02.11.2022, 13:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2022, 22:22 przez Brenna Longbottom.)
- Właściwie to... hm, nie żartowałam, ale półżartowałam. To nie jest dobry pomysł na dzisiaj - przyznała Brenna, spojrzała na różdżkę, a potem westchnęła i zaczęła machać nią, walcząc o lekkie zmienienie fryzury. Miała zamiar zakręcić nieco włosy i je przyciemnić przy użyciu transmutacji. Nic poważnego, bo większe zmiany wyglądu wymagałaby eliksirów albo bardziej zaawansowanej magii, ale wystarczające, aby już z daleka jej obecność nie krzyczała "Cześć, to ja, Brenna Longbottom". Trzeba by zobaczyć teraz jej twarz.
Ukrywanie tożsamości właściwie nie było potrzebne. Śmierciożercy prawdopodobnie domyślali się, że ich rodzina popiera Zakon Feniksa. Ale i tak ryzykowali dostatecznie wiele, nie miało sensu dodatkowe wystawianie się.
- O ile dziewczyna zechce pozostać w mugolskim Londynie, ale spróbujemy być bardzo, bardzo przekonujący - mruknęła Brenna. Miała nadzieję, że i owszem. Zagrożenie życia mogło skłonić ją do pójścia po rozum do głowy i zdecydowania, że ukrycie się, przynajmniej na parę miesięcy, to dobry pomysł.
Niestety, ludzie nie zawsze kierowali się logiką.
(Brenna pod tym względem bywała trochę hipokrytką, bo wystawianie się na śmierć też niekoniecznie było logiczne. Wmawiała sobie jednak, że jeżeli nikt tego nie zrobi, prędzej czy później wszyscy skończą kłaniając się pokornie przed Voldemortem. A przecież bicie pokłonów przy jej wzroście katastrofalnie mogło wpłynąć na kręgosłup.)
- Północ. Żadnych świętości. Śmierciożercami chyba zostaje się dlatego, że nie masz, z kim się bawić, więc idziesz zepsuć Sylwestra innym. Nikt ich nie zaprasza na imprezy i stąd ten cały ambaras - westchnęła Brenna, podnosząc się z miejsca, gdy padły kolejne słowa. Podopinała guziki szat i zgarnęła płaszcz, pozostawiony przy wejściu, a potem ustawiła jego kołnierz tak, by przysłaniał część twarzy. Raz, ochrona tożsamości. Dwa - fakt, że po prostu w zimową noc było nazbyt zimno, aby dało się biegać w samej szacie. Upewniła się jeszcze, że pozbyła się wszelkich osobistych przedmiotów z kieszeni. Poza różdżką oczywiście.
Sama różdżka trafiła w dłoń - i była gotowa aportować się w pobliże domu Annie Thomas. Czy była zmartwiona i trochę zdenerwowana? Oczywiście. Mogli stracić Annie. Któreś z nich mogło zginąć. Ta świadomość zawsze towarzyszyła Brennie w takich sytuacjach. Kryła to jednak iście po mistrzowsku.
Ukrywanie tożsamości właściwie nie było potrzebne. Śmierciożercy prawdopodobnie domyślali się, że ich rodzina popiera Zakon Feniksa. Ale i tak ryzykowali dostatecznie wiele, nie miało sensu dodatkowe wystawianie się.
- O ile dziewczyna zechce pozostać w mugolskim Londynie, ale spróbujemy być bardzo, bardzo przekonujący - mruknęła Brenna. Miała nadzieję, że i owszem. Zagrożenie życia mogło skłonić ją do pójścia po rozum do głowy i zdecydowania, że ukrycie się, przynajmniej na parę miesięcy, to dobry pomysł.
Niestety, ludzie nie zawsze kierowali się logiką.
(Brenna pod tym względem bywała trochę hipokrytką, bo wystawianie się na śmierć też niekoniecznie było logiczne. Wmawiała sobie jednak, że jeżeli nikt tego nie zrobi, prędzej czy później wszyscy skończą kłaniając się pokornie przed Voldemortem. A przecież bicie pokłonów przy jej wzroście katastrofalnie mogło wpłynąć na kręgosłup.)
- Północ. Żadnych świętości. Śmierciożercami chyba zostaje się dlatego, że nie masz, z kim się bawić, więc idziesz zepsuć Sylwestra innym. Nikt ich nie zaprasza na imprezy i stąd ten cały ambaras - westchnęła Brenna, podnosząc się z miejsca, gdy padły kolejne słowa. Podopinała guziki szat i zgarnęła płaszcz, pozostawiony przy wejściu, a potem ustawiła jego kołnierz tak, by przysłaniał część twarzy. Raz, ochrona tożsamości. Dwa - fakt, że po prostu w zimową noc było nazbyt zimno, aby dało się biegać w samej szacie. Upewniła się jeszcze, że pozbyła się wszelkich osobistych przedmiotów z kieszeni. Poza różdżką oczywiście.
Sama różdżka trafiła w dłoń - i była gotowa aportować się w pobliże domu Annie Thomas. Czy była zmartwiona i trochę zdenerwowana? Oczywiście. Mogli stracić Annie. Któreś z nich mogło zginąć. Ta świadomość zawsze towarzyszyła Brennie w takich sytuacjach. Kryła to jednak iście po mistrzowsku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.