29.06.2023, 18:54 ✶
- Podobno - przytaknęła. Skądś się baśnie i legendy brały, coś leżało u zarania ich powstania, kiedy przeobraziły się w opowieść, przekazywaną z ust do ust, a w końcu również i spisywaną, drukowaną, rozpowszechnianą dalej. Zakorzeniły się w świadomości wielu pokoleń czarodziejów - mugoli zresztą też, bo i oni przecież wiele mieli baśni, w których dało się odnaleźć tak bardzo znajome elementy, elementy ich czarodziejskiego świata.
Czy tego chcieli czy nie - światy te się przenikały i czerpały z siebie nawzajem, mniej lub bardziej świadomie.
- Mam nadzieję, że Czarnej Różdżki jednak nie ma nikt - wzdrygnęła się na wspomnienie braci Peverell. Potęga, władza nad życiem i śmiercią, niewidzialność. Ale z potęgi nic dobrego nie przychodziło - przywodziła jedynie jeszcze więcej zniszczenia i... och. Relikt z opowieści - czy naprawdę był prawdziwy, a nie jedynie wytwór wyobraźni? Jeśli prawdziwy, to... och, mógłby stanowić obiekt pożądania dokładnie tego, z kim teraz walczyli. Zapewne stanowił. Bo moc rozbudzała apetyt - chciało się jej więcej i więcej i więcej...
... choćby z tego względu, że taka moc budziła również i sprzeciw. Im potężniejszym się ktoś stawał, tym bardziej musiał brać pod uwagę, że ktoś się zaprze i też sięgnie po moc wykraczającą poza możliwości zwykłego czarodzieja, żeby tylko strącić z piedestału, nieprawdaż?
- A to całkiem możliwe... to teraz nie mamy wyboru, tylko musimy zajrzeć do tej szafy - zażartowała dość ponuro. Bo nastrój bynajmniej nie sprzyjał nurkowaniu w szafach, żeby znaleźć jak najbardziej księżniczkowatą sukienkę, by móc się wcielić w postać z bajki.
- Musimy - wychrypiała cicho. Wciąż wpatrywała się w ogień, w hipnotyzujące wręcz płomienie. Tyle że w nich nie było magii, nie ukazywały obrazów, nie przywoływały tak boleśnie wspomnień, jak wtedy. Zwykły, najzwyklejszy w świecie ogień i nic ponadto.
Co tam się stało?
Pytanie zaciążyło niczym kamień młyński uwieszony u szyi. Co tam się stało? Czy chciała się tym dzielić? Czy chciała wpuścić Brennę do tego świata, z którego sama do tej pory jeszcze nie wyszła? Nie w pełni.
- Nie wszystko zdążyłam poukładać. Nie wszystko w pełni rozumiem - odparła po chwili milczenia, odwracając się od ognia, kierując wzrok ku Brennie - Świat poza naszym światem, gdzie śmierć nie wydaje się być ostatecznością - niemalże szepnęła, wspominając ciało kobiety. Przybyli za późno, żeby ją uratować. Za późno, żeby powstrzymać Voldemorta przed sięgnięciem po to, czego tak bardzo chciał - tak bardzo, że przekroczył granicę pomiędzy życiem a śmiercią.
- Ale jednego jestem pewna. Spóźniliśmy się. Parę minut wcześniej i... nie wiem, promyczku - zapewne nie rozmawiałyby tu i teraz, co niezbyt chciało jej przejść przez gardło. Z ciężkim westchnięciem ponownie podeszła do łóżka, usiadła na nim, podciągając nogi - Pamiętasz informację od Patricka, sprzed Beltane? - była całkiem pewna, że kuzynka pamiętała, niemniej to nie było takie proste, wyrzucić z siebie wszystko. Nawet nie wszystko - część planowała zachować dla siebie, nie będąc gotową się tym podzielić.
Czy tego chcieli czy nie - światy te się przenikały i czerpały z siebie nawzajem, mniej lub bardziej świadomie.
- Mam nadzieję, że Czarnej Różdżki jednak nie ma nikt - wzdrygnęła się na wspomnienie braci Peverell. Potęga, władza nad życiem i śmiercią, niewidzialność. Ale z potęgi nic dobrego nie przychodziło - przywodziła jedynie jeszcze więcej zniszczenia i... och. Relikt z opowieści - czy naprawdę był prawdziwy, a nie jedynie wytwór wyobraźni? Jeśli prawdziwy, to... och, mógłby stanowić obiekt pożądania dokładnie tego, z kim teraz walczyli. Zapewne stanowił. Bo moc rozbudzała apetyt - chciało się jej więcej i więcej i więcej...
... choćby z tego względu, że taka moc budziła również i sprzeciw. Im potężniejszym się ktoś stawał, tym bardziej musiał brać pod uwagę, że ktoś się zaprze i też sięgnie po moc wykraczającą poza możliwości zwykłego czarodzieja, żeby tylko strącić z piedestału, nieprawdaż?
- A to całkiem możliwe... to teraz nie mamy wyboru, tylko musimy zajrzeć do tej szafy - zażartowała dość ponuro. Bo nastrój bynajmniej nie sprzyjał nurkowaniu w szafach, żeby znaleźć jak najbardziej księżniczkowatą sukienkę, by móc się wcielić w postać z bajki.
- Musimy - wychrypiała cicho. Wciąż wpatrywała się w ogień, w hipnotyzujące wręcz płomienie. Tyle że w nich nie było magii, nie ukazywały obrazów, nie przywoływały tak boleśnie wspomnień, jak wtedy. Zwykły, najzwyklejszy w świecie ogień i nic ponadto.
Co tam się stało?
Pytanie zaciążyło niczym kamień młyński uwieszony u szyi. Co tam się stało? Czy chciała się tym dzielić? Czy chciała wpuścić Brennę do tego świata, z którego sama do tej pory jeszcze nie wyszła? Nie w pełni.
- Nie wszystko zdążyłam poukładać. Nie wszystko w pełni rozumiem - odparła po chwili milczenia, odwracając się od ognia, kierując wzrok ku Brennie - Świat poza naszym światem, gdzie śmierć nie wydaje się być ostatecznością - niemalże szepnęła, wspominając ciało kobiety. Przybyli za późno, żeby ją uratować. Za późno, żeby powstrzymać Voldemorta przed sięgnięciem po to, czego tak bardzo chciał - tak bardzo, że przekroczył granicę pomiędzy życiem a śmiercią.
- Ale jednego jestem pewna. Spóźniliśmy się. Parę minut wcześniej i... nie wiem, promyczku - zapewne nie rozmawiałyby tu i teraz, co niezbyt chciało jej przejść przez gardło. Z ciężkim westchnięciem ponownie podeszła do łóżka, usiadła na nim, podciągając nogi - Pamiętasz informację od Patricka, sprzed Beltane? - była całkiem pewna, że kuzynka pamiętała, niemniej to nie było takie proste, wyrzucić z siebie wszystko. Nawet nie wszystko - część planowała zachować dla siebie, nie będąc gotową się tym podzielić.