A więc zdecydowaliście się przemierzać knieję...
Natrafiliście na grób nieznanego czarodzieja. W takich miejscach zagrzebywano najczęściej samobójców, zdziwiło was więc pewnie na widok nawiedzającego grób ducha. No bo jeżeli chciał odejść - dlaczego nadal tu był? Siedział na tym porośniętym mchem nagrobku, samiusieńki w tej paskudnej Kniei. Na wasz widok uśmiechnął się przyjaźnie.
- O, przysłali tu wreszcie ludzi z ministerstwa... - powiedział, po czym zaciągnął się dymem z fajki. - Dwójka was tylko, a tylu potrzebujących. Na północ stąd umierają właśnie małe dziecko i piesek, co za rozpacz dla waszych serc pewnie, a na południu czeka was najpewniej śmierć. Sugeruję wam więc udać się na południe, to będzie świetna zabawa, jeżeli zginiemy tu wszyscy razem. Może moja prawnuczka przyniesie nam tutaj planszę do go...