócić do domu – wyszeptał, ale wciąż nie ruszył się z miejsca. Nieufny, niepewny. Jego umysł rozpaczliwie szukał jakiegoś wytłumaczenia tego wszystkiego, ale ulotka porywająca go z Londynu do lasu… to było za wiele. – Bardzo chcę wrócić do domu.
Brenna poderwała różdżkę instynktownie, natychmiast celując nią pomiędzy drzewa. I nie opuściła jej także wtedy, gdy okazało się, że to nie żaden potwór, nie śmierciożerca, a człowiek.
Nie miała rentgena w oczach. Nie wiedziała, że to mugol, chociaż jego ubiór ją zdziwił. I nie mogła być pewna, że nie był to jeden z tych, którzy wczoraj w maskach na nich napadli – oni zapewne też nie wszyscy zdołali uciec bezpiecznie. Omiotła człowieka uważnym spojrzeniem, ale nie dostrzegła żadnych obrażeń.
- Brenna Longbottom, Brygada Uderzeniowa – powiedziała, wciąż celując w mężczyznę. Ten na ich widok zatrzymał się dość gwałtownie, w pierwszej chwili chyba ucieszył, potem spojrzał z obawą na różdżkę… a potem zdał raczej skonfundowany. – Szukamy ocalałych po wichurze. Pańskie nazwisko proszę.
- Michaelson… - odparł powoli, trochę niewyraźnie. Musiał być wczorajszego wieczora pijany, bo chociaż trochę wytrzeźwiał do tej pory, w nozdrza Brenny po chwili uderzył zapach alkoholu. – Kim… kim wy jesteście? Co to za Brygada Uderzeniowa? Gdzie my jesteśmy? I czym ty we mnie celujesz?
Nieprzyjemne podejrzenie wkradło się do głowy Brenny. Pamiętał nazwisko, nie rozpoznawał różdżki. Miał na sobie mugolskie ubranie, jakiego żaden rozsądny czarodziej nie założyłby na Polanę. Bardzo powoli opuściła nieco różdżkę, chociaż dalej jej nie schowała.
– Brygada to… oddział policji – powiedziała, obserwując jego twarz. Zdawało się jej, że w jego spojrzenie wkradła się ulga, ale wciąż nie podchodził do nich, wyraźnie nieufny. – Wczoraj doszło do… ataku terrorystycznego. Szukamy ocalałych…
– To… to nie był sen? – spytał, najwyraźniej nie dając wiary Brennie tak od razu. Omiótł spojrzeniem jej ubranie, a potem skupił wzrok na Samuelu. Był skonfundowany, przestraszony. – Nie był, prawda? – dodał zaraz, jakby bardzo chciał, aby wszystko okazało się snem, ale wiedział już, że nie jest rzeczywiste.
– Jak pan się tutaj znalazł, panie Michaelson?
– Ja… poszedłem do pubu. Z ulotką. A potem ta ulotka… pomyślicie, że jestem szalony. Ta ulotka mnie porwała. Wylądowałem na tej polanie, a tam działy się straszne rzeczy. Jestem szalony? A może wy…
Cofnął się nagle, ulga została zastąpiona zaniepokojeniem.
– Spokojnie, panie Michaleson. Prawdopodobnie ktoś dolał panu czegoś do piwa. Jesteśmy całkiem blisko przejścia do Doliny Godryka. To wioska, tam zajmą się panem uzdro… lekarze i wszystko panu wyjaśnią.
Mugol nie wyglądał na przekonanego. Spojrzał na Samuela, jakby spodziewał się, że on doda coś od siebie.
– Chcę wrócić do domu – wyszeptał, ale wciąż nie ruszył się z miejsca. Nieufny, niepewny. Jego umysł rozpaczliwie szukał jakiegoś wytłumaczenia tego wszystkiego, ale ulotka porywająca go z Londynu do lasu… to było za wiele. – Bardzo chcę wrócić do domu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.